Wpisy archiwalne w kategorii
100 i więcej
| Dystans całkowity: | 46957.90 km (w terenie 2269.00 km; 4.83%) |
| Czas w ruchu: | 2292:03 |
| Średnia prędkość: | 20.49 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 84.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 351560 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 207 (103 %) |
| Maks. tętno średnie: | 167 (83 %) |
| Suma kalorii: | 818182 kcal |
| Liczba aktywności: | 379 |
| Średnio na aktywność: | 123.90 km i 6h 02m |
| Więcej statystyk | |
Dystans182.86 km Teren40.00 km Czas07:44 Vśrednia23.65 km/h VMAX74.00 km/h Podjazdy2170 m
"Witojcie Trolle"
Przyszła pora na zrealizowanie trasy, którą obie Włochaty wymyślił. Pociąg był o 4:35, oczywiście gnałem na złamanie karku, bo za późno sobie wyszedłem. Na dworcu był już Kundello i Wło, a Tompi przyjechał za kilka minut. Po niespełna 2 godzinach jesteśmy w Przemyślu- cisza i spokój. Pijemy kawkę i podziwiamy odrestaurowany dworzec. Kierujemy się w stronę cmentarzy wojennych i brukiem wspinamy się na Zniesienie, czyli górną stację wyciągu. Miejsce dobrze mi znane z Cyklokarpat. Robi się naprawdę gorąco, ale sporo jedziemy niebieskim szlakiem przez las, więc da się wytrzymać. Szeroką szutrówką docieramy do Brylińc, kawałek asfaltu i znowu szuter. Przez Gruszową docieramy do Huwnik, gdzie musimy przejechać przez rzekę. Niestety Wiar narozrabiał i zmył betonowe płyty, cóż jedziemy asfaltem do Kalwarii Pacławskiej. Na podjeździe ścigam szosowca i pod sklepem mam go przed sobą, ale jak jest sklep, jest i przerwa, bo pot leje się strumieniami. W sklepie sprzedawca patrzy na nasze koszulki i wita nas " Witojcie Trolle" :D Dalej jedziemy szlakiem niebieskim przez łąki i pola. Jest w dół, ale jest i w górę, co przy upale mocno nas poniewiera. W Arłamowie planujemy dalszą jazdę- zjeżdżamy do Jureczkowej, później Wojtkówka, Ropienka i Wańkowa, czyli asfaltowe smażenie. Po przerwie pod sklepem odbijamy na Bezmiechową, Manasterzec i Załuż. Jesteśmy prawie w Sanoku :) Pora na wspinaczkę serpentynami na punkt widokowy w Górach Słonnych. Jedzie się bardzo dobrze, pod koniec ścigam się z Tompim, jednak zgubiłem licznik na podjeździe i pościg mocno nadwyrężył moje siły :D Zjeżdżamy do Tyrawy Wołoskiej i jedziemy do Mrzygłodu. Wzdłuż Sanu dojeżdżamy do Ulucza i przeplatanką szutru i asfaltu jedziemy do Dynowa. Tam kolejny postój i ogień przez Piątkową, Błażową, Borek Stary, Tyczyn do Rzeszowa. Odcinek 30 km pokonaliśmy w niecałą godzinę, ale jak się ciągnie po 35-40 km/ h to tak jest :D Trasa dość wymagająca, ale najbardziej doskwierał upał, który wsysał z nas resztki sił.

Wło gdzieś leci.

Przemyski dworzec.

Zniesienie zdobyte.

Widok na Przemyśl © miciu222145

Taaki zjazd do Huwnik

Nasza przeprawa leży na brzegu © miciu222145

Szlak niebieski © miciu222145

Lądowanie w Arłamowie © miciu222145

Gdzieś między Ropienką, a Załużem © miciu222145

Bieszczady za mgłą, widok z Gór Słonnych © miciu222145

Serpentynki © miciu222145

Troszkę się chmurzy © miciu222145

Wło gdzieś leci.

Przemyski dworzec.

Zniesienie zdobyte.

Widok na Przemyśl © miciu222145

Taaki zjazd do Huwnik

Nasza przeprawa leży na brzegu © miciu222145

Szlak niebieski © miciu222145

Lądowanie w Arłamowie © miciu222145

Gdzieś między Ropienką, a Załużem © miciu222145

Bieszczady za mgłą, widok z Gór Słonnych © miciu222145

Serpentynki © miciu222145

Troszkę się chmurzy © miciu222145
Dystans120.04 km Teren20.00 km Czas05:14 Vśrednia22.94 km/h VMAX64.00 km/h Podjazdy1520 m
Z górki na górkę, byle do Odrzykonia.
Zaplanowałem sobie samotny wyjazd do Odrzykonia. Pogoda dopisała, tylko 60 km pod wiatr dosyć mnie spizgało :D Najpierw Zalew, Zwięczyca, Boguchwała i Lutoryż. Podjazd na Grochowiczną i zjazd do Czudca. Przez Nową Wieś i Gliniki do Strzyżowa. Szykuje się podjazd na Brzeżankę- poszło sprawnie i szutrówką zjeżdżam do Bonarówki. Trochę gadam z tubylcami i jadę dalej, czyli szutrem w stronę Węglówki. Dalej przez Czarnorzeki i pod zamek. Postój pod sklepem- browar poszedł na raz. Pora wracać, znowu na Czarnorzeki i przez Krasną do Lutczy. Teraz podjazdem w stronę Konieczkowej. W Gwoźnicy wypatruję dwóch szosowców- na podjeździe okazuje się, że to Tomek z Gosią. Jadę chwilę z nimi, aż Oni skręcają na Zimy Dział. Jaj jadę w stronę Sołonki. Przez Obręczną i zjazd do Lubeni. Coś bym jeszcze podjechał- ogień na Horodną i zjazd do Budziwoja. Kładką do Boguchwały, później Zwięczyca i przeciskanie się nad Zalewem.

Dawna cerkiew w Bonarówce.

Górki z niebieskim szlakiem.

Zamek w Odrzykoniu na tle Beskidu Niskiego.

Prządki na horyzoncie.

Dawna cerkiew w Bonarówce.

Górki z niebieskim szlakiem.

Zamek w Odrzykoniu na tle Beskidu Niskiego.

Prządki na horyzoncie.
Dystans135.39 km Teren5.00 km Czas05:36 Vśrednia24.18 km/h VMAX61.00 km/h Podjazdy1410 m
Resztki przeziębienia trzeba rozjeździć, konkretnie.
Czułem się kiepsko- z nosa się lało, nogi jakieś z gumy, ale stwierdziłem, że spróbuję. Cel- Ulucz, ekipa- Artur i Łukasz na szosie. Słonecznie, ale tylko 8 stopni, tak przedstawiał się poranek. Jedziemy na Żwirownię i przez Budziwój do Tyczyna. Jest nieźle, ale bez szału. Z Tyczyna do Kielnarowej i podjazd pod WSiZ. Zjazd do Borku i jedziemy na Błażową. Podjazd do Kąkolówki i tutaj szło dobrze, jechało się na lajcie. W Ujazdach Artur rezygnuje, nie czuje się na siłach. Teraz już wiem, że podjął dobrą decyzję. Zjazd do wesołej i dalej na Hłudno, gdzie podjeżdżamy na Izdebki- szosowiec nie dał rady mnie dogonić, jechałem jak natchniony. Z Izdebek na Obarzym- leśny odcinek i połamane płyty średnio nadawały się na szosówkę :D Docieramy do Sanu i jedziemy przez Krzemienną i Temeszyn. Tutaj jakieś dziewcze atakuje mnie wodą, właściwie, to całym wiadrem wody :D Ściana wody mocno mną wstrząsnęła, ale twardo jadę dalej. Wbijamy na kładkę i jesteśmy w Uluczu. Zaglądamy pod cerkiew i wracamy po śladach do Krzemiennej. Dalej po dziurach do samego Dynowa, tylko prędkości coś nie te- bo 46 km/h, to lekkie przegięcie :D W Dynowie odwiedzamy sklep i jedziemy do Piątkowej przez Hartę. U mnie moc wyłazi uszami, mój kompan przeżywa kryzys. Znowu Błażowa i znowu Borek Nowy i Stary. W Kielnarowej rozdzielamy się- ja na dobicie jadę na Matysówkę :D Łany, serpentynka i do domu.
W tunelu spotykam znajomego rowerzystę, który... zderzył się czołowo z rolkarką :O Wszyscy cali i zdrowi.

Widok na Cergową z Hłudna/Izdebek.

Koniec podjazdu.

Terenem na Obarzym.


Ulucz- cerkiew z I poł. XV wieku

Kładka w Uluczu
W tunelu spotykam znajomego rowerzystę, który... zderzył się czołowo z rolkarką :O Wszyscy cali i zdrowi.

Widok na Cergową z Hłudna/Izdebek.

Koniec podjazdu.

Terenem na Obarzym.


Ulucz- cerkiew z I poł. XV wieku

Kładka w Uluczu
Dystans112.74 km Teren35.00 km Czas05:21 Vśrednia21.07 km/h VMAX66.00 km/h Podjazdy1480 m
Mega trasa i ognicho.
Na dzisiaj miałem kilka propozycji wyjazdów, sam nie wiedziałem co wybrać. Skusiłem się na trasę, którą zaproponował Artur. Zjawiam się pod Wielką- nie ma nikogo. No to ogień do Budziwoja, na drugą miejscówkę. Pojawia się Andrzej, a później przyjeżdża Artur z Jackiem. Jedziemy terenem na Przylasek i do Hermanowej. Zjeżdżamy do Borku i kierujemy się w stronę Borówek- terenem, dla odmiany. Z Borówek przez Hyżne do Grzegorzówki. Zjeżdżamy do Jawornika Polskiego i kierujemy się na szlak zielony, zaliczając wcześniej wszystkie inne. Jest błoto, jest zabawa. Docieramy do miejsca, gdzie mieliśmy rozpalić ognicho- widoki zacne, pogoda piękna, jest git. W sumie, to ognicho wyszło przypadkiem, bo okazało się, że Jacek miał opakowanie kiełbachy w plecaku. Dokupiliśmy tylko bułki i płyny wszelakie :D Wracamy kawałek i dalej tłuczemy się terenem. Dojeżdżamy do Łopuszki. Dalej przez Siedleczkę do Manasterza. Ciągle pod górę do samego Husowa, ale troszkę nam się drogi pokręciły. Zjeżdżamy do Handzlówki i w okoliy wyciągu jedziemy do szlaku czerwonego. Jeszcze Magdalenka, Roch i przez Zalesie do domu. Jechało mi się wyśmienicie, choć za cienko się ubrałem i trochę mnie przewiało.

Podjazd na Przylasek.

Okolice Jawornika Polskiego.

Trochę błotka.

Widoki zacne.

Było ognicho.

Czterech jeźdźców.

W stronę słońca.

Podjazd na Przylasek.

Okolice Jawornika Polskiego.

Trochę błotka.

Widoki zacne.

Było ognicho.

Czterech jeźdźców.

W stronę słońca.
Dystans100.13 km Teren60.00 km Czas05:36 Vśrednia17.88 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy1450 m
Ognicho na Strzałówce.
Co roku o tej porze wybieramy się na ognisko na Strzałówkę. Pogoda zacna, więc nie pozostaje nic innego jak jechać. Koło tunelu czeka Tobol, Kundello i zjawia się jeszcze Kona. Wzdłuż Zalewu do Zwięczycy i cały czas Wisłokiem aż do Zarzecza. Kawałek główną drogą i skręcamy w Babicy. Podjazd czarnym szlakiem i jedziemy żółtym na Sołonkę. Na miejscu ogniskowym czeka Wilczek. Jedziemy dalej żółtym na Wilcze. Jedzie się dobrze, ale Kona pęknął siodełko, a ja urywam spinkę na podjeździe. Zakładam zapas i jedziemy dalej. Z Wilczego zjeżdżamy do Gwoźnicy, Kona łapie snejka- przerwa pod sklepem. Sporo terenu i sporo pod górkę- wylatujemy między Domaradzem, a Lutczą. W Lutczy robimy zakupy i podjeżdżamy na Strzałówkę. Na Górze czeka Michał. Zaliczamy wtopę roku- nikt nie ma ognia ze sobą :D Kona z Wilczkiem zjeżdżają i przywożą zapalniczkę. Jakoś nie chciało się to jarać, ale się udało. Pojedzeni, napici zaczynamy wracać. Fajny zjazd i znowu jesteśmy w Lutczy i znowu robimy zakupy. W Zyznowie zaczynamy srogi podjazd na szlak czarny- widoki za to piękne. Przez Kopalinę docieramy do Glinika Charzewskiego i dalej żółtym do Czudca. Tobol wraca asfaltem, a my czarnym na Grochowiczną. Zjazd do Lutoryża i przez Boguchwałę do Rzeszowa. Wypad bardzo fajny- terenu, górek i i kilometrów było w sam raz.

Jedziemy na Wilcze.

No to pojechałem.

Trzeba coś zmajstrować- fot. Kundello.

Na zjeździe :D

Przerwa w Gwoźnicy- fot. Kundello.

Kąty Luteckie.

Strzałówka.

Przygotowania.

Jest i ogień.

Nareszcie sobie pojemy- fot. Kundello.

A kuku.

Widoki przednie.

Jedziemy na Wilcze.

No to pojechałem.

Trzeba coś zmajstrować- fot. Kundello.

Na zjeździe :D

Przerwa w Gwoźnicy- fot. Kundello.

Kąty Luteckie.

Strzałówka.

Przygotowania.

Jest i ogień.

Nareszcie sobie pojemy- fot. Kundello.

A kuku.

Widoki przednie.
Dystans121.33 km Teren6.00 km Czas05:28 Vśrednia22.19 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy855 m
Węgierka.
Zapowiadał się gorący dzień, a w parku na Słocinie pojawiło się nas sześciu. Magdalenka, Cierpisz, Handzlówka, a później wspinaczka na Husów. Z Manasterza kierujemy się na Pantalowice i jedziemy do Pruchnika. Zaraz po wyjechaniu z Pruchnika odnajdujemy riuny zamku. Robimy dłuższy postój i planujemy dalszą jazdę. Niestety musimy się rozdzielić, część jedzie do Przemyśla, reszta do Dynowa, a ja muszę wracać do domu. Jadę w stronę Pełnatycz i Gaci. Później przez Markową do Albogowej i przez Kraczkową do Rzeszowa.



Psy nie dają spokoju© miciu222145

Ruiny w Węgierce© miciu222145

Cerkiewka w Tyniowicach© miciu222145
Dystans169.18 km Teren25.00 km Czas08:03 Vśrednia21.02 km/h VMAX62.00 km/h Podjazdy1870 m
Liwocz na luzie.
Seba wymyślił sobie wypad na Liwocz. Koło tunelu zjawił się Wilczek, a na Konę nie czekaliśmy, tylko nas dogonił. Poranek mglisty, ale jakoś duszno było. Najpierw przez Zwięczycę i Boguchwałę do Lutoryża. Wspinaczka na Grochowiczną czarnym szlakiem i zjazd również nim do Czudca. Zakupy i jedziemy do Nowej Wsi i na żółty szlak do Łętowni. Kawałek żółtym i w Dobrzechowie odbijamy na Wysoką Strzyżowską. W Jazowej odbijamy na kładkę do Wiśniwoej. Wilczek zjeżdża po schodkach, mi nie idzie, a Kona zalicza glebę dnia. Przystawiło koło do wystającej płyty i zaliczył piękny lot. Trochę poobijany, ale jedziemy dalej. Odwiedzamy schron w Cieszynie-Stępinie i jedziemy w stronę Gogołowa. Podjeżdżamy koło wyciągu- słońce przypieka i wyciska siódme poty. ŻÓłty szlak przyjemnie prowadzi nas w stronę Kołaczyc. Tam dłuższy postój i zakupy.
Przekraczamy Wisłokę i żółtym atakujemy Liwocz. Jak zwykle łatwo nie było, ale docieramy sprawnie. Na szczycie odpoczywamy i podziwiamy raczej mizerne widoki, bo mgła była spora. Fajnym szlakiem zielonym zjeżdżamy do Bączala i jedziemy do Jasła. Tam znowu przerwa i obserwujemy jak z nad Ukrainy nadciąga burza. Jedziemy przez Warzyce i Lublę. Zaczyna kropić, więc na przystanku radzimy co dalej. Jedziemy- dzięki temu omijamy deszcz. We Frysztaku odbijamy na boczną drogę i jedziemy do Jazowej. Drogi mokre, więc i my za czyści nie jesteśmy. Markuszowa, Gbiska i Strzyżów. Od strony Rzeszowa nadchodzi chmura, ale omija nas. Przez Zaborów do Czudca. Kona dyktuje mocne tempo- lecimy 40-45 km/h do Wyżnego. Babica, Lubenia i Siedliska. W tylną oponę łapię szkło, a Kona z Wilczkiem nam uciekają. 5 minut i jedziemy dalej, a jedzie się super, lepiej niż rano. W Budziwoju doganiamy Konę. Sporo ulic zalanych po ulewie. Ponad 4 h przerw sprawiły, że nie bardzo byliśmy zmęczeni. Mi od Czudca, do Jasła towarzyszył ból głowy. Od 100 km jechaliśmy w ekstra tempie, co jest trochę dziwne. Dzięki chłopaki za wyjazd.
Wpis u Seby




]









Przekraczamy Wisłokę i żółtym atakujemy Liwocz. Jak zwykle łatwo nie było, ale docieramy sprawnie. Na szczycie odpoczywamy i podziwiamy raczej mizerne widoki, bo mgła była spora. Fajnym szlakiem zielonym zjeżdżamy do Bączala i jedziemy do Jasła. Tam znowu przerwa i obserwujemy jak z nad Ukrainy nadciąga burza. Jedziemy przez Warzyce i Lublę. Zaczyna kropić, więc na przystanku radzimy co dalej. Jedziemy- dzięki temu omijamy deszcz. We Frysztaku odbijamy na boczną drogę i jedziemy do Jazowej. Drogi mokre, więc i my za czyści nie jesteśmy. Markuszowa, Gbiska i Strzyżów. Od strony Rzeszowa nadchodzi chmura, ale omija nas. Przez Zaborów do Czudca. Kona dyktuje mocne tempo- lecimy 40-45 km/h do Wyżnego. Babica, Lubenia i Siedliska. W tylną oponę łapię szkło, a Kona z Wilczkiem nam uciekają. 5 minut i jedziemy dalej, a jedzie się super, lepiej niż rano. W Budziwoju doganiamy Konę. Sporo ulic zalanych po ulewie. Ponad 4 h przerw sprawiły, że nie bardzo byliśmy zmęczeni. Mi od Czudca, do Jasła towarzyszył ból głowy. Od 100 km jechaliśmy w ekstra tempie, co jest trochę dziwne. Dzięki chłopaki za wyjazd.
Wpis u Seby

Czarny na Grochwiczną© miciu222145

Seba na kłdce w Jazowej© miciu222145

Kona będzie zjeżdżał© miciu222145

Coś poszło nie tak© miciu222145

Droga ze Stępiny© miciu222145

Gogołow, podjazd koło wyciągu© miciu222145

Dodatkowa amortyzacja© miciu222145

Jakiś Troll, a może Żull© miciu222145

Na Rynku w Kołaczycach© miciu222145

Kołaczyce. Kościół i dom z podcienaimi© miciu222145

Szpaki jedzą wiśnie© miciu222145

Pod Krzyżem na Liwoczu© miciu222145

Widok z góry© miciu222145

Mgła psuje widoki© miciu222145

Mały serwis© miciu222145
Dystans100.94 km Teren35.00 km Czas05:55 Vśrednia17.06 km/h VMAX59.00 km/h Podjazdy1100 m
Głównie żółtym.
Artur wyskoczył z pomysłem objechania Rzeszowa szlakiem żółtym. Zbiórka na bulwarach- pojawił się jeszcze Jacek, ale na Rochu decyduje się wracać, bo czasu nie ma. Zaczęliśmy od Słociny, gdzie wbijamy się na szlak żółty. W lesie srogie bagno i chmary komarów. Z Rocha kierujemy się na Łany i do lasu z wąwozami. Jednak szlak odbija w jakieś paryje z rzeczkami. Omijamy jeden wąwóz i zjeżdżamy do Tyczyna- na Przyalsku czeka na nas Magda. Jedziemy tam obok szlaku, ale trochę obsuwy mamy. Dalej Horodna i zjazd do Zarzecza. Pod sklepem dołącza do nas Tobol. Kawałek główną drogą i znowu szutrówka, którą docieramy na łąki. Trochę chaszczy i odnajdujemy szlak na Babią. Grochowiczna i znowu mała improwizacja. Docieramy pod Krzyż w Niechobrzu. Do Zgłobnia docieramy szlakiem czerwonym. W Woli Zgłobieńskiej dłuższa przerwa na łące- zmieniam dętkę i uzupełniamy płyny. Magda uderza na Rzeszów, a my znowu w teren na próg karpacki. Zjazd do Dąbrowy i przekraczamy krajową czwórkę. Mocno zarośniętą drogą jedziemy do lasu koło Bratkowic. Kałuże są na tyle głębokie, że utopiłem buty :D Odpuszczamy szlak i jedziemy do Bratkowic. Znowu przerwa. Dalej, to już Mrowla, Miłocin i Rzeszów. Mocno sponiewierał nas początek i dlatego nie przejechaliśmy całości, ale i tak było zajebiście.




Artur się tapla© miciu222145

Przerwa serwisowa© miciu222145

Pierwsze górki pogórza© miciu222145
Dystans105.63 km Teren1.00 km Czas04:32 Vśrednia23.30 km/h VMAX63.00 km/h Podjazdy1400 m
Mała pętla bieszczadzka.
Włochatek wymyślił sobie, żeby przejechać rzeczoną pętelkę. Pod Heliosem pojawił się jeszcze Kona- jak zwykle spóźniony. Był jednak gwarancją tego, że nudno nie będzie :D Dojazd bez problemów- zaczynamy spod Tesco w Lesku. Zaczyna grzać, a my mamy sporo pod górkę na sam początek- zamulamy srogo. Toczymy się do Ustrzyk Dolnych. Już po 12 km Kona zawraca kawałek i w fosie zjada wafelka :D W Ustjanowej zostawiamy Włochatego i jeździmy po miasteczku ruchu drogowego- ubaw po spocone pachy :) W Ustrzykach dłuższy postój pod sklepem- Kona parkuje szosę w sklepie :D Jedziemy w stronę Czarnej, po drodze odwiedzamy drewniany Kościół w Hoszowie- Kona szosówką zjeżdża po schodach. W Czarnej znowu sklep i dłuższe posiedzenie. Podziwiamy zmutowanego psa i jedziemy w stonę Polany. Jedzie mi się coraz lepiej i odjeżdżam chłopakom, a opony miałem terenowe. Pojawiają się serpentyny i spore podjazdy z widokiem na Zalew. Gdy już się wydawało, że podjazd się kończy, nagle pojawiał się znak o 9 % podjeździe- robimy przerwę :/ W Wołkowyi rozwalamy się na skarpie nad Solińskim i chłoniemy widoki, opalając się przy okazji. Za Polańczykiem Kona na swoich cieniutkich oponkach odjeżdża mi na zjazdach i do samego Leska jadę samotnie. Straciłem 3 minuty, Włochatek tylko 2.






Teraz fotki Włochatego.



Trzeba się napchać© miciu222145

Wafelek w fosie© miciu222145

Kona poznaje przepisy© miciu222145

Widok z najwyższego punktu na trasie- 711 m© miciu222145

Gotowe na powrót© miciu222145

Kona je, tyle makaronu, to bym nie wchłonął :D© miciu222145
Teraz fotki Włochatego.

Szosowe DeHa© miciu222145

Ja nad zalewem solińskim© miciu222145
Dystans151.81 km Teren20.00 km Czas06:44 Vśrednia22.55 km/h VMAX66.00 km/h Podjazdy1080 m
Szybko i przyjemnie.
Zrealizowałem dzisiaj plan, który już od dawna po głowie mi chodził. Poranek, mimo słońca był chłodny. Ruszam w stronę Racławówki i przez Nosówkę docieram do Woli Zgłobieńskiej i szlakiem żółtym jadę przez próg karpacki. Zjeżdżam do Sielca i już praktycznie jestem w Sędziszowie Małopolskim, znanym z fabryki filtrów. Przez Krzywą docieram do kamionki- nie byłem tutaj od wyprawy do Gdańska. Później jadę do Ocieki i leśna, piaszczystą drogą docieram do Blizny. Najpierw spotykam wycieczkę dzieciaków na rowerach- ponad 30 osób było spokojnie. Podczas przerwy mija mnie grupka rowerzystów- gdy ich dogoniłem, okazało si, że to znajomi i koledzy, wśród nich był Tompi :D Jedziemy do Parku historycznego i zwiedzamy kolejne pozycje. Tompi robi coś strasznego, ale wstyd o tym pisać :D Wracamy do Ocieki i tam odbijam na swoją trasę, czyli do Pustkowa. Tam objeżdżam Ring II i jadę na Górę Śmierci i oglądam odbudowany obóz pracy. Przebiegająca tuż obok autostrada, nieco wydłuża przejazd, ale w końcu docieram do krajowej "czwórki". Lubzina i Łączki Kucharskie, a później Krzyż Milenijny i przerwa. Przez Szkodną docieram do granicy Wielopola Skrzyńskiego i odbijam w boczną drogę. Z początku asfalt, później szuter i błotko przez las. Po drodze podziwiam na północy cementownię Ożarów, zaś od południa Suchą Górę, Pasmo Beskidu Niskiego, Bardo, Chełm i Liwocz :) Docieram na szczyt podjazdu w Pstrągowej. Zjeżdżam asfaltem i jadę do Czudca. Jakiś młokos mnie wyprzedził, a pozwolenia nie miał :D 130 km za mną, ale depnąłem po pedałach i niegodziwca dopadłem jeszcze przed Czudcem :D Jeszcze jeden podjazd- na Grochowiczną i zjazd do Lutoryża i przez Boguchwałę do domu.











Droga przez las do Blizny© miciu222145

Podstawy wyrzutni- Blizna© miciu222145

Makieta rakiety© miciu222145

Pukawka© miciu222145

Znaleziska© miciu222145

Jeden z eksponatów© miciu222145

Odbudowany obóz pracy© miciu222145

Na Górze Śmierci© miciu222145

Gora Śmierci© miciu222145

Granice Chechelskie- Krzyż Milenijny© miciu222145































