Dystans12.33 km Czas00:40 Vśrednia18.50 km/h
Temp.17.0 °C SprzętZielona Zimówka- czyli sprzęt do jazdy ekstremalnej.
Dystans13.65 km Czas00:42 Vśrednia19.50 km/h VMAX31.00 km/h
Temp.17.0 °C SprzętZielona Zimówka- czyli sprzęt do jazdy ekstremalnej.
Dystans93.79 km Czas03:43 Vśrednia25.23 km/h VMAX63.00 km/h Podjazdy1030 m
Temp.30.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Zamulanie na szosie.
Chciałem zobaczyć co to odwalili w lesie między Dylągówką, a Błażową. Na Zaporze spotykam Piotrusia i jedziemy razem na Białą. Ja skręcam na Łany, później Matysówka, Chmielnik, Borówki, Hyżne. Dylągówka. No tak, po szutrze nie ma śladu, ale asfalt nie do końca jest fajny, bo na zakrętach jest kupa kamieni. Na zjeździe mijam faceta na jakimś zwykłym rowerku. Później sobie spoko gadamy pod sklepem, ja sobie po wodę mogłem skoczyć. Jadę na Białkę i Leckę, zjeżdżam z Zimnego Działu na Straszydle. Przez Lubenię i Babicę na Wyżne, później Czudec, Niechobrz, Racławówka, Kielanówka, Przybyszówka i do domu. Totalnie źle mi się jechało, więc nie było sensu cisnąć, do tego noga trochę boli.

I po szutrze © miciu222145

I po szutrze © miciu222145
Dystans2.88 km Czas00:10 Vśrednia17.28 km/h
Temp.25.0 °C SprzętZielona Zimówka- czyli sprzęt do jazdy ekstremalnej.
Dystans36.33 km Czas02:30 Vśrednia14.53 km/h VMAX35.00 km/h Podjazdy 80 m
Temp.24.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Dystans85.38 km Czas04:09 Vśrednia20.57 km/h VMAX45.00 km/h Podjazdy430 m
Teraz Polska: 18) Słaby ten powrót.
W Tarnowie jesteśmy około 0:30. Ja mam jakieś 80 km, Szymon 70. Jedziemy przez miasto, ale jest tak ciemno, że zakładam mój chiński szpej. Teraz można jechać, no prawie, bo zaczyna padać. Leje na tyle mocno, że zatrzymujemy się na stacji benzynowej przed Pilznem. Ja stwierdzam, że dam sobie radę, Szymon, jak się później okazało, przeczekał do rana w namiocie za stacją.
Jazda w nocy, podczas deszczu krajową 4- było to ciekawe przeżycie. Mimo, że obok jest autostrada, to czasem jechał tir za tirem. Byłem bardzo dobrze widoczny, a w ciasnych miejscach po prostu zjeżdżałem na bok, za co mi dziękowano. Zaczęły się górki i to mnie sponiewierało. Robi się już jasno, deszcz ledwo kropi, wjeżdżam do Rzeszowa, jest 4:20. Mogło się już tak skończyć, ale nie, bo 5 km do domu miałem jak zrobiłem coś głupiego. To chyba przez zmęczenie- tak przyciąłem zakręt na ścieżce, że sakwy zatrzymały się na śmietniku, a ja rąbnąłem podudziem w niego. Miał ładne kamyczki, które pięknie poharatały mi nogę. Bolało bardzo, ale to chyba normalne. Przespałem się chwilę i stwierdziłem, że za bardzo się rozłazi jedna rana i jadę do szpitala. Dwa szwy i po sprawie.

Przytuliłem śmietnik © miciu222145

Dzień 1 i 16 :D © miciu222145
Jakieś podsumowanie by się przydało.
Przejechaliśmy 1662 km- pogoda od upałów, po nawałnice.
17 nocy, z czego przespałem 16: 2 totalnie na dziko, reszta to kempingi, albo przy agro, a jeden w normalnym łóżku.
Byłem pewien obaw, czy z Szymonem się zgram podczas jazdy, ale było dobrze, mimo małych problemów zdrowotnych.
Na całym wypadzie nie spotkało nas nic złego ze strony spotykanych ludzi.
Awarie: urwany kołnierz piasty, nowe koło u Szymona oraz tzw. snejk.
U mnie: przesmarowałem tylko raz łożyska w suporcie, bo piszczały po deszczu.
Jechaliśmy po rejonach słabo zaludnionych, ale odwiedziliśmy mnóstwo ciekawych miejsc.
Na koniec chciałem podziękować Krystynie za serdeczne przyjęcie dwóch wariatów.

Jazda w nocy, podczas deszczu krajową 4- było to ciekawe przeżycie. Mimo, że obok jest autostrada, to czasem jechał tir za tirem. Byłem bardzo dobrze widoczny, a w ciasnych miejscach po prostu zjeżdżałem na bok, za co mi dziękowano. Zaczęły się górki i to mnie sponiewierało. Robi się już jasno, deszcz ledwo kropi, wjeżdżam do Rzeszowa, jest 4:20. Mogło się już tak skończyć, ale nie, bo 5 km do domu miałem jak zrobiłem coś głupiego. To chyba przez zmęczenie- tak przyciąłem zakręt na ścieżce, że sakwy zatrzymały się na śmietniku, a ja rąbnąłem podudziem w niego. Miał ładne kamyczki, które pięknie poharatały mi nogę. Bolało bardzo, ale to chyba normalne. Przespałem się chwilę i stwierdziłem, że za bardzo się rozłazi jedna rana i jadę do szpitala. Dwa szwy i po sprawie.

Przytuliłem śmietnik © miciu222145

Dzień 1 i 16 :D © miciu222145
Jakieś podsumowanie by się przydało.
Przejechaliśmy 1662 km- pogoda od upałów, po nawałnice.
17 nocy, z czego przespałem 16: 2 totalnie na dziko, reszta to kempingi, albo przy agro, a jeden w normalnym łóżku.
Byłem pewien obaw, czy z Szymonem się zgram podczas jazdy, ale było dobrze, mimo małych problemów zdrowotnych.
Na całym wypadzie nie spotkało nas nic złego ze strony spotykanych ludzi.
Awarie: urwany kołnierz piasty, nowe koło u Szymona oraz tzw. snejk.
U mnie: przesmarowałem tylko raz łożyska w suporcie, bo piszczały po deszczu.
Jechaliśmy po rejonach słabo zaludnionych, ale odwiedziliśmy mnóstwo ciekawych miejsc.
Na koniec chciałem podziękować Krystynie za serdeczne przyjęcie dwóch wariatów.
Dystans31.30 km Czas01:37 Vśrednia19.36 km/h Podjazdy 20 m
Teraz Polska: 17) Znowu Gdańsk.
Zrywamy się bardzo wcześnie i po śniadaniu zbieramy się. Nie każdy ma czas na jazdę na rowerze, więc żegnamy się i przed 7 jedziemy już w stronę Gdańska. Droga fajna, bo jest pobocze, z wyjątkiem skrzyżowań, tam trzeba uważać.Po godzinie jazdy wjeżdżamy do Gdańska. Dziury i ogromny ruch. Mamy sporo czasu, więc zaglądamy na starówkę, później musimy coś zjeść, bo cały dzień spędzimy w pociągu.

Poranna wzyta w Gdańsku © miciu222145

Gdańskie uliczki © miciu222145

Nie mogło zabraknąć Neptuna © miciu222145
Przed 11 pakujemy się do pociągu, który oczywiście nie ma miejsca na rowery. Jeden już stoi w pierwszym przedsionku, my dokładamy swoje i ledwo można się przecisnąć- obsługa pociągu jest jednak wyrozumiała. Po 21 jesteśmy już w Krakowie i jedziemy na Rynek w towarzystwie spotkanej w pociągu rowerzystki.

Nocny Kraków © miciu222145

Nocny Rynek © miciu222145
Kręcimy się trochę po mieście, gdzie łażą tłumy ludzi i wracamy na dworzec. Szymonowi pasuje jechać do Tarnowa, a później rowerem na Krosno. Ja troszkę później mam pociąg do Rzeszowa. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo kursuje bus, z powodu remontu torów. Pokonuję więc ostatnie schody i wbijam do pociągu jadącego do Tarnowa. Ręce mam już okropnie poobijane od noszenia roweru po dworcach, jesteśmy 100 lat za murzynami.
Pociąg z miejscami na rowery, cały przedział dla nas. Około godziny 0:30 jesteśmy w Tarnowie.

Poranna wzyta w Gdańsku © miciu222145

Gdańskie uliczki © miciu222145

Nie mogło zabraknąć Neptuna © miciu222145
Przed 11 pakujemy się do pociągu, który oczywiście nie ma miejsca na rowery. Jeden już stoi w pierwszym przedsionku, my dokładamy swoje i ledwo można się przecisnąć- obsługa pociągu jest jednak wyrozumiała. Po 21 jesteśmy już w Krakowie i jedziemy na Rynek w towarzystwie spotkanej w pociągu rowerzystki.

Nocny Kraków © miciu222145

Nocny Rynek © miciu222145
Kręcimy się trochę po mieście, gdzie łażą tłumy ludzi i wracamy na dworzec. Szymonowi pasuje jechać do Tarnowa, a później rowerem na Krosno. Ja troszkę później mam pociąg do Rzeszowa. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo kursuje bus, z powodu remontu torów. Pokonuję więc ostatnie schody i wbijam do pociągu jadącego do Tarnowa. Ręce mam już okropnie poobijane od noszenia roweru po dworcach, jesteśmy 100 lat za murzynami.
Pociąg z miejscami na rowery, cały przedział dla nas. Około godziny 0:30 jesteśmy w Tarnowie.
Dystans105.92 km Czas05:19 Vśrednia19.92 km/h VMAX45.00 km/h Podjazdy250 m
Teraz Polska: 16) Rodzinne spotkanie.
O ile w nocy nie padało, to rano już kropiło. Zbieramy się i jedziemy do centrum miasta. Śniadanie nad Zalewem i jedziemy do Katedry.

Katedra we Fromborku © miciu222145

Obserwatorium © miciu222145

Wnętrze katedry © miciu222145
Miejsce ważne, bo to tutaj spoczywa sam Mikołaj Kopernik.

Spoczywa tutaj Ktoś ważny © miciu222145

Już wiadomo o kogo chodzi © miciu222145
Jedziemy nad Kanał Kopernika, aktualnie w remoncie, tam znajduje się wieża wodna.

Kanał chwilowo w remoncie © miciu222145
Odrestaurowana, jest doskonałym punktem widokowym.

Panorama w stronę zalewu. © miciu222145

Panorama na miasto © miciu222145
Ciekawostka- rowerzyści mają zniżkę, a rowery są pilnowane przed wejściem :) Do kawiarni na dole wpada czasem Piotr Wadecki.
Pora opuścić to piękne miasteczko- droga wzywa.

Może do Santiago? © miciu222145
Pod Elblągiem dogania nas dwóch szosowców i widząc, że siedzę im na kole, proponują kawę w serwisie, podają adres i odjeżdżają. W Elblągu akurat mamy po drodze więc wstępujemy do tegoż serwisu- Wadecki się nazywa :D
Kawa była pyszna, dziękujemy i jedziemy dalej- jedziemy na Marzęcino. Prom nieczynny, więc nadkładamy ładny kawał drogi. Przed Nowym Dworem Gdańskim dopada nas burza i to z gradem. Na przystanku towarzyszą nam zagraniczni sakwiarze oraz tamtejszy szosowiec, imię wyleciało mi z głowy. Okazuje się, że Masło jest tak bardzo znany :D

Walnęło gradem © miciu222145
Lało i lało i końca nie było widać. Przestało, ale nie na długo i za chwilę znowu postój. Żeby skrócić trochę drogę wbijamy na krajową 7. Najgorsze 13 km wyprawy, huk straszny, do tego syf, bo po deszczu. Burze dookoła, ale na razie spokój. Wreszcie most i zjeżdżamy nad Martwą Wisłę.

Tam już pada © miciu222145

Chmury nas śledziły © miciu222145
Drogi bardzo boczne, ale ruch wcale mały nie był. Pod Gdańskiem znowu burza za burzą, szlag mnie już trafiał. Nareszcie jest Gdańsk- znowu dotarłem tutaj rowerem. Spotykamy Niemców z Fromborka i po zaułkach jedziemy do Centrum.

Nareszcie Gdańsk © miciu222145
Przebijamy się na dworzec. Pociąg do Krk jest nie długo, ma miejsca na rowery, ale wszystkie wyprzedane. Na peronie czeka już dwóch rowerzystów, gdy podjeżdża pociąg, Pani kierownik pociągu stwierdza, że jak zmieścimy się do przedziału rowerowego, to nas zabierze. W przedziale jechało już kilka rowerów, więc lipa- PKP sprzedaje więcej biletów, jak mają miejsc. Druga sprawa, to jakaś żenada, żeby pociąg jadący przez całą Polskę zabierał 5 rowerów!
Pytamy w kasie jak to wygląda z innymi pociągami- miejsc brak, może się zabierzemy, może nie i tak możemy czekać do rana. I tu pojawia się ratunek, a wszystko przez Facebooka :D
Piszę o sytuacji na Fb i odzywa się kuzynka- Krystyna, która mieszka pod Tczewem. W tej sytuacji kupujemy bilety na następny dzień i próbujemy się dostać do Tczewa. SKM już tam nie kursuje, bo jest po 21. Rzut oka na rozkład iiiii za 5 minut odjeżdża pociąg w tamtym kierunku. Konduktor nas zaprasza, kupujemy bilety i zaraz po 22 jesteśmy w Tczewie. Pojawia się i Kuzynka- wiele lat się nie widzieliśmy, aż przyjechałem na drugi koniec Polski rowerem, takich gości nie ma się codziennie :D Pakujemy się do Skody i po kilku minutach jesteśmy na miejscu. W mieszkaniu przywitał nas Borys, pies bardzo mądry i wyszkolony, ale przy dwóch nowych osobach nie bardzo chciał się słuchać i szalał :D Kolacja, piwko i można iść spać. Takiego zakończenia wyjazdu się nie spodziewałem.

Katedra we Fromborku © miciu222145

Obserwatorium © miciu222145

Wnętrze katedry © miciu222145
Miejsce ważne, bo to tutaj spoczywa sam Mikołaj Kopernik.

Spoczywa tutaj Ktoś ważny © miciu222145

Już wiadomo o kogo chodzi © miciu222145
Jedziemy nad Kanał Kopernika, aktualnie w remoncie, tam znajduje się wieża wodna.

Kanał chwilowo w remoncie © miciu222145
Odrestaurowana, jest doskonałym punktem widokowym.

Panorama w stronę zalewu. © miciu222145

Panorama na miasto © miciu222145
Ciekawostka- rowerzyści mają zniżkę, a rowery są pilnowane przed wejściem :) Do kawiarni na dole wpada czasem Piotr Wadecki.
Pora opuścić to piękne miasteczko- droga wzywa.

Może do Santiago? © miciu222145
Pod Elblągiem dogania nas dwóch szosowców i widząc, że siedzę im na kole, proponują kawę w serwisie, podają adres i odjeżdżają. W Elblągu akurat mamy po drodze więc wstępujemy do tegoż serwisu- Wadecki się nazywa :D
Kawa była pyszna, dziękujemy i jedziemy dalej- jedziemy na Marzęcino. Prom nieczynny, więc nadkładamy ładny kawał drogi. Przed Nowym Dworem Gdańskim dopada nas burza i to z gradem. Na przystanku towarzyszą nam zagraniczni sakwiarze oraz tamtejszy szosowiec, imię wyleciało mi z głowy. Okazuje się, że Masło jest tak bardzo znany :D

Walnęło gradem © miciu222145
Lało i lało i końca nie było widać. Przestało, ale nie na długo i za chwilę znowu postój. Żeby skrócić trochę drogę wbijamy na krajową 7. Najgorsze 13 km wyprawy, huk straszny, do tego syf, bo po deszczu. Burze dookoła, ale na razie spokój. Wreszcie most i zjeżdżamy nad Martwą Wisłę.

Tam już pada © miciu222145

Chmury nas śledziły © miciu222145
Drogi bardzo boczne, ale ruch wcale mały nie był. Pod Gdańskiem znowu burza za burzą, szlag mnie już trafiał. Nareszcie jest Gdańsk- znowu dotarłem tutaj rowerem. Spotykamy Niemców z Fromborka i po zaułkach jedziemy do Centrum.

Nareszcie Gdańsk © miciu222145
Przebijamy się na dworzec. Pociąg do Krk jest nie długo, ma miejsca na rowery, ale wszystkie wyprzedane. Na peronie czeka już dwóch rowerzystów, gdy podjeżdża pociąg, Pani kierownik pociągu stwierdza, że jak zmieścimy się do przedziału rowerowego, to nas zabierze. W przedziale jechało już kilka rowerów, więc lipa- PKP sprzedaje więcej biletów, jak mają miejsc. Druga sprawa, to jakaś żenada, żeby pociąg jadący przez całą Polskę zabierał 5 rowerów!
Pytamy w kasie jak to wygląda z innymi pociągami- miejsc brak, może się zabierzemy, może nie i tak możemy czekać do rana. I tu pojawia się ratunek, a wszystko przez Facebooka :D
Piszę o sytuacji na Fb i odzywa się kuzynka- Krystyna, która mieszka pod Tczewem. W tej sytuacji kupujemy bilety na następny dzień i próbujemy się dostać do Tczewa. SKM już tam nie kursuje, bo jest po 21. Rzut oka na rozkład iiiii za 5 minut odjeżdża pociąg w tamtym kierunku. Konduktor nas zaprasza, kupujemy bilety i zaraz po 22 jesteśmy w Tczewie. Pojawia się i Kuzynka- wiele lat się nie widzieliśmy, aż przyjechałem na drugi koniec Polski rowerem, takich gości nie ma się codziennie :D Pakujemy się do Skody i po kilku minutach jesteśmy na miejscu. W mieszkaniu przywitał nas Borys, pies bardzo mądry i wyszkolony, ale przy dwóch nowych osobach nie bardzo chciał się słuchać i szalał :D Kolacja, piwko i można iść spać. Takiego zakończenia wyjazdu się nie spodziewałem.
Dystans125.75 km Czas06:07 Vśrednia20.56 km/h VMAX40.00 km/h Podjazdy400 m
Teraz Polska: 15) Frombork.
Tej nocy rowery nocowały w... Kościele. Jemy wspólne śniadanie z naszym gospodarzem, okazuje się, że jesteśmy na terenie parafii prawosławnej, a ugościł nas sam proboszcz, ks. Bazyli.
Dostajemy ciepłą wodę i myjemy się na ogrodzie :) Schodzi nam długo, bo wyjeżdżamy po 10. Asfalty raczej kiepskiej jakości, ale jedzie się dobrze. Docieramy do Bartoszyc, gdzie spędzamy sporo czasu.

Fontanna z Hello Kity- Bartoszyce © miciu222145
To na jeździe po starówce, czy rozmowach z tutejszymi rowerzystami.

Brama Lidzbarska z XV wieku © miciu222145
Kolejnym ciekawym miejscem jest Pieniężno, gdzie spotykamy rowerzystę podróżnika, ale dość nietypowego. Jedzie tylko szlakami w terenie z ogromnym plecakiem i bagażnikiem na sztycę, który sam zespawał. Samo miasteczko podczas 2 WŚ zostało zniszczone w 80%.

Kościół w Pieniężnie © miciu222145

Kościół w Pieniężnie © miciu222145

Wnętrze Kościoła © miciu222145

Wieża przy nieistniejącym kościele ewangelickim © miciu222145
Jedziemy teraz do Braniewa, gdzie chcemy zapytać o jakiś nocleg- informację turystyczną zamykają za 15 minut :D

Bazylika w Braniewie © miciu222145

Wnętrze Bazyliki © miciu222145
W okolicy nic nie ma, ale na pewno jest kemping we Fromborku- znowu dokładamy kilometrów, a mamy już ponad 100. Pogoda się posypała i zaczyna kropić. Docieramy do Fromborka i jedziemy prosto nad Zalew Wiślany.

Nad Zalewem Wiślanym we Fromborku © miciu222145
Robimy zakupy i jedziemy na nocleg- przy wjeździe do miasta, na górce :D Teść właściciela oprowadza nas po przybytku i przy deszczyku rozbijamy się.

Nocleg we Fromborku © miciu222145
Obok w wielkim namiocie rezyduje małżeństwo z Niemiec. Namiot tak duży, że chowają tam rowery, a same rowery są pancerne, z piastami na 10 przełożeń.

Można spać z rowerami © miciu222145
Po umyciu się idziemy do baru. Regionalne piwko, bilard, ping pong i tak mija nam wieczór.

Lokalne przysmaki © miciu222145

Wieczorne rozrywki © miciu222145
Dostajemy ciepłą wodę i myjemy się na ogrodzie :) Schodzi nam długo, bo wyjeżdżamy po 10. Asfalty raczej kiepskiej jakości, ale jedzie się dobrze. Docieramy do Bartoszyc, gdzie spędzamy sporo czasu.

Fontanna z Hello Kity- Bartoszyce © miciu222145
To na jeździe po starówce, czy rozmowach z tutejszymi rowerzystami.

Brama Lidzbarska z XV wieku © miciu222145
Kolejnym ciekawym miejscem jest Pieniężno, gdzie spotykamy rowerzystę podróżnika, ale dość nietypowego. Jedzie tylko szlakami w terenie z ogromnym plecakiem i bagażnikiem na sztycę, który sam zespawał. Samo miasteczko podczas 2 WŚ zostało zniszczone w 80%.

Kościół w Pieniężnie © miciu222145

Kościół w Pieniężnie © miciu222145

Wnętrze Kościoła © miciu222145

Wieża przy nieistniejącym kościele ewangelickim © miciu222145
Jedziemy teraz do Braniewa, gdzie chcemy zapytać o jakiś nocleg- informację turystyczną zamykają za 15 minut :D

Bazylika w Braniewie © miciu222145

Wnętrze Bazyliki © miciu222145
W okolicy nic nie ma, ale na pewno jest kemping we Fromborku- znowu dokładamy kilometrów, a mamy już ponad 100. Pogoda się posypała i zaczyna kropić. Docieramy do Fromborka i jedziemy prosto nad Zalew Wiślany.

Nad Zalewem Wiślanym we Fromborku © miciu222145
Robimy zakupy i jedziemy na nocleg- przy wjeździe do miasta, na górce :D Teść właściciela oprowadza nas po przybytku i przy deszczyku rozbijamy się.

Nocleg we Fromborku © miciu222145
Obok w wielkim namiocie rezyduje małżeństwo z Niemiec. Namiot tak duży, że chowają tam rowery, a same rowery są pancerne, z piastami na 10 przełożeń.

Można spać z rowerami © miciu222145
Po umyciu się idziemy do baru. Regionalne piwko, bilard, ping pong i tak mija nam wieczór.

Lokalne przysmaki © miciu222145

Wieczorne rozrywki © miciu222145
Dystans103.94 km Czas05:35 Vśrednia18.62 km/h VMAX43.00 km/h Podjazdy419 m
Teraz Polska: 14) Zryta pogoda.
Po deszczowej nocy budzi nas raczej kiepski poranek. Jest chłodno, do tego wieje. Żegnamy się z ekipą, byli z Gdańska, jak się okazało.
Do głównej drogi jedziemy z Litwinem, na prawdę spoko gość, żal, że jedziemy w różnych kierunkach. Jeszcze na polu namiotowym poczęstował nas espresso z jakiejś dziwnej kawy- będę miał foty od Szymka, to dodam.

Kawa dziwna, ale dobra © miciu222145
Zajeżdżamy do sklepu na śniadanie. Podczas, gdy my jemy, to się rozpadało. Mili właściciele zrobili nam herbatę, później kawę i tak przy rozmowie z miejscowymi, przeczekaliśmy deszcz. Wyjeżdżamy ponownie- jest już 10:30.

Wieża ciśnień w Gołdapiu © miciu222145

Były i takie drogi © miciu222145
Jedziemy drogami, właściwie, to alejami wśród szpalerów drzew.

Malownicze drogi © miciu222145
Gdy ścieżka rowerowa się kończy, to obok drogi znajdują się wykopy pod dalszy ciąg- planowany szlak rowerowy. Czegoś jednak nie rozumiem- droga, jeśli już jest na niej podjazd, to łagodny, a na ścieżce są takie makabryczne góry i doliny, że trzeba na młynku jechać.

Góry, doliny © miciu222145
Kto to projektował? Chyba nigdy na rowerze nie jeździł. Za Węgorzewem docieramy do jeziora- jest to część jeziora Mamry.

Nad jeziorem © miciu222145

W Srokowie © miciu222145
Mijamy Srokowo i docieramy do Barcian- przypadkiem trafia się nam zamek Krzyżacki :D Jest w rękach prywatnych, coś tam się niby dzieje, ale nie wróże mu szybkiego remontu.

Zamek Krzyżacki w Barcianach © miciu222145

Zamek w Barcianach © miciu222145
W Korszach robimy zakupy i pytamy o noclegi.

Wieża ciśnień w korszach- 1/3 z takich w Polsce © miciu222145
Ciężka sprawa i decydujemy się jechać dalej. Mijamy jednak Kościół z którego ktoś wychodził w stronę plebanii. Na głupa pytamy o rozbicie namiotów na trawniku na tyłach. Nie było problemów, chociaż z pewną ostrożnością do nas podchodzono. Zaskoczeniem był pobliski cmentarz oraz przepyszna kolacja ze świeżutkich jajek.

Pyszna kolacja © miciu222145
Wiatr nas wymęczył, więc taki posiłek postawił nas na nogi. Miałem kilka pytań w głowie, u kogo się rozbiliśmy? I czy rozbiliśmy się pod Kościołem, a może to cerkiew?
Do głównej drogi jedziemy z Litwinem, na prawdę spoko gość, żal, że jedziemy w różnych kierunkach. Jeszcze na polu namiotowym poczęstował nas espresso z jakiejś dziwnej kawy- będę miał foty od Szymka, to dodam.

Kawa dziwna, ale dobra © miciu222145
Zajeżdżamy do sklepu na śniadanie. Podczas, gdy my jemy, to się rozpadało. Mili właściciele zrobili nam herbatę, później kawę i tak przy rozmowie z miejscowymi, przeczekaliśmy deszcz. Wyjeżdżamy ponownie- jest już 10:30.

Wieża ciśnień w Gołdapiu © miciu222145

Były i takie drogi © miciu222145
Jedziemy drogami, właściwie, to alejami wśród szpalerów drzew.

Malownicze drogi © miciu222145
Gdy ścieżka rowerowa się kończy, to obok drogi znajdują się wykopy pod dalszy ciąg- planowany szlak rowerowy. Czegoś jednak nie rozumiem- droga, jeśli już jest na niej podjazd, to łagodny, a na ścieżce są takie makabryczne góry i doliny, że trzeba na młynku jechać.

Góry, doliny © miciu222145
Kto to projektował? Chyba nigdy na rowerze nie jeździł. Za Węgorzewem docieramy do jeziora- jest to część jeziora Mamry.

Nad jeziorem © miciu222145

W Srokowie © miciu222145
Mijamy Srokowo i docieramy do Barcian- przypadkiem trafia się nam zamek Krzyżacki :D Jest w rękach prywatnych, coś tam się niby dzieje, ale nie wróże mu szybkiego remontu.

Zamek Krzyżacki w Barcianach © miciu222145

Zamek w Barcianach © miciu222145
W Korszach robimy zakupy i pytamy o noclegi.

Wieża ciśnień w korszach- 1/3 z takich w Polsce © miciu222145
Ciężka sprawa i decydujemy się jechać dalej. Mijamy jednak Kościół z którego ktoś wychodził w stronę plebanii. Na głupa pytamy o rozbicie namiotów na trawniku na tyłach. Nie było problemów, chociaż z pewną ostrożnością do nas podchodzono. Zaskoczeniem był pobliski cmentarz oraz przepyszna kolacja ze świeżutkich jajek.

Pyszna kolacja © miciu222145
Wiatr nas wymęczył, więc taki posiłek postawił nas na nogi. Miałem kilka pytań w głowie, u kogo się rozbiliśmy? I czy rozbiliśmy się pod Kościołem, a może to cerkiew?































