Wpisy archiwalne w kategorii
100 i więcej
| Dystans całkowity: | 46957.90 km (w terenie 2269.00 km; 4.83%) |
| Czas w ruchu: | 2292:03 |
| Średnia prędkość: | 20.49 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 84.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 351560 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 207 (103 %) |
| Maks. tętno średnie: | 167 (83 %) |
| Suma kalorii: | 818182 kcal |
| Liczba aktywności: | 379 |
| Średnio na aktywność: | 123.90 km i 6h 02m |
| Więcej statystyk | |
Dystans138.80 km Teren1.00 km Czas07:09 Vśrednia19.41 km/h VMAX50.00 km/h Podjazdy490 m
Kalorie 3500 kcal Temp.31.0 °C
Dzień 2. Słowacja, Węgry i dzikie traktory.
Dawno nie spałem w namiocie, więc jestem mocno zmęczony po tej nocy. Na zewnątrz mgła, że świata nie widać. Dość szybko jednak zaczyna się przebijać słońce i od samego rana zaczyna przypiekać. Zaliczamy ostatnie podjazdy, bo później już jest tak płasko, że odechciewa się jechać. Chwilę zatrzymujemy się nad Velką Domasą (jezioro takie), a później to już tylko postoje na zakupy i ewentualne mycie :D Węgry są płaskie i nudne. Tokaj jedynie urzeka widokami, a tak to słoneczniki po horyzont. Nocujemy tuż przy granicy ze Słowacją w miejscowości Pacin, na skoszonej łące. Dookoła przewalają się burze i jedna nas dosięga, jest mało śmiesznie. Jednak godzina 23 przyniosła nam niespodziankę. Jakiś nadgorliwy rolnik umyślał sobie zbiórkę siana. Widok mega ciągnika jadącego na nasze namioty zostaje w głowie na długo :D Nie wiem kto był bardziej zaskoczony: rolnik, czy my. Noc strasznie kiepska- atak ciągnika i burza.

Poranek


Wielka Domasa


Vranov- zamek Cicava



Tokaj



Stąd nadjechało zło

Poranek


Wielka Domasa


Vranov- zamek Cicava



Tokaj



Stąd nadjechało zło
Dystans133.40 km Teren2.00 km Czas06:49 Vśrednia19.57 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy1270 m
Kalorie 4000 kcal Temp.31.0 °C
Dzień 1. Podróż czas zacząć.
Dosyć późno zdecydowałem się na zaległy urlop i na szybko musiałem znaleźć jakiś fajny wyjazd. Może nad morze, a może... No właśnie, gdzie? Podróżerowerowe.info przyszły z pomocą, bo dowiedziałem się, że Grzesiek z którym byłem rok temu na Ukrainie wybiera się do Rumunii. Dwa lata temu tam byłem, mieliśmy zaliczyć wtedy trasę Transfogarską. Niestety droga była zamknięta, bo za dużo śniegu jeszcze było. Kilka dni przed wyjazdem zrobiłem niezbędne zakupy i wystarczyło poczekać do niedzieli. Z lekką obsuwą pojawił się u mnie Grzesiek z Częstochowy. Na dworcu czekał już Grzesiek z Lublina i Wło, który kawałek nas eskortował. Robiło się gorąco, bardzo gorąco. Ruszamy przez miasto w stronę Kielanówki. Zjazd do Racławówki i na Niechobrz. Podjazd pod Krzyż z sakwami, to dobre wyzwanie. Później zjazd do Czudca, Przedmieście Czudeckie i Wyżne. Wbijamy na główną drogę i niej się trzymamy. Jedziemy do Barwinka z przerwami na piciu i jedzonko. W Niebylcu opuszcza nas Włochaty i jedziemy już sami. Słońce mocno smaży, a podjazdów nie brakuje. Najgorszy, bo najdłuższy był ten w Komborni. Przekraczamy granicę i mamy cały czas z górki aż do Śvidnika. Ściemnia się więc przed Stropkovem w miejscowości Duplin zakładamy pierwszy obóz. Niby przy boisku, ale jakoś nikt nam nie przeszkadzał, no może ze dwa razy kładem przejechał ktoś.

Lekko obładowany.

Włochaty żre.

Przed nami Beskid Niski.

Można iść spać.
Póki co mam tylko moje fotki, więc szału nie ma.

Lekko obładowany.

Włochaty żre.

Przed nami Beskid Niski.

Można iść spać.
Póki co mam tylko moje fotki, więc szału nie ma.
Dystans117.02 km Teren2.00 km Czas03:36 Vśrednia32.51 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy415 m
W peletonie.
Pierwszy raz stawiłem się na zbiórce na Kwiatkowskiego, jednak najpierw musiałem zaglądnąć na działkę- stąd ten teren. Upał okropny, ale zjawiło się 16, może więcej osób, był Konałkę i Tomasz :D
Początek w normalnym tempie, jedziemy na Załęże i w Trzebownisku odbijamy na Łąkę.
W Czarnej czekają na nas 4 osoby z Łańcuta. Jedziemy w kierunku Sokołowa Młp., ale zaczyna się szybsza jazda, cały czas powyżej 40. Wchodzę na zmianę- lecimy 50-55 km/h :D W Sokołowie zaczyna się ściganie w stronę Brzózy Królewskiej.
W Biedaczowie peleton się rwie, dopiero po jakimś czasie dojeżdżamy do Kony i stwierdzamy, że najlepiej, to jechać na piwo- tak też zrobiliśmy :D
Jedziemy przez Rakszawę, Zalesie do Czarnej, gdzie była meta. Znowu postój pod sklepem i jazda do Palikówki. Dalej Strażów, Krasne i główną drogą, czyli E 4 do Rzeszowa. Przez 90 km nie było żadnego postoju, a średnia wynosiła 33 km/h. Później już jechaliśmy koło 35- 40, więc było fajnie.
Początek w normalnym tempie, jedziemy na Załęże i w Trzebownisku odbijamy na Łąkę.
W Czarnej czekają na nas 4 osoby z Łańcuta. Jedziemy w kierunku Sokołowa Młp., ale zaczyna się szybsza jazda, cały czas powyżej 40. Wchodzę na zmianę- lecimy 50-55 km/h :D W Sokołowie zaczyna się ściganie w stronę Brzózy Królewskiej.
W Biedaczowie peleton się rwie, dopiero po jakimś czasie dojeżdżamy do Kony i stwierdzamy, że najlepiej, to jechać na piwo- tak też zrobiliśmy :D
Jedziemy przez Rakszawę, Zalesie do Czarnej, gdzie była meta. Znowu postój pod sklepem i jazda do Palikówki. Dalej Strażów, Krasne i główną drogą, czyli E 4 do Rzeszowa. Przez 90 km nie było żadnego postoju, a średnia wynosiła 33 km/h. Później już jechaliśmy koło 35- 40, więc było fajnie.
Dystans102.60 km Teren1.00 km Czas03:49 Vśrednia26.88 km/h VMAX71.00 km/h Podjazdy1050 m
Jak w piekle.
Miało być więcej, ale w takim upale jedzie się strasznie. Najpierw Budziwój i Tyczyn. Później pod WSiZ i zjazd do Borku Nowego. Dalej do Błażowej i podjazd na Ujazdy. Przez Wesołą i Barycz, by zjechać w Gwoźnicy. Podjazd na Bliziankę i zjazd do Niebylca. Później do Połomii i Wyżnego. Kierunek Czudec i wspinaczka do Niechobrza. Koło Krzyża i zjazd. Później Racławówka, Zwięczyca, Lisia Góra i dom.

Chłodny cień.

Sucha Góra i pasmo Królewskiej Góry z Blizianki.

Chłodny cień.

Sucha Góra i pasmo Królewskiej Góry z Blizianki.
Dystans144.33 km Czas05:10 Vśrednia27.93 km/h VMAX84.00 km/h Podjazdy1200 m
Asfaltem na południe.
Pogoda się wreszcie ogarnęła, więc trzeba nadrobić trochę kilometrów. Najpierw na Żwirownię, gdzie spotykam Michała. Razem jedziemy do Czudca przez Budziwój i Siedliska. Jednak w Babicy mój kompan odpada i do Czudca jadę sam, w sumie cały czas jestem tylko ja. Z Czudca boczną drogą do Strzyżowa. Tam odbijam na Godową i Żyznów. Później Krasna, Czarnorzeki i Odrzykoń. Zjazd spod zamku i nareszcie nie jadę pod wiatr, normalnie sukces po 60 km. Jadę wzdłuż Wisłoka przez Bratkówkę i Kobyle. Później Jazowa, Kozłówek i Gbiska. W Strzyżowie zjadam loda na rynku i atakuję karę, czyli podjazd w stronę Gwoździanki. Zjeżdżam do Niebylca i po małej zmyłce jadę do Połomii. Tam boczną drogą wspinam się na Sołonkę. Znowy ten karkołomny zjazd, ale zapomniałem o czymś. Na jego końcu odbywa się jakiś festyn, auta na poboczu, ludzie na całej drodze, takie tam. No cóż, 84 km/h i z pobocza startuje samochód, a z drugiej strony ludziska. Było gorąco, ale nikt nie ucierpiał :D Straszydle, Lubenia i na kole siada mi inny szosowiec, ale chyba się przeliczył :D Odbijam na Zarzecze i Lutoryż. Później bokami do Boguchwały, Zwięczyca, Lisia Góra i to by było na tyle.

Wisłok w Zaborowie.

Odrzykoń.

Frysztak.

Wisłok w Zaborowie.

Odrzykoń.

Frysztak.
Dystans135.94 km Teren1.00 km Czas04:39 Vśrednia29.23 km/h VMAX48.00 km/h Podjazdy618 m
Guronc okropny.
Nie lubię pogody, gdy żar leje się z nieba. Odpuszczam mordowanie podjazdów w taki upał i obieram kierunek na Leżajsk. Na Niepodległości mijam Bartka P., ale gdybym nie darł ryja, to by mnie nie zauważył. Przez Słocinę do Kraczkowej i dalej na Łańcut. Tutaj odbijam na Dąbrówki i Rakszawę. Koło browaru, gdzie powstaje mój ulubiony podpiwek i dalej na Wydrze i Julin. Tam spotykam dwóch zagubionych szosowców i pomagam im wybrać dobry kierunek. Droga prowadzi przez las, więc jest chłodniej, jednak główna już w pełnym słońcu prowadzi do Leżajska. Powrót kawałek po swoich śladach i odbijam na Brzózę królewską. Jakoś docieram do Sokołowa, ale dalej dopada mnie kryzys i mega dziurawa droga do Raniżowa. Skręcam na Pogwizdów i Przewrotne. Tam mijam pewną Osóbkę w samochodzie i jedzie się jakoś lepiej, a Radler wypity na raz poprawia całkowicie sytuację. W Głogowie Mijam się z Łukaszem. Kawałek główną do Rudnej i skręcam na Jasionkę. Wzdłuż autostrady, Zaczernie, Trzebownisko i do domu. Na całej trasie zjadłem 2 Snickersy i jednego Twixa- w sumie, to lewego i prawego. Wypiłem też w sumie niewiele, bo 2,5 l napojów wszelakich.

Zabytkowy dworek w Julinie.

I tak po horyzont- no, może nie do końca po horyzont.

Leżajsk.

W Sokołowie Młp.

Na koniec dnia.

Zabytkowy dworek w Julinie.

I tak po horyzont- no, może nie do końca po horyzont.

Leżajsk.

W Sokołowie Młp.

Na koniec dnia.
Dystans100.03 km Teren45.00 km Czas05:52 Vśrednia17.05 km/h VMAX51.00 km/h Podjazdy2250 m
Powrót w Beskid Śląski.
Nadciąga weekend, więc pora na jazdę, ostrą jazdę :D Z Wło jedziemy do BB o nieludzkiej godzinie. Tam dołącza do nas Seba. Jakoś koło południa wyjeżdżamy, choć pogoda co chwilę straszy mżawką. Są i przebłyski słońca, więc nie jest źle. Jedziemy przez Jaworze na Górki. Po asfalcie, nie znaczy, że było łatwo. Docieramy do Ustronia- tam trzymamy się Wisły, czasem asfaltem, ale głównie szuterkiem. Kończy się zabawa- Rycerską Ścieżką wspinamy się pod wyciąg i zdobywamy Wielką Czantorię. Tym samym jesteśmy już na polsko- czeskiej granicy. Czechy, Polska, Czechy, Polska i tak lawirujemy pomiędzy słupkami granicznymi. Przed nami Soszów Wielki i Wielki Stożek- oba szczyty niewiele dzieli od 1000 m.n.p.m. Na Kiczorach zjeżdżamy z granicy czerwonym szlakiem na Przeł. Kubalonkę. Teraz boczną drogą do Wisły. Teraz największa demotywacja dnia- asfalt, minimalnie pod górę, ale długi dystans, niby lekko, a ciężko- tak, pora na Przeł. Salmopolską. Chwila oddechu i ruszamy czerwonym na Grabową i czarnym na Stary Groń. Stok narciarski doprowadził nas do Brennej, a nasze hamulce gorąco protestowały :D Lajcik do Górek, Jaworze i BB. Jak na takie tereny, to dystans spory, jutro dopiero odczujemy skutki dzisiejszego szaleństwa.

Samojebka na A4.

Wciągam krechę i lecimy.


Nad Wisłą w Ustroniu.

Mała Czantoria.

Chyba na Wielkim Stożku.


Wlepa być musi.

W górach na rowerze- nic więcej nie trzeba.

Do tego zagięta obręcz, jest ostro.

Nabrała kolorów- 160 to trochę mało.

Samojebka na A4.

Wciągam krechę i lecimy.


Nad Wisłą w Ustroniu.

Mała Czantoria.

Chyba na Wielkim Stożku.


Wlepa być musi.

W górach na rowerze- nic więcej nie trzeba.

Do tego zagięta obręcz, jest ostro.

Nabrała kolorów- 160 to trochę mało.
Dystans105.61 km Teren2.00 km Czas04:12 Vśrednia25.15 km/h VMAX55.00 km/h Podjazdy1350 m
Polsko- słowackie szosowanie.
Długo zastanawiałem się, gdzie pojechać i po krótkiej wymianie wiadomości padło na Beskid Niski. Carina gotowa, to jadę po Magdę. Jednak panowie Policjanci postanowili zając mi trochę czasu- Miciołke tak bardzo trzeźwy :D Dojeżdżamy do Nowego Żmigrodu bez przygód, mamy do dyspozycji nawet otwarty sklep. Pogoda idealna, słońce, trochę chmur i ożywczy wiatr. Jedziemy w stronę Kątów i wspinamy się na Przeł. Hałbowską. Na górze spotykamy rowerzystę z Krakowa, który jedzie na Rajd Połoniny. Zjazd do Krempnej- Kotań-Świątkowa Wielka-Grab i Ożenna gdzie przekraczamy Granicę. Cudny zjazd do Niżnej Polianki i muzyka ze szczekaczek :D Później Vysna Polianka i..... koniec asfaltu. Jechałem tędy, ale nie pamiętam tego odcinka. Najpierw pod górę po upierdliwych kamieniach, później w dół, ale była alternatywna, polna droga. Jest i asfalt :) Becherow i w Koniecznej przekraczamy granicę i lądujemy w woj. Małopolskim. Zdynia i podjazd na Przł. Małastowska- poszło bardzo sprawnie. Spotykamy rowerzystę z Biecza i dosyć długo sobie rozmawiamy. Zjeżdżamy do Małastowa i w Sękowej odbijamy na Wapienne. Tylko lekko pod górę, ale jedzie się kiepsko. Rozdziele- skręcamy na główną drogę i tniemy prosto na Żmigród. Bardzo fajnie spędzony dzień, jazda bez napinki, no i te widoki.

Przecież byłem grzeczny.

Kąty- widok na Grzywacką.

Szerszy plan.

Zdobywanie Przeł. Hałbowskiej.

Podjazd pod granicę.

Jest i Magda.

Gdzieś wcięło asfalt.

Konieczna- powrót do kraju.


Przecież byłem grzeczny.

Kąty- widok na Grzywacką.

Szerszy plan.

Zdobywanie Przeł. Hałbowskiej.

Podjazd pod granicę.

Jest i Magda.

Gdzieś wcięło asfalt.

Konieczna- powrót do kraju.

Dystans101.62 km Teren10.00 km Czas04:42 Vśrednia21.62 km/h VMAX66.00 km/h Podjazdy810 m
Z odwiedzinami na CK Strzyżów.
Zapowiadali upał i nie zawiodłem się- grzało jak cholera. Na mieście spotykam Tomka W. i jedziemy kawałek razem. Później odbijam nad Zalew i do Boguchwały. Lutoryż, wspinaczka na Grochowiczną i zjazd czarnym do Czudca. Nowa Wieś i żółtym aż do Strzyżowa. Jako, że miałem trochę czasu, to pojechałem jeszcze na Gbiska i wróciłem przez Dobrzechów. Spotkałem sporo starych i nowych znajomych. Po długich rozmyślaniach Bartek postanawia wracać ze mną. Zahaczamy o tunel i sumie przewodnik oprowadza nas po tunelu bocznym i pomieszczeniach technicznych, ciekwa sprawa- chłodek w środku idealny :D Przez Gliniki do Nowej Wsi i w Czudcu odbijamy na Wielki Las. Później zjazd do Iwierzyc i popas. Przez Zgłobień i Racławówkę do domu.

Na Białej Górze k/Strzyżowa.

Wąziutkie wejście do pomieszczeń technicznych przy tunelu w Strzyzowie.

Ekspozycja w środku.


Tunel łącznikowy.

Na Białej Górze k/Strzyżowa.

Wąziutkie wejście do pomieszczeń technicznych przy tunelu w Strzyzowie.

Ekspozycja w środku.


Tunel łącznikowy.
Dystans111.27 km Teren20.00 km Czas05:00 Vśrednia22.25 km/h VMAX54.00 km/h Podjazdy1210 m
Plan był taki, że go nie było.
Wybrałem tylko kierunek, chociaż pogoda nie zachęcała do dalszych wyjazdów. Najpierw Zalew, Zwięczyca i Boguchwała. W Lutoryżu stwierdzam, że podjadę sobie lasem na Grocho. Tam oczywiście wycinka w pełni, więc jazda po badylach. Ciężko było, ale jakoś wyjechałem. Teraz czarnym do Czudca. Nowa Wieś, Zaborów i jestem w Strzyżowie. Gdzie by tu dalej.....? Gbiska, Kozłówek, Jazowa i jestem w Wiśniowej. Od 50 km jedzie mi się źle, może przez wiatr, może przez podjazdy, nie wiem. Podjazdem przez Pstrągówkę i odbijam na polną drogę. Chełm w zasięgu wzroku, więc czemu tam nie pojechać. Trochę wspinaczki żółtym i niebieskim i jestem pod kapliczką. Wracam, a tu dosłownie przed nosem przelatuje wielkie ptaszysko- podobno polowało na samotnych rowerzystów. Asfaltem do Jaszczurowej, gdzie na poboczu czekał na mnie lisek :D Z Brzezin na Wielopole Skrzyńskie. Teraz cały czas pod górę do samej Pstrągowej/Bystrzycy.Ładuję się w teren i jadę do Wielkiego Lasu. Przed samym kołem tam zapitalała myszka, że ledwo uszła z życiem :D Z Niechobrza pod Krzyż i zjeżdżam asfaltem. Racławówka, Zwięczyca, Zalew i to chyba tyle.

Nie ma jak wycinka.

Chełm już blisko.

Cergowa, czyli Beskid Niski.

Kapliczka.


Nie ma jak wycinka.

Chełm już blisko.

Cergowa, czyli Beskid Niski.

Kapliczka.
































