Wpisy archiwalne w kategorii

100 i więcej

Dystans całkowity:46957.90 km (w terenie 2269.00 km; 4.83%)
Czas w ruchu:2292:03
Średnia prędkość:20.49 km/h
Maksymalna prędkość:84.00 km/h
Suma podjazdów:351560 m
Maks. tętno maksymalne:207 (103 %)
Maks. tętno średnie:167 (83 %)
Suma kalorii:818182 kcal
Liczba aktywności:379
Średnio na aktywność:123.90 km i 6h 02m
Więcej statystyk
Dystans105.14 km Teren4.00 km Czas04:48 Vśrednia21.90 km/h VMAX59.00 km/h Podjazdy815 m
Kalorie 2500 kcal Temp.6.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Daleko jak na styczeń.
Kategoria 100 i więcej
Przed ósmą jadę na spotkanie pod Nowym Światem.  Czeka już Artur i później pojawia się Bartek. Jedziemy przez Przybyszówkę- tam pojawia się Michał, a Kona goni nas z miejsca zbiórki. W Nosówce jesteśmy już w komplecie. Dalej na Wolę Zgłobieńską i progiem karpackim. Miejscami trochę błota, lodu- Kona na szosie ma ciekawie. Zjeżdżamy do Olchowej i bocznymi drogami docieramy do Góry Ropczyckiej. Tam odwiedzamy ruiny koszar.  Przez Gnojnicę docieramy na Granice Chechelskie i odwiedzamy Krzyż Tysiąclecia- wieje okropnie. Przez Glinik docieramy do Wielopola Skrzyńskiego- tam robimy przerwę. Teraz sporo pod górę- przez Nawsie, aż do zjazdu boczną drogą do Pstrągowej. Przez Nową Wieś do Czudca, gdzie odłącza się Michał. Później Wyżne, Babica, Lubenia, Siedliska, Budziwój i przez Żwirownię do domu. Myślałem, że będzie ciężko, a tym czasem jechało się dobrze.
Zdjęcia

Pędzę na zbiórkę.

Jedziemy progiem.

Ruiny koszar.


Prawie pod Krzyżem.



Nawsie.

Zjazd do Pstrągowej.
Dystans124.10 km Czas04:33 Vśrednia27.27 km/h VMAX60.00 km/h Podjazdy1000 m
Kalorie 2400 kcal Temp.17.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
#123 KM do wolności- na szosowo.
Kategoria 100 i więcej
Ustawiłem się dzisiaj z Włochatym na 10. Niestety połowa trasy, to walka z wiatrem: Budziwój-Siedliska-Lubenia-Babica-Wyżne. Wbijamy na główną drogę do Niebylca. Do Lutczy jedziemy przez Konieczkową. Dalej Domaradz, Golcowa. Pod sklepem miejscowi są w szale na widok naszych rowerów, nie wiem o w nich widzieli, ale mój Radon został ochrzczony jako Kiler :D Mija nas Zbiórkowa ekipa, a my zaczynamy podjazd w stronę Izdebek. Zjeżdżamy tamtejszymi serpentynami i jedziemy w stronę Hłudna. Później Nozdrzec i wzdłuż Sanu do Dynowa. Przez Hartę i Piątkową do Błażowej- nareszcie z wiatrem. W Borku odbijamy w stronę Tyczyna i przez Budziwój do domu.
IMG_20141111_115652[1]
Postój w Domaradzu.
IMG_20141111_125105[1]
Serpentyny.
IMG_20141111_130331[1]
Na podjeździe do Hłudna.
IMG_20141111_130456[1]
IMG_20141111_130433[1]
IMG_20141111_152624[1]
Udało się.
Radon został nazwany KILEREM :D
Radon został nazwany KILEREM :D © wlochaty
Miciu na serpentynach
Miciu na serpentynach © wlochaty
Izdebki już blisko
Izdebki już blisko © wlochaty
Dystans170.50 km Czas08:08 Vśrednia20.96 km/h VMAX43.00 km/h Podjazdy260 m
Kalorie 4400 kcal Temp.32.0 °C
Dzień 13. Bułgaria.
Dalej się nie wyspałem. Zapowiada się kolejny upalny dzień. Jeden z Grześków będzie zwiedzał Bukareszt, a reszta jedzie do Bułgarii. Jazda po tym mieście, to jakiś cholerny dramat. Do tego jakiś baran w Golfie 3 prawie zepchnął mojego kompana z drogi. Troszkę dookoła, ale udaje się wyjechać. Główna droga ma pobocze, więc jedzie się przyzwoicie, ale z nudów, to przysypiałem. W Giurgiu kierujemy się na most nad Dunajem. Ruch spory, a most wydaje mnóstwo dźwięków, gdy tylko jakiś samochód przejedzie. Za mostem przejście graniczne i jesteśmy w Bułgarii. Przed nami miasto Ruse, ale dojazd, to jeden wielki remont. Dalej blokowiska z czasów komunistycznych i zajebiste trolejbusy :D Docieramy do jakiegoś deptaka i poczyniamy lans. Na ogródkach ktoś pił piwo, a przyjechał karbonowym rowerem czasowym ze zwykłymi pedałami- widok zaiste dziwny :D  Wracamy do Rumunii. Droga dłuży się strasznie, do tego wiatr prosto w twarz. Wszędzie te śmierdzące i rozjechane psy, już mam dość ich i rumuńskich kierowców. Puszcza łatka i muszę zmienić dętkę. Rozmijam się gdzieś z Grześkiem i w sumie nie wiem, kto gdzie jest. Na jednym postoju gadam z polskim kierowcą tira i stwierdził, że jak spotka Grześka, to mu powie, że czekam na niego. Wynikła z tego śmieszna sytuacja, bo Grzesiek wkurzył się na trąbiącego tira i opieprzył kierowcę, a okazało się, że kierowca miał dla niego wiadomość. Dojeżdżam do Bukaresztu i mieszam się w ruchu z idiotami za kierownicą. lecę po 40 km/h po drogach z miliardem pasów w różnych kierunkach. Tym sposobem gubię się i do hostelu docieram mega wkurzony. Prysznic, zakupy, kolacja i krótkie spanie, bo o 4 trzeba wstać na pociąg.





Dystans134.35 km Teren2.00 km Czas07:14 Vśrednia18.57 km/h VMAX40.00 km/h Podjazdy230 m
Kalorie 3200 kcal Temp.34.0 °C
Dzien 11. Bułgaria? Nie dzisiaj.
Odprawiamy codzienny rytuał, czyli zwijanie bazy, mycie i jazda do sklepu. Tam świeże pieczywo i śniadanko z kawką. Od rana przypieka, ale będzie płasko, więc może nas mocno nie sponiewiera. W Turnu Magurele odbijamy w stronę Dunaju i promu do Bułagarii. Tereny mało ciekawe, do tego śmierdząca fabryka jakiejś chemii i tiry. Spóźniamy się o 4 minuty, a następny prom za 3 godziny, chyba sobie jaja robią. Postanawiamy jechać dalej wzdłuż Dunaju do następnej przeprawy, czyli mostu w Giurgiu. Okolica raczej przyjemna, ludzie nastawieni pokojowo. Spotykamy chyba małżeństwo z Francji- jadą obładowani ze Stambułu do Francji. Później mamy okazję podziwiać domowe wypalanie cegieł. W miejscowości Slobozia, tuż przed Giurgiu, robimy zakupy i szukamy miejscówki. Szukamy dość długo, ale udało się i tym razem. Bardzo szybko chowamy się do namiotów, bo plaga komarów nie daje żyć.

Prom uciekł.

Budowanie pieca.

Chyba mają dużo słońca.

Dwa miasta, dwa różne kraje na horyzoncie.

Dystans120.40 km Teren2.00 km Czas06:11 Vśrednia19.47 km/h VMAX49.00 km/h Podjazdy320 m
Kalorie 3000 kcal Temp.30.0 °C
Dzień 10. Znowu płasko.
Wita nas słoneczny poranek, oraz majestatycznie przelatująca czapla. Pora się zbierać. Cały czas towarzyszy nam dopływ Dunaju, rzeka Olt. Po kilkunastu kilometrach docieramy do potężnego zalewu. Mniej więcej do 50 km mamy jakieś podjazdy, później przewaga płaskiego z tendencją spadkową. Im bardziej na południe jedziemy, tym ludzie są dla nas życzliwsi. W barach, czy sklepach bez problemu ładujemy telefony, nabieramy wody, czy dostajemy oferty matrymonialne :D Dogadujemy się różnie, czasem po hiszpańsku, włosku, ale bardzo często zagadują do nas po niemiecku. Czy my wyglądamy na niemców ? Jedzie się fajnie, ale trzeba gdzieś spać. Skręcamy w polną drogę i znajdujemy miejscówkę, tradycja nakazuje, by była przy kukurydzy. Jako, że nieopodal Olt wpada do Dunaju, to w jakiejś knajpie do późna głośno grają, a później pieseły wyją do księżyca. Czasem ktoś obok przejeżdża, ale raczej się nami nie interesują.


Masa wody.

Cmentarz.

Śpiący troll.

Złomiarze.

W sklepie.

Dystans135.80 km Teren2.00 km Czas06:48 Vśrednia19.97 km/h VMAX53.00 km/h Podjazdy1360 m
Kalorie 3500 kcal Temp.28.0 °C
Dzień 9. Transfagarashan.
Rano wstajemy zmarznięci, przynajmniej niektórzy. Mój śpiwór dał radę i było mi cieplutko. Jedzenia nie mamy, więc jedziemy do sklepu, do którego nie dotarliśmy wczoraj. Trasa, która nas czeka jest po prostu piękna. Nie dość, że w dół, to z wąwozami, tunelami i tamą. Jemy śniadanie, suszymy pranie, ładujemy telefony. Odwiedzamy pocztę, a tam sielska atmosfera- deski na podłodze w lichej chałupce, a obsługa siedzi z klientami przy stolikach :D Robi się płasko i opuszczamy wreszcie drogę 7C. Większa przerwa na żarcie w Ramnicu Valcea i jedziemy dalej, cały czas towarzyszy nam woda. Znowu musimy szukać miejscówki. Nad wodą źle, bo mnóstwo robactwa, w polu mnóstwo komarów. Robimy zakupy w mikroskopijnym sklepiku i wybieramy łąkę z dala od drogi, niestety wieczór psują cholerne komary. Ostatnie 20 km bez gps-a, bo prawdopodobnie się przegrzał- miałem już raz taką akcję. Włączył się przed samym noclegiem dopiero.








Dystans136.70 km Teren15.00 km Czas07:50 Vśrednia17.45 km/h VMAX53.00 km/h Podjazdy1280 m
Kalorie 4000 kcal Temp.25.0 °C
Dzień 7. U Drakuli, Góry Fogarskie.
Jak zwykle zbieramy się koło 9. Początek płaski, ale jak tylko zaczynają się górki, to znika asfalt. Niby nie jest to jakaś podrzędna droga, mimo tego trzeba się tłuc po kamieniach. Przed Dumbraveni wracamy już na asfalt. Teraz główną drogą do Sighisoary. Tam wdrapujemy się na wzgórze, gdzie mieści się zabytkowa starówka, twierdza i kościół ewangelicki, swoją siedzibę miał tutaj Vlad Tepes, zwany też Palownikiem, czy Drakulą. Mamy przy okazji znakomity widok na pozostałą część miasta. Znowu dworzec i Kaufland, czyli tradycyjnie.  Jedziemy przez co raz biedniejsze tereny, bo dzieciaki za wszelką cenę chcą nas zatrzymać, czasem jakiś kamień poleci...Przed Agnitą odbijamy na podjazd, jednak na szczycie stwierdzamy, że za dużo drogi nadłożymy i wracamy. Droga głównie pod górę i niestety znowu asfalt się kończy. Jednak przed zjazdem pojawia się znowu i możemy cisnąć. Pierwszy raz mamy widok na Góry Fogaraskie- pojawia się pytanie, co ja tutaj robię? Lekkimi zygzakami docieramy do głównej drogi u podnóża gór. Jedziemy kawałek do sklepu i wjeżdżamy na słynną drogę 7C. Za chwilkę skręcamy i przedzierając się przez 3 niezbyt głębokie rzeczki wbijamy się komuś na ogród i zakładamy kolejny obóz. Kąpiel w lodowatej rzece, to szok. Cały czas mamy widok na pasmo górskie i widząc światła samochodów na szczycie, czuję respekt i jestem taki malutki.

O poranku.

Bez asfaltu, ale za to jak ładnie.


Sighisoara- zabytkowe centrum na wzgórzu.

Wieża zegarowa.

Kościół.

Brama.

Widok z góry.

Fortyfikacje przed Agnitą.

Zapomnieli o asfalcie.

Pierwsze widzenie z górami- chmury troszkę psują zdjęcia.


Jesteśmy na dobrej drodze.

Wielka wanna.

Dystans131.03 km Teren1.00 km Czas06:41 Vśrednia19.61 km/h VMAX57.00 km/h Podjazdy910 m
Kalorie 3800 kcal Temp.24.0 °C
Dzień 6. Krajobraz po burzy.
W nocy burze zaatakowały z dwóch stron. Wiało tak mocno, że musieliśmy się ewakuować ze skarpy, bliżej kukurydzy. Usnąłem po 2. Wstałem w strasznym stanie, ale jechać trzeba. Droga dojazdowa, to jakaś katastrofa. Miała może 200 m, ale już po kilku koła się nie kręciły. Później doszły małe kamyczki i nie dało się jechać. Ogarnianie patykami i jakoś jedziemy. Jest trochę mgliście, ale jakoś dusznawo. Po 10 km zatrzymujemy się pod barem. Kusi nas wąż z wodą tuż obok :D Kupujemy po browarze, ładujemy telefony i myjemy rowery. Po ponad godzinie jedziemy dalej. Czeka nas sporo podjazdów serpentynami, dobrze, że nie jest tak gorąco jak wczoraj.
W Sarmasu robimy dłuższy postój w parku- jak zwykle, jesteśmy atrakcją dnia. Serpentyny w Ludus nie były szczęśliwe dla mnie. Przeciera się dętka, bo jakoś się dziwnie zawinęła. Przed Tarnaveni czeka nas ostry podjazd, ale zjazd serpentynami, to coś pięknego. Mijamy miejscowość Bahnea i zaczynamy szukać miejscówki na nocleg. To za blisko drogi, to nie ma dojazdu, to straszne chaszcze. Znowu znajdujemy łąkę przy kukurydzy. Troszkę nas widać z drogi, ale kto by na nas patrzył, jak dziury trzeba omijać.


Nie pojedzie.


Postój w parku.

Koniowi trzeba pomóc.


Jezioro Zau.


Pole namiotowe.
Dystans127.70 km Teren3.00 km Czas07:05 Vśrednia18.03 km/h VMAX42.00 km/h Podjazdy710 m
Kalorie 3300 kcal Temp.34.0 °C
Dzień 4. Upał, górki i awaria.
Zapowiada się gorący dzień. jak zwykle zbieramy się koło 9. Początek płaski, ale pod koniec dnia pojawiają się podjazdy i to konkretne. Jeden z naszych nowych towarzyszy narzeka na kolano, ale twardo jedzie dalej. Jako, że jest upalnie, to praktycznie przy każdym większym sklepie mamy postój, głównie na browara. Teren górzysty, więc ciężko znaleźć coś dobrego na nocleg. Podczas przejazdu przez łąkę zaliczam kolca z boku opony. Ściemnia się, więc chłopaki szukają dalej miejscówki, a ja zostaję sam z wymianą dętki. Tutaj pojawił się problem. Podczas zakładania koła wcisnąłem przedni hamulec- trzeba rozepchnąć klocki. Udało się, ale przesunęła się sprężynka między klockami i tarcza ją sponiewierała. Wyjąłem klocki i tym oto sposobem zostałem z jednym hamulcem. Góry i obładowany rower z tylnym hamplem, to kiepskie połączenie. Znajdujemy nocleg ze świetnym widokiem, nie mam już ochoty na naprawę.




Ruiny kościoła.

Wyścig z małym Rumunem.

Szukamy noclegu.

Awaria- początek.

Nocleg w górach.



Dystans140.80 km Teren2.00 km Czas06:58 Vśrednia20.21 km/h VMAX33.00 km/h Podjazdy110 m
Kalorie 3600 kcal Temp.30.0 °C
Dzień 3. Spotkanie na trasie.
Wyjeżdżamy koło 9. Za ciepło nie jest, do tego wieje dość mocno. Z początku mamy boczny wiatr, ale skręcamy i dmucha w plecy. Jazda jest nudna do bólu, płaskość i słoneczniki, tak wygląda krajobraz. Pod sklepem w Fehergyramat spotykamy dwóch sakwiarzy z Polski- wracają z Rumunii. Znakiem rozpoznawczym okazały się sakwy Crosso. Ruszamy dalej. Nagle doganiają nas kolejni sakwiarze- z Polski oczywiście i znowu sakwy dały znać, że jesteśmy z Polski.  Arek i Przemek jadą w tym samym kierunku, więc nasza ekipa liczy 5 osób :) Tuż przed granicą spotykamy Irlandczyka na mega starej szosie Gianta i z minimalnym bagażem. Jedzie z Bułgarii na Litwę. Robi się gorąco, gdy wreszcie docieramy do granicy. Pokazujemy dokumenty i jedziemy do Satu Mare. Tam wybieramy kasę, robimy zakupy i jedziemy dalej. Pora szukać noclegu. Jak zwykle znajdujemy łąkę pomiędzy kukurydzą w miejscowości Petin . W nocy nie daje spać ujadanie psów, których jest tu ogrom.

IMG_2584
IMG_2588
Węgierskie śliwki węgierki.
IMG_2576
Tak bardzo słoneczniki.
IMG_2589
IMG_2593
Fehergyramat
IMG_2594
IMG_2581
Ścieżka w stronę granicy.
IMG_2599
IMG_2602
Rumunia :D
IMG_2603
Na noclegu.
IMG_2607
W nocy było jasno.
© 2017 Exsom Group, LLC. All Rights Reserved. Terms of Service · Privacy Policy · DMCA · System Status