Dystans9.23 km Czas00:39 Vśrednia14.20 km/h VMAX30.00 km/h
Temp.5.0 °C SprzętZielona Zimówka- czyli sprzęt do jazdy ekstremalnej.
Dystans7.47 km Czas00:21 Vśrednia21.34 km/h VMAX29.00 km/h
Temp.4.0 °C SprzętZielona Zimówka- czyli sprzęt do jazdy ekstremalnej.
Dystans47.99 km Teren35.00 km Czas03:46 Vśrednia12.74 km/h VMAX45.00 km/h Podjazdy1020 m
Nowość, czyli Góry Świętokrzyskie.
Jakoś nie kleiły się plany wyjazdowe na ten weekend, ale koniec końców coś się udało zorganizować.
Zabrał się ze mną Kona i Seba. Czułem się kiepsko, ale jak się później okazało, nie tylko ja. Rano niespełna 2 stopnie, ale bezchmurne niebo napawało optymizmem. Lekko ponad 2 h jazdy i jesteśmy na miejscu, czyli w miejscowości Św. Katarzyna. Po godzinie 11 jesteśmy gotowi by zaatakować Łysicę szlakiem czerwonym. Kupujemy bilety i wjeżdżamy na teren parku. Początek w siodle, ale kamienne schody już z rowerem na plecach. Później raz na rowerze, raz z rowerem, ale staramy się jechać jak najwięcej. Przed samym szczytem robi się już lepiej i wstydu sobie nie robimy. Zrzucamy trochę ciuchów i brniemy dalej czerwonym. Kamienie poniewierają suport, korbę, czy przerzutkę, ale jest zabawa, szczególnie na zjeździe, bywa gorąco :D Docieramy do asfaltu w Kakoninie, który momentalnie się kończy i wjeżdżamy do lasu. Genialny singiel prowadzi czasem w dół, ale głównie do góry- przed nami Łysa Góra. Końcówka podjazdu to asfalt i tłumy i samochody, czyli najgorsze co może być. Pod Klasztorem odpoczywamy i nabieramy sił na dalszą jazdę. Jak do tej pory szlak był super oznaczony, tak teraz troszkę się gubimy, a na zjeździe nie jest to trudne. Znajdujemy szlak i tniemy w dół. Dojeżdżamy do głównej drogi w Trzciance i znowu szlak trafił szlag. Jedziemy wg. gpsa i udaje się trafić idealnie, znowu jedziemy szlakiem. Dalej znowu szlak ginie nam gdzieś, ale po małym sponiewieraniu lasu docieramy do szlaku zielonego- tu jest fajnie, sporo w dół. Znowu asfalt i znowu szukanie szlaku, niebieskiego tym razem. Mapa sobie, życie sobie, zaczynam się wkurzać. Błądzimy po lesie, znowu gps nas ratuje i docieramy do szlaku, zmieniono przebieg, jednak oznakowanie, to porażka. Docieramy do Bielin i szukamy szlaku zielonego, rowerowego. Znowu jest ciężko, ale już po chwili jedziemy polami w stronę Krajna i miejsca startu. Góry te odwiedziłem pierwszy raz i te głazy są okrutne, ale przy odrobinie zacięcia da się jechać. Zjazdy mocno mogą dać w kość, gleby były blisko. Jeśli mi jechało się kiepsko, to jak jechało się Konie? Czekaliśmy ciągle na Niego. Cóż, nie zawsze jest to idealny dzień na sponiewieranie się w górach.

Ujazd- ruiny zamku Krzyżtopór.

Zmiana łańcucha.

Szlak na Łysicę.

Przy szlaku.

Na Łysicy (612)

Pora na Łysą Górę.

Św. Krzyż- nadajnik.

Klasztor na Św. Krzyżu.



Bodzentyn, ruiny zamku.


Zabrał się ze mną Kona i Seba. Czułem się kiepsko, ale jak się później okazało, nie tylko ja. Rano niespełna 2 stopnie, ale bezchmurne niebo napawało optymizmem. Lekko ponad 2 h jazdy i jesteśmy na miejscu, czyli w miejscowości Św. Katarzyna. Po godzinie 11 jesteśmy gotowi by zaatakować Łysicę szlakiem czerwonym. Kupujemy bilety i wjeżdżamy na teren parku. Początek w siodle, ale kamienne schody już z rowerem na plecach. Później raz na rowerze, raz z rowerem, ale staramy się jechać jak najwięcej. Przed samym szczytem robi się już lepiej i wstydu sobie nie robimy. Zrzucamy trochę ciuchów i brniemy dalej czerwonym. Kamienie poniewierają suport, korbę, czy przerzutkę, ale jest zabawa, szczególnie na zjeździe, bywa gorąco :D Docieramy do asfaltu w Kakoninie, który momentalnie się kończy i wjeżdżamy do lasu. Genialny singiel prowadzi czasem w dół, ale głównie do góry- przed nami Łysa Góra. Końcówka podjazdu to asfalt i tłumy i samochody, czyli najgorsze co może być. Pod Klasztorem odpoczywamy i nabieramy sił na dalszą jazdę. Jak do tej pory szlak był super oznaczony, tak teraz troszkę się gubimy, a na zjeździe nie jest to trudne. Znajdujemy szlak i tniemy w dół. Dojeżdżamy do głównej drogi w Trzciance i znowu szlak trafił szlag. Jedziemy wg. gpsa i udaje się trafić idealnie, znowu jedziemy szlakiem. Dalej znowu szlak ginie nam gdzieś, ale po małym sponiewieraniu lasu docieramy do szlaku zielonego- tu jest fajnie, sporo w dół. Znowu asfalt i znowu szukanie szlaku, niebieskiego tym razem. Mapa sobie, życie sobie, zaczynam się wkurzać. Błądzimy po lesie, znowu gps nas ratuje i docieramy do szlaku, zmieniono przebieg, jednak oznakowanie, to porażka. Docieramy do Bielin i szukamy szlaku zielonego, rowerowego. Znowu jest ciężko, ale już po chwili jedziemy polami w stronę Krajna i miejsca startu. Góry te odwiedziłem pierwszy raz i te głazy są okrutne, ale przy odrobinie zacięcia da się jechać. Zjazdy mocno mogą dać w kość, gleby były blisko. Jeśli mi jechało się kiepsko, to jak jechało się Konie? Czekaliśmy ciągle na Niego. Cóż, nie zawsze jest to idealny dzień na sponiewieranie się w górach.

Ujazd- ruiny zamku Krzyżtopór.

Zmiana łańcucha.

Szlak na Łysicę.

Przy szlaku.

Na Łysicy (612)

Pora na Łysą Górę.

Św. Krzyż- nadajnik.

Klasztor na Św. Krzyżu.



Bodzentyn, ruiny zamku.


Dystans53.47 km Teren12.00 km Czas02:21 Vśrednia22.75 km/h VMAX64.00 km/h Podjazdy355 m
Rozjeżdżanie.
Po firmowej imprezie jakiś taki skołowany byłem :D Najlepszym lekarstwem, jak zwykle, okazał się rower. Zalew, Zwięczyca, Boguchwała, Budziwój i podjazd na Przylasek. Później lasem do Błażowej. Borek Nowy i Stary, pora się cieplej ubrać, 9 stopni szału nie robi. Z Kielnarowej na Tyczyn, Biała, Żwirownia.

Przylasek.

Między Hermanową, a Błażową.


W Borku Starym.

Przylasek.

Między Hermanową, a Błażową.


W Borku Starym.
Dystans71.75 km Czas02:42 Vśrednia26.57 km/h VMAX53.00 km/h Podjazdy730 m
Jakiś sponiewierany jestem.
Pogoda zaczęła się poprawiać, ale jak tylko mnie zobaczyła, to się pogorszyła. Atakuję Żwirownię i Budziwój. Później Siedliska, Lubenia, Wyżne i do Czudca. Nowa Wieś, Zaborów, Gliniki i Strzyżów. Atakuję podjazd w Żarnowej- nie cierpię go i dzisiaj ledwo tam podjechałem. Zjazd przez Gwoździankę- w nocy nie polecam, bo dziury. W Niebylcu kieruję się na Połomię i znowu podjazd i znowu ta cholerna nie moc. Zjeżdżam do Lubeni i znowu podjazd, ja jak nie umieram, to znaczy, że słabo było. Tym razem Horodna i zjazd do Budziwoja. Dalej już do domu. Samo zło: przeziębienie lekko dało mi w kość, wiatr i górki, jak żyć? albo: jak jeździć?
Dystans8.79 km Czas00:25 Vśrednia21.10 km/h VMAX28.00 km/h
Temp.10.0 °C SprzętZielona Zimówka- czyli sprzęt do jazdy ekstremalnej.
Dystans9.18 km Czas00:25 Vśrednia22.03 km/h VMAX30.00 km/h
Temp.10.0 °C SprzętZielona Zimówka- czyli sprzęt do jazdy ekstremalnej.
Dystans31.65 km Teren4.00 km Czas01:27 Vśrednia21.83 km/h VMAX49.00 km/h Podjazdy230 m
Plątanie o zachodzie.
Zrobiłem sobie krótki rozjazd po niedzieli. chciałem zdążyć na zachód na magdalenkę, ale coś popierniczyłem w obliczeniach i ledwo na Łany zdążyłem, ale był, to mój najszybszy wjazd w życiu :D Żalew, Zwięczyca, Boguchwała, Budziwój, Tyczyn, Łany, fotki z serpentynki, Zalesie, Żwirownia, dom. Kierowcy bez świateł i jeżdżący po ścieżkach doprowadzili mnie do szału dzisiaj.








Dystans7.55 km Czas00:22 Vśrednia20.59 km/h VMAX32.00 km/h
Temp.7.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Dystans96.46 km Teren50.00 km Czas05:28 Vśrednia17.65 km/h VMAX64.00 km/h Podjazdy1370 m
Coroczna tradycja.
Od wiek wieków o tej właśnie porze, przypada zgromadzenie ogólne rowerzystów na Strzałówce, górce takiej koło Lutczy. Nad Zalewem zebrało się spore, bo 7 osobowe grono przedstawicieli grona kręcących tu i tam. Pogoda rześka, jednak ciepłota wisi w powietrzu i wraz z kilometrami przejechanymi na sprzętach tak zacnych, robi się wybornie. Koła swe kierujemy w stronę Zwięczycy, czy innej Boguchwały. W wiosce Lutoryżem zwanej, zaczynamy walkę z górką nie byle jaką, toż to sama Grochowiczna, znana wśród bajkerów okolicznych. Z górki tej, zacny szlak błotem przykryty, wiedzie nas ku Czudcowi. Tam pod sklepem, Maramxem zwanym, czeka niepokorny jeździec, Michaelala, czy jakoś tak. Jedziem na Podzamcze, by śliskość na szlaku czarnym teraz pokonać. Gdyby nie drzewostan gęsto na glebę kładziony, sztuka ta niechybnie by się udała. Wita nas asfalt wiodący ku lasom Glinka Charzewskiego. Leśne ostępy, powoli, lecz skutecznie wiodą nas ku Kopalinie, gdzie znów szlak czarny witać nas będzie. Błota ci u nas dostatek, więc i jeźdźcy radzi i rumaki zadowolone. Żyznów, wioska między, gdzieś, a kiedyś wita nas widokami przednimi. Poczyniwszy sprawunki, jadła i popitku nabywszy, kierunek obieramy jedyny i słuszny- Strzałówka. Górka ta broni się, ciskając nam tony błota pod koła, jednak dla tak dzielnych druhów, błahostką i tylko czasu kwestią zdobycie pagórka tegoż było. Na szczycie odbyła się biesiada, by nikt z pustym bebechem wracać nie musiał. Z rumaka mego powietrze zeszło było, jednak cóż to dla tak doświadczonego jeźdźca, błahostka ledwie. powrót ku osadzie naszej przysporzył emocji wielu, jednak strat w ludziach nie odnotowano. W Krasnej wita nas trakt, niczym smoła czarny, by wnet w Żyznowie się znaleźć. Wyboiste ścieżki śród pól dały się we znaki, jednak nikt nie poległ. Wracając po śladach zostawionych wcześniej, jedziem ku Czudcowi. Tam kolejna górka wzywa, by zdobyć ją w mrokach i przenikliwym zimnie. Znowu Zwycięstwo i nagroda niechybnie na nas czekała. Tłuczniem droga usiana, w dół wiodąca i wieś Racławówka nas witająca. Oto i gród nasz, Rzeszowem zwanym i innowacyj wszelakich stolicą okrzykniętym. Radzi jeźdźcy wracają do chałup swych, by ponownie, w czasach nie odległych znowu zebrać się na wspólne kręcenie.

Smarowanie siodełka.

Kopalina już blisko.

Przed zjazdem do Żyznowa.

Fajne paprochy w obiektywie :D

Błota ci u nas dostatek.

Sucha Góra.

Zjazd do Krasnej.

Koteły rozrabiaki. Gdy czekaliśmy w Niechobrzu na resztę, z posesji obok przyczłapał mały kotek, za chwilkę drugi. Kiziu miziu i kotki trzeba było odstawić. Jednak jeden z nich wrócił do nas i wlazł na drogę, ale go uratowałem :D

Teraz fotki do Kundella

Nadjeżdżam.

Miciołke i Konałke :D


Niczym w dzień.

Kona tyka mojego koteła.

Smarowanie siodełka.

Kopalina już blisko.

Przed zjazdem do Żyznowa.

Fajne paprochy w obiektywie :D

Błota ci u nas dostatek.

Sucha Góra.

Zjazd do Krasnej.

Koteły rozrabiaki. Gdy czekaliśmy w Niechobrzu na resztę, z posesji obok przyczłapał mały kotek, za chwilkę drugi. Kiziu miziu i kotki trzeba było odstawić. Jednak jeden z nich wrócił do nas i wlazł na drogę, ale go uratowałem :D

Teraz fotki do Kundella

Nadjeżdżam.

Miciołke i Konałke :D


Niczym w dzień.

Kona tyka mojego koteła.































