Dystans45.48 km Teren20.00 km Czas02:24 Vśrednia18.95 km/h VMAX54.00 km/h Podjazdy680 m
Kalorie 1380 kcal Temp.18.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
W terenie z Sebą.
Seba wpadł po opaskę od Sigmy, więc pojechaliśmy na krótką traskę. Najpierw na Zalesie, serpentynką na Łany i Matysówkę. Zjazd terenem do Kielnarowej i podjazd na WSiZ. Znwou terenem, tym razem na Borek Stary, Podjeżdżamy na Borówki i zjeżdżamy do Chmielnika- na muldzie odezwał się bark, cholercia. Wspinaczka w okolice Cierpisza i na Magdalenkę. Terenem w stronę Rocha, później leśne single- jest zabawa. Gałąź uderza mnie w olbrzymiego siniaka na nodze, leje się krew, ból rozwala mózg. Przez Słocinę do domu. Bardzo fajny wyjazd, totalnie nie poczułem tych podjazdów, ale noga wciąż boli, to samo nadgarstki i barki. Chyba zrobię sobie szosowy tydzień :)
]
Borek Stary.

Lecimy do Chmielnika.
Dystans12.13 km Czas00:37 Vśrednia19.67 km/h VMAX29.00 km/h
Praca.
Dystans8.71 km Czas00:28 Vśrednia18.66 km/h VMAX29.00 km/h
Praca.
Dystans16.73 km Teren1.00 km Czas00:44 Vśrednia22.81 km/h VMAX59.00 km/h
Temp.20.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Na działkę.
Umyłem szose, a wracając złapałem kapcia. Dętka wylazła, przez rzocięcie w oponie :D
Dystans11.13 km Czas00:34 Vśrednia19.64 km/h
Praca.
Dystans167.00 km Czas06:19 Vśrednia26.44 km/h VMAX60.00 km/h Podjazdy1200 m
Kalorie 2900 kcal Temp.20.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Pora na plan B.
Na początek coś o schronisku Kremenaros. Jedzenie pyszniutkie, obsługa fajna, ale nocleg na sali wieloosobowej, to raczej na jedną noc. Tej nocy praktycznie nie spałem: a to pogaduszki do 2, dziwne budzenie o 3, a o 4 trzeba wstać. Poranek śliczny, słoneczny, ale zimny, ok. 3 stopni było. Cały obolały, ale trzeba jechać, no jak :D Ruszamy w stronę Lutowisk- mgła, słońce i piękne widoki, aż chce się zachłysnąć tym pięknem. Jedzie się dobrze, mimo, że nogi trochę marudzą. W Hoszowie zatrzymujemy się w zajeździe Bieszczadzka Ostoja. Załapaliśmy się na śniadanie, w końcu jest już po 7. 25 zł i szwedzki stół- dawno się tak nie nażarłem, później wygrzewanie się w słoneczku. Zapada decyzja o modyfikacji trasy- deszczu ani śladu, więc chyba za dużo było tym razem. W Ustrzykach odbijamy na Krościenko, dalej odpuszczamy Przemyśl i jedziemy do Birczy. Pogoda się sypie, jest chłodniej, ale nie pada. W Brzusce zaczyna padać, a przed nami ściana deszczu. Ubieramy co mamy w aucie i ogień. Przez Dubiecko docieramy do Bachórza. Pod Semaforem jemy obiad- przemoczeni, zmarznięci, tego nam było trzeba, a jedzenie rewelacyjne. Zbieramy się, na zewnątrz tylko kropi, ale po ok 10 km znowu leje. Jest nam wszystko jedno, jesteśmy już i tak przemoczeni- 70 km w deszczu, lipa po całości. W Budziwoju odbieram bagaże i wracam do domu. Gorący prysznic, to jest to. Trzeba leczyć kontuzje. W wyprawie wzięło udział 9 rowerzystów i 2 osoby w samochodzie. Super ekipa, świetny wyjazd.

Co to był za poranek :)



Lutowiska.

Dystans170.00 km Czas06:20 Vśrednia26.84 km/h VMAX61.00 km/h Podjazdy1920 m
Kalorie 3800 kcal Temp.18.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Był sobie plan.
Zakładał on przejechanie trasy 500 km w dwa dni. Zebrała się ekipa 9 osób na rowerach z Polski i nie tylko oraz zabezpieczenie techniczne w samochodzie. Ruszamy o 5 zaraz po starcie Ultra maratonu, cholera, nie działa mi licznik- pewnie padł kabelek. Pogoda zapowiada się dobra, więc kierujemy się do Świlczy- za szybko jak na początek, ale tak sobie lecimy czwórką aż do Ropczyc. Na skrzyżowaniu obejrzałem się za siebie- gdy popatrzyłem przed siebie, to kolega był już tuż przede mną. Ratuje się hamowaniem, lecę przez kierę i kręcę parę fikołków. Na prawej goleni urosło mi drugie kolano, wybity bark, ogólnie poobijany. Na głowie pojawił się guz, którego znalazłem dopiero wieczorem, podczas mycia głowy. Jest guz, więc kask pęknięty- jednak się przydał. Do tego przytarta empetrójka, podarta bluza, a w rowerze podarte siodło i guma na manetce się poniszczyła. Wsiadam do auta, bo mam czas, to co będę do domu wracał. W Wielopolu kupuję zimne piwo i robię okłady na nodze. Tak docieram do Jasła, gdzie podejmuję decyzję o dalszej jeździe. Ogarniam rower i ruszamy w stronę Nowego Żmigrodu i Dukli, gdzie robimy przerwę obiadową. Przed Barwinkiem odbijamy na Komańczę i dziurami jedziemy w stronę Bieszczad. W Komańczy remonty, więc światła co kawałek- rowerom jednak czerwone nie straszne. Mocniejsze podjazdy nie robią na mnie wrażenia, mimo, że na dziurach nogę mi urywa, a bark boli niemiłosiernie. Jadę po swojemu i nie wiem czemu, zawsze jestem pierwszy. Docieramy do Cisnej, a to oznacza, że czekają nas dwie przełęcze. Smerek, Połoniny, Rawki- to wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, jest pięknie. Do Ustrzyk pędzimy zamroczeni pięknym zjazdem. Śpimy w Kremenarosie. Nie sądziłem, że w takim stanie przejadę ponad 130 km :)

Po wyjeździe z Rzeszowa.






Beskid Niski koło Nowego Żmigrodu.

Bieszczady tuż, tuż.

Przed Cisną.

Bieszczady :)

Na Połoninach śnieg.

Dystans33.60 km Czas01:17 Vśrednia26.18 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy250 m
Kalorie 600 kcal Temp.20.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Krótko, szosowo.
Krótki trip: Żwirownia, Budziwój, Tyczyn, Kielnarowa, Chmielnik, Roch, Słocina i do domu.

Dystans8.55 km Czas00:26 Vśrednia19.73 km/h VMAX28.00 km/h
Praca.
Dystans19.90 km Czas00:48 Vśrednia24.87 km/h VMAX36.00 km/h
Temp.20.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Tylko miasto.
Do Kony na serwis, a później w obrębie miasta.

© 2017 Exsom Group, LLC. All Rights Reserved. Terms of Service · Privacy Policy · DMCA · System Status