Wpisy archiwalne w kategorii

Słowacja

Dystans całkowity:2914.91 km (w terenie 329.00 km; 11.29%)
Czas w ruchu:146:29
Średnia prędkość:19.90 km/h
Maksymalna prędkość:74.00 km/h
Suma podjazdów:27312 m
Maks. tętno maksymalne:189 (94 %)
Maks. tętno średnie:148 (74 %)
Suma kalorii:51590 kcal
Liczba aktywności:25
Średnio na aktywność:116.60 km i 5h 51m
Więcej statystyk
Dystans292.80 km Czas10:23 Vśrednia28.20 km/h VMAX73.00 km/h Podjazdy2500 m
Kalorie 5800 kcal Temp.18.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Odcinek 96. "Zatvorené".
Pierwotnym planem było objechanie Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej z Rzeszowa, ale plany się zmieniły.
Ruszamy o 6, zimno było straszliwie, bo tylko 7 stopni. Zuki zaszalał i ubrał się na krótko :D
Jedziemy na Wyżne i dalej główną drogą aż do Sanoka. Pierwszy postój dopiero po 90 km, żart jakiś. Tempo momentami z dupy wzięte- średnia do Sanoka to 32 km/h. Kolejny postój w Komańczy, pod sklepem. Teraz kierujemy się na Radoszyce i zlatujemy w Palocie na Słowacji. Do Medzilaborec jedziemy jakby nas ścigali za przemyt. Tam knajpy zarezerwowane na komunie, więc pijamy tylko piwo i wracamy do Komańczy. Pora obiadowa, więc kupujemy dwie pizze i mnóstwo napitku różnorakiego. Czas leci, więc pora wracać. Do Sanoka bez zmian- tam Marcin wraca po śladzie, a ja z Zukim lecimy na Dynów, przez Ulucz. Doszło parę górek, parę kryzysów, ale jakoś poleciało. W Dynowie ostatni postój, następny to piwo nad Zalewem :D Początek był dla mnie tragiczny, nogi jak kłody. Przed Uluczem nogi stawiały mega opór, więc ledwo kręciłem. Wszystko jednak przeszło i się udało.
Gotowy do drogi.
Gotowy do drogi. © miciu222145
Gdzieś za Sanokiem.
Gdzieś za Sanokiem. © miciu222145
Wyjazd z Komańczy.
Wyjazd z Komańczy. © miciu222145
Zmiana kraju.
Zmiana kraju. © miciu222145
Podjazd Z Paloty.
Podjazd Z Paloty. © miciu222145
Pora obiadowa.
Pora obiadowa. © miciu222145
Sanok już niedaleko.
Sanok już niedaleko. © miciu222145
Doliną Sanu.
Doliną Sanu. © miciu222145
Dystans126.06 km Czas04:54 Vśrednia25.73 km/h VMAX69.00 km/h Podjazdy1550 m
Tętnośr.148 TętnoMAX188 Temp.20.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Odcinek 167. "Dobrý deň".
Gorlice, pogoda całkiem fajna, chociaż rześko dosyć było. Ruszam przez remontowane drogi w stronę Małastowa i podjeżdżam na Przełęcz Małastowską. Od tej strony jakoś lepiej mi się podjeżdża. Po zjeździe zaczynają się dziury, remonty i przekopy, jechać trzeba. Nim się obejrzałem, a już byłem na granicy- wiatr w plecy dawał radę. Zjeżdżam w stronę Zborova- podjazdu nie wspominam zbyt miło :D Ze Zborova uderzam na Bardejov. Bardzo sympatyczne miasteczko z pięknym rynkiem. Na bruku wytelepało mnie ostro. Kieruję się na główną drogę- czasem fajna, czasem dziurawa, ale wciąż pod wiatr. W Tarnovie jakaś pusta blondi wymusza pierwszeństwo na oczach policjantów- zero reakcji, chociaż prawie mnie potrąciła. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby skręcić na Kurov- dziury sakramenckie i pod górę. Teraz dalej pod górę, ale po ładnym asfalcie. Mijam mnóstwo szosowców, aż wreszcie mogę zjechać do Tylicza- po 40 km na Słowacji. Tam spotykam grupę sakwiarzy jadących południową granicą do Żywca. Znowu zła decyzja i wspinam się w stronę Krynicy Zdroju. Zjazd dziurawymi serpentynami i ląduję w ......korku. Ładne mi uzdrowisko :D Uciekam czym prędzej, chociaż podjazd mi tego nie ułatwia. Przecinam główną drogę i w Krzyżówce zjeżdżam zacnymi zawijasami. W Wawrzce robię postój na przystanku i zaczyna lać- cóż, chmury czaiły się dookoła. Jak tylko przestało, atakuję podjazd. Do Ropy dojeżdżam w deszczu. Zapieprzanie na zjazdach nie było zbyt mądre, ale nie było gleby :D Teraz już tylko 10 km z przygłupami w blaszankach- miejscami w ogóle nie padało. Dzisiaj testowałem też sakwę/ torbę Topeak Backloader 10l. Trochę żarcia, dętki, picie i waga około 1,3 kg. Po ściśnięciu paskami, a trzeba to zrobić dosyć mocno, paski były  całkowicie skrócone. Ładunek umieszczony jest wysoko, więc przy jeździe na stojąco, czy nagłych manewrach trochę bujnie, ale takie już uroki tego rozwiązania. W zestawie jest wewnętrzny wodoodporny worek, ale ja go nie wziąłem. Mimo tego, po jeździe w deszczu, w środku było sucho- całkiem dobry błotnik z tej sakwy :D Co do jakości- nie ma się do czego przyczepic.


Już na Słowacji.


Ratusz i bazylika na rynku w Bardejovie.


Trudny powrót do Polski.

Widoki z Krzyżówki.


No i się zesrało.

Deszcz poszedł sobie dalej.

Dystans114.57 km Czas04:44 Vśrednia24.20 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy1400 m
Kalorie 2100 kcal Temp.13.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Odcinek 83. "Wiatrem targany".
Wiać miało, owszem, ale nie aż tak. Do tego wiatr był zimny. Ubrałem się raczej ciepło i na zjazdach tego nie żałowałem, a na podjazdach było w sam raz. Ruszam z Nowego Żmigrodu w stronę Kątów i wspinam się na Przełęcz Hałbowską. Zjazd do Krempnej popsuła fatalna nawierzchnia, dziura na dziurze. Do Nieznajowej i Grabu jedzie się dobrze, jedynie podjazd z Ożennej na granicę trochę daje popalić. Zjeżdżam do Niżnej Polianki i kieruję się na Zborov. W Jedlince odwiedzam dreveny kostol, ale jakoś mało spektakularny jest. W Zborovie skręcam na Polsko. Na znakach niby 10 km, a było ponad 12, cały czas pod górę i pod wiatr :D Przez Konieczną i Zdynię mam w dół, więc wiatr tak bardzo nie przeszkadza. Kolejna przełęcz do podjechania- Małastowska. Zjazd do Małastowa i za Sękową odbijam w stronę Rozdziela. Wiatr prosto w ryj, więc ledwo jadę, ależ miałem kryzys. Dojeżdżam do głównej drogi, a tam dochodzą jeszcze cholerne podjazdy i dziury, mnóstwo dziur. Dojechałem, to tyle :D

Cerkiew w Krempnej.

Podjazd w Ożennej.

Kościół w Jedlince.

Okolice Zborova.

Zborovski Hrad.
Dystans201.55 km Czas07:31 Vśrednia26.81 km/h VMAX74.00 km/h Podjazdy2800 m
Kalorie 5000 kcal Temp.28.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Tour de Tatry.
Nie ma co ściemniać- po wczorajszej wycieczce nogi napieprzały jak szalone. Poranek był rześki, ale zapowiadała się totalna lampa. Wyjechaliśmy tuż po 7 w stronę Łysej Polany. Ruch co raz większy, ale po słowackiej stronie wszystko się uspokoiło. Krzychu ma problem, bo wczoraj zbiegając skręcił sobie kostkę i teraz jedzie mu się co raz gorzej. Zrezygnował, bo szkoda sobie niszczyć zdrowie, a to góry i dystans nie byle jaki. Hopka za hopką, ale niektórych ponosi i cisną jak potłuczeni. Sytuacja się uspokaja i lecimy sobie równo, co nie znaczy, że wolno :D Podjazd koło Szczyrbskiego Plesa dał się odczuć, ale późniejszy wielokilometrowy zjazd już niekoniecznie- jechało się tylko ciut lżej. Tego samego dnia startował wyścig z Nowego Targu- Tatry Tour. Mijaliśmy mnóstwo uczestników tej imprezy, ale jechali w przeciwną stronę. Za Liptowskim Mikulaszem zaczął się podjazd serpentynami w totalnym upale, można było paść. Po drodze mijaliśmy bmw bez koła i motocyklistę, który wyłożył się na serpentynie. Na szczycie mieliśmy jeść, ale ja się wkurzyłem i nic nie wziąłem, a zemściło się to okrutnie. Stoi człowiek mnóstwo czasu w kolejce, a obsługa podczas odbierania zamówienia odchodzi sobie i obsługuje bez kolejki, jaja jakieś. Zjazd był fajny, ale było jeszcze kilka ładnych hopek, podczas których towarzyszył nam napotkany Słowak. To co zrobił ze mną podjazd na Kościelisko, to była masakra. Na oparach próbowałem trzymać się za Koną. Lekko mi uciekł, a ja myślałem, że tam zejdę. Mimo, że byłem totalnie ujechany, nie do końca najedzony i po prostu zmęczony, to musieliśmy wracać. Korki jakoś ominąłem, ale co chwilę przegapiałem zjazdy o których paplała nawigacja. Doszły jeszcze nerwy, a jak miałem zawrócić, to tak cofnąłem, że zapomniałem zahamować i...bum. Zmiąłem tył na barierce- dobrze, że rowery były na dachu. To cud, że dojechaliśmy bez innych przygód, bo jechało się dramatycznie źle.







Dystans56.38 km Teren30.00 km Czas03:50 Vśrednia14.71 km/h VMAX68.00 km/h Podjazdy1200 m
Kalorie 2000 kcal Temp.28.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Dolina śmierci.
Kategoria Beskid Niski, Słowacja
Weekend trzeba wykorzystać do bólu, a że pogoda dopisuje, to tym bardziej. Tytuł straszny, bo i miejsce takie jest- rozgrywały się tutaj ciężkie walki podczas II WŚ, zarówno po polskiej stronie jak i słowackiej. Samochody zostawiamy na granicy w Barwinku i ruszamy w składzie: Włochatke, Konałke, Piórek, Bartek i ja. Zimno nie będzie, upalnie, na pewno :D Wracamy kawałek i wbijamy na szlak niebieski- plan jest taki by wjechać na Baranie (754). Lekko pod górę jedzie się dobrze, ale hola, hola, zgubiliśmy szlak. Nic dziwnego, bo odbija jako zarośnięta i sponiewierana ścieżynka. W lesie jest duszno i stromo- nie będzie łatwo. Szlak graniczny to typowy interwał, czyli co podjedziemy, to zjedziemy i tak w kółko. Na zjeździe, gdzie Piórek zjeżdżał pierwszy, mieliśmy małą przygodę. Tuż przed Nim śmignęło coś wielkiego, jeleniowatego, następne tuż za Nim- zabiło by chłopa. Trzecie zwierzątko samo nie wiedziało kogo atakować :D Na Baranim włazimy na wieżę widokową, chociaż mając lęk wysokości mocno się strachałem.
Pora na zjazd na Słowację. Szlak zielony jest rewelacyjny- jednak mój przedni hamulec ledwo spowalnia. Swoje przejechał, trzeba jechać wolniej i tyle. Dobijamy do szlaku czerwonego w Vysnej Pisanej. Jedziemy do Kapisovej odwiedzając czołgi rozstawione po tutejszych łąkach- jest i źródełko dla spragnionych. Sotykamy młodego liska, który ucieka między rowerami, wariat mały. Przypieka ostro, a my nie mamy wyboru i jedziemy asfaltem, odwiedzając wcześniej jakąś knajpę, żeby coś wypić. Jedziemy do Krajnej Polany- na drodze co chwilę wahadła, ale światła nas nie interesują. Odbijamy na szlak zielony i jedziemy do Prikry. Mamy jechać żółtym, ale gdzie on jest? Odnalazł się na łące z trawą mojego wzrostu :D Wjeżdżamy do lasu, a tam nie dość, że duchota, to jeszcze nie koniecznie da się jechać. Jak do tej pory było sucho, tak na czerwonym, granicznym czeka nas odmiana. Spore bagienka rozorane przez kłady- które przyłapaliśmy na gorącym uczynku. Tym razem mamy sporo w dół, tylko, że po błocie :D Wieża przed Barwinkiem zamknięta, bo była jakaś impreza. I tak oto zakończyliśmy wypad i mimo, że praktycznie bez planu, to wyszło coś całkiem fajnego. W drodze powrotnej badanie trzeźwości- Pani policjantka była zdziwiona, że przy takiej pogodzie znaleźliśmy błoto :D


Podjazd na granicę.

Baranie- widok na Słowację.

Widok na Beskid Niski i Cergową.

Jestem Konałke i będę twoim przewodnikiem.

Wszędzie czołgi.

Odpalamy i ogień!


Kwiatuszek.

Jak dzieci :D

Słowackie remonty.

Przecieranie szlaku żółtego.

Pięknie tu.

Rozkmina.

No i kto to ogarnie?
Dystans138.80 km Teren1.00 km Czas07:09 Vśrednia19.41 km/h VMAX50.00 km/h Podjazdy490 m
Kalorie 3500 kcal Temp.31.0 °C
Dzień 2. Słowacja, Węgry i dzikie traktory.
Dawno nie spałem w namiocie, więc jestem mocno zmęczony po tej nocy. Na zewnątrz mgła, że świata nie widać. Dość szybko jednak zaczyna się przebijać słońce i od samego rana zaczyna przypiekać. Zaliczamy ostatnie podjazdy, bo później już jest tak płasko, że odechciewa się jechać. Chwilę zatrzymujemy się nad Velką Domasą (jezioro takie), a później to już tylko postoje na zakupy i ewentualne mycie :D Węgry są płaskie i nudne. Tokaj jedynie urzeka widokami, a tak to słoneczniki po horyzont. Nocujemy tuż przy granicy ze Słowacją w miejscowości Pacin, na skoszonej łące. Dookoła przewalają się burze i jedna nas dosięga, jest mało śmiesznie. Jednak godzina 23 przyniosła nam niespodziankę. Jakiś nadgorliwy rolnik umyślał sobie zbiórkę siana. Widok mega ciągnika jadącego na nasze namioty zostaje w głowie na długo :D Nie wiem kto był bardziej zaskoczony: rolnik, czy my. Noc strasznie kiepska- atak ciągnika i burza.
IMG_2533
Poranek

IMG_2536
IMG_2542
Wielka Domasa
IMG_2543
IMG_2550
Vranov- zamek Cicava
IMG_2549
IMG_2555
IMG_2561
Tokaj
DSC00597
IMG_2568
IMG_2570
Stąd nadjechało zło
Dystans105.61 km Teren2.00 km Czas04:12 Vśrednia25.15 km/h VMAX55.00 km/h Podjazdy1350 m
Kalorie 3800 kcal Temp.24.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Polsko- słowackie szosowanie.
Długo zastanawiałem się, gdzie pojechać i po krótkiej wymianie wiadomości padło na Beskid Niski. Carina gotowa, to jadę po Magdę. Jednak panowie Policjanci postanowili zając mi trochę czasu- Miciołke tak bardzo trzeźwy :D Dojeżdżamy do Nowego Żmigrodu bez przygód, mamy do dyspozycji nawet otwarty sklep. Pogoda idealna, słońce, trochę chmur i ożywczy wiatr. Jedziemy w stronę Kątów i wspinamy się na Przeł. Hałbowską. Na górze spotykamy rowerzystę z Krakowa, który jedzie na Rajd Połoniny. Zjazd do Krempnej- Kotań-Świątkowa Wielka-Grab i Ożenna gdzie przekraczamy Granicę. Cudny zjazd do Niżnej Polianki i muzyka ze szczekaczek :D Później Vysna Polianka i..... koniec asfaltu. Jechałem tędy, ale nie pamiętam tego odcinka. Najpierw pod górę po upierdliwych kamieniach, później w dół, ale była alternatywna, polna droga. Jest i asfalt :) Becherow i w Koniecznej przekraczamy granicę i lądujemy w woj. Małopolskim. Zdynia i podjazd na Przł. Małastowska- poszło bardzo sprawnie. Spotykamy rowerzystę z Biecza i dosyć długo sobie rozmawiamy. Zjeżdżamy do Małastowa i w Sękowej odbijamy na Wapienne. Tylko lekko pod górę, ale jedzie się kiepsko. Rozdziele- skręcamy na główną drogę i tniemy prosto na Żmigród. Bardzo fajnie spędzony dzień, jazda bez napinki, no i te widoki. IMG_2374
Przecież byłem grzeczny.
IMG_2377
Kąty- widok na Grzywacką.
IMG_2379
Szerszy plan.
IMG_2380
Zdobywanie Przeł. Hałbowskiej.
IMG_2384
Podjazd pod granicę.
IMG_2386
Jest i Magda.
IMG_2388
Gdzieś wcięło asfalt.
IMG_2390
Konieczna- powrót do kraju.
IMG_2392
Dystans48.08 km Teren20.00 km Czas03:31 Vśrednia13.67 km/h VMAX57.00 km/h Podjazdy1400 m
Tętnośr.141 TętnoMAX189 Kalorie 2000 kcal Temp.20.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Babia Góra vel. Diablak i Bielsko Biała.
Kategoria Babia Góra, Słowacja
Jak lecieć po bandzie, to po całości. Jak wiadomo od strony polskiej na Babią Górę można jedynie wejść. Od strony Słowacji natomiast nie ma zakazu wjazdu rowerów, a w Polsce jest. Samochód parkujemy pod schroniskiem Slana Voda, za jedyne 1,5 ojro (7 zł). Góra wygląda stąd majestatycznie, a mamy do pokonania 1000 m pionu na 10 km. Początek bardzo fajny, bo szutrowy, później zjeżdżamy na chwilę ze szlaku. Robimy błąd i na niego wracamy. Wielki wypych rozpoczęty. Ledwo da się iść. Później zaczynają się skały ułożone w chodnik, jednak są mocno nierówne i ułożone pod kosmicznym nachyleniem. O wiele lepiej jedzie się po luźnych kamieniach. Pod koniec są już schodki, więc rower na plecy i na szczyt. Tam jesteśmy atrakcją dnia :D Jest chłodno, więc siedzimy opatuleni w dodatkowe bluzy. Czeka nas zjazd, ale jak się do niego zabrać ? Najpierw feralne schodki i dalej już w siodle. Nadgarstki mocno obciążone, więc co chwilę musimy się zatrzymywać, ale hamulce też trzeba schłodzić. Seba zatrzymuje się częściej, żeby się po glebach pozbierać :D W sumie to też miałem lądowanie, ale z okrzykami radości się pozbierałem. Noga poharatana, ale jedziemy dalej. Tym razem na rozdrożu słuchamy napotkanego bajkera i odbijamy na szeroką szutrówkę. Tak, warto było. Cały czas powyżej 50 km/h. Wyterepani dojeżdżamy na parking. Czy warto było się tak poświęcać ? No jasne, że tak :D Na 10 km podjazdu, ok. 6 km da się podjechać, ale 2-3 km, to jazda na granicy zgonu i przyczepności :D

Diablaku, bój się © miciu222145

Przymusowy spacerek © miciu222145

Można jechać z takimi widokami © miciu222145

Babia zdobyta :) © miciu222145

Troll Team na szczycie © miciu222145

Seba poniszczył licznik © miciu222145

Po dotarciu do Bielska Białej zostawiam Sebę i Magdę. Z Koną jedziemy na nocleg się rozpakować i ustawiamy się na krótką trasę spod dworca PKS. Jedziemy koło lotniska i na zaporę na Wielkiej Łące.
Dystans241.41 km Teren14.00 km Czas11:31 Vśrednia20.96 km/h VMAX55.00 km/h Podjazdy2030 m
Temp.25.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Údolie smrti.
Ci, którzy czekali na opis- doczekali się. Gdzieś obiło mi się o uszy, że na Słowacji jest Dolina Śmierci. W Polsce też jest taka, a są to okolice Dukli, Chyrowej. Chwila buszowania w necie i znalazłem info, a nawet ślad ze zdjęciami. Czołgi, mnóstwo czołgów- zadziałały jak magnes i zacząłem planować wyjazd. Prognoza pogody tylko przyspieszyła decyzję o wyjeździe. Założyłem slicki, bagażnik z sakwą i pojechałem. Taki dystans z plecakiem dla pleców i ramion byłby zabójczy, więc wziąłem sakwy właśnie. Poranek był pochmurny i chłodny- 14 stopni. Ruszyłem standardowo w stronę Czarnorzek: Rzeszów/Biała/Budziwój-Siedliska-Lubenia-Babica-Wyżne-Połomia-Baryczka-Niebylec-Jawornik Niebylecki-Lutcza-Krasna-Węglówka-Czarnorzeki. Przy Rez. Prządki zrobiłem przerwę na żarcie. Przypadkowo zauważyłem wybrzuszenie na oponie. Puściło łączenie przy drucie- zamiast max. 4.5, wbiłem 5 barów i taki był efekt. Mimo tego decyduję się jechać dalej. Na zjeździe w Korczynie strasznie zmarzłem, jednak dojechałem do Krosna i zrobiło się już znośnie ciepło. Źle skręciłem na rondzie i trochę kilometrów przybyło, a do tego remonty i korki- masakra jakaś. Dalej jadę bocznymi drogami, odwiedzając Kościoły na szlaku architektury drewnianej: Głowienka-Wrocanka-Niżna Łąka-Wietrzno-Zboiska. Docieram do Dukli i niestety muszę jechać główną drogą, razem z tirami. Przez Lipownicę i Nową Wieś docieram do zjazdu na Pustelnię Św. Jana. Niby 1800 m, a ledwo dałem radę, taki podjazd :D Tam znowu zjadłem, pogadałem z zakonnikiem i pojechałem dalej: Trzciana-Tylawa i wreszcie Barwinek. Na granicy trwają prace przy przebudowie dróg i parkingów. Po 102 km przekraczam granicę ze Słowacją. Jedzie się dobrze, bo w większości zjazdem: Vysny Komarnik-Krajna Polana-Hunkovce-Ladomirova. Na przedmieściach Svidnika skręcam w prawo w stronę Doliny Śmierci. Jadąc przez Kapisovą co chwilę mijam czołgi, a w Niznej Pisanej jest łąka usiana czołgami. Było ich tam 6, może 7. Nie wiem dokładnie, bo niektóre stały za drzewami, albo w krzakach- w każdym razie, klimat jest niesamowity. Nie chce mi się wracać tą samą drogą, więc jadę w stronę granicy. Tam mam wybór między szlakiem zielonym i czerwonym. Nie wiem jak wyglądał czerwony, ale zielony był super- przynajmniej na początku. Wygodną szutrówką jechałem spotykając to czołg, to działo. Na tych oponkach wyterepało mnie straszliwie, ale jakoś jechałem. Przynajmniej dopóki szlak nie zamienił się w wąską ścieżkę usianą gałęziami kamieniami, do tego wiódł mocno pod górę. Pchając rower docieram na granicę, a tam niespodzianka- szczyt Baranie (754). Odzyskałem zasięg, więc telefon się wścieka i muszę dzwonić tu i tam. Zjeżdżam żółtym szlakiem do Olchowca. Trochę błota, kamienie, gałęzie, a opony dają radę. Po drodze okazuje się, że jechałem Magurskim Parkiem Narodowym. Dalsze drogi już znałem: Olchowiec-Ropianka-Chyrowa-Iwla-Teodorówka-Dukla-Równe i zjeżdżam na boczną drogę. Tyłem roweru dziwnie buja, jak w fulu. Musiałem najechać na coś kolczastego, bo powietrze zwiało. Dotarłem do Wrocanki i pod sklepem zmieniłem dętkę i zjadłem co nie co. Czas ruszać dalej: Głowienka-Krosno-Odrzykoń-Czarnorzeki. Między 130, a 150 km dopadł mnie kryzys, a chłód jaki się pojawił też nie pomagał. Jadę do Wysokiej Strzyżowskiej przez Węglówkę. Dalej w stronę Strzyżowa przez Gbiska. Koniec już po płaskim: Strzyżów-Glinik Zaborowski i Charzewski-Zaborów-Nowa Wieś-Czudec-Wyżne-Babica-Lutoryż-Boguchwała-Zwięczyca/Zalew/Rzeszów. Wyjazd bardzo udany, choć pomysł z jazdą w terenie był szalony- mimo tego nie było tak źle.
Everytrail

No to seria fotek na początek.
Kościół w Lutczy z XV wieku- remont generalny. © miciu222145

Odpoczynek pod Prządkami. © miciu222145

0,5 bara ponad limit :( © miciu222145

Opuściłem już Krosno. © miciu222145

Beskid Niski z Cergową. © miciu222145

Wrocanka- kapliczka. © miciu222145

Wrocanka- Kościół z kominem z XVIII wieku. © miciu222145

Leniwe wiatraki mnie śledzą. © miciu222145

Wietrzno- Kościół z XVIII wieku. © miciu222145

Dzwonnica do kompletu. © miciu222145

Pustelnia Św. Jana z Dukli. © miciu222145

Widok przy wychodzeniu jest całkiem zacny. © miciu222145

Pustelnia Św. Jana. © miciu222145

Mały dąb. © miciu222145

Po Słowackiej stronie. © miciu222145

Uziemiony na zawsze. © miciu222145

Czołgi dwa- dosyć znane. © miciu222145

Niemcy pokonani. © miciu222145

Polne czołgi. © miciu222145

Ile na zdjęciu jest czołgów ? Podpowiedź: nie miliard :D © miciu222145

Dajcie mi hełmofon. © miciu222145

Czołg tu... © miciu222145

czołg tam :D © miciu222145

Osy czołgowe. © miciu222145

Vysna Pisana i niespodzianka- czołgi. © miciu222145

Zielony na granicę- idealny dla slicków. © miciu222145

Baranie (754) i wieża widokowa. © miciu222145

Opuszczam Olchowiec. © miciu222145

Chyrowa- Kościół z XVIII wieku. © miciu222145

Skutki jazdy w terenie. © miciu222145

Zamek Kamieniec i Sucha Góra. © miciu222145
Dystans63.60 km Teren8.00 km Czas02:58 Vśrednia21.44 km/h VMAX57.00 km/h Podjazdy596 m
Temp.30.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Trochę pieszo, trochę rowerem.
Kategoria Słowacja, Pieniny
Na początek trasa przebyta pieszo. Wyruszyłem ok. 6:30 przy pięknej pogodzie. W Krościenku odnalazłem szlak niebieski i nim zacząłem wędrówkę na Trzy Korony. Na szlaku poza pewnym małżeństwem, nie spotkałem nikogo. Trasę przeszedłem bardzo sprawnie. U celu musiałem ponownie się przemóc i pokonać lęk wysokości. Wbiłem się na platformę widokową- widoku nie da się opisać słowami. Dalej szedłem niebieskim szlakiem, którym dotarłem do Zamku Pieniny. Szlak dalej prowadził na Sokolicę i był o wiele bardziej wymagający i niż dotychczas. Po drodze wszamałem zakupionego oscypka i spotykając kolejnych piechurów, wędrowałem na Sokolicę. Trochę dreptania po skałach i dotarłem na miejsce. Akurat wycieczka szkolna opuściła punkt widokowy, więc bez przeszkód mogłem podziwiać widoki. W dalszą drogę ruszyłem już zielonym szlakiem w stronę Krościenka. Nie wiem, co było gorsze: podejścia, czy zejścia. Pokonałem pieszo 15,8 km, w 5:20 h i pokonałem 955 m przewyższeń. O godzinie 11:30 spałaszowałem obiad w Krościenku i udałem się na 2. godzinną drzemkę :)
Około 15 ruszyłem ponownie na trasę, tym razem rowerową. Pojechałem w stronę Szczawnicy, a tam dalej wzdłuż Dunajca do granicy. Wjechałem na asfalt i tak po kilku kilometrach dotarłem do Leśnicy. Długim, 12 % podjazdem dotarłem na Przełęcz pod Tokarnią. Chwila wytchnienia na szczycie i już pędziłem długim zjazdem w stronę Velkego Lipnika. Przez Haligovce dotarłem do Cervenego Klastoru. Przejechałem kładką na polską ziemię i pojechałem przez Sromowce Niżne i Sromowce Wyżne do Niedzicy Zamku. Odwiedziłem zaporę, zamek i stwierdziłem, że pora wracać. Wracałem przez Słowację: Lysa nad Dunajcom, Spisska Stara Ves i ponownie dotarłem do Cervenego Klastoru. Czerwonym szlakiem wzdłuż Dunajca dotarłem do Szczawnicy. Jeszcze tylko kilka, a dokładnie, to 6 kilometrów i dotarłem na miejsce noclegu.
Everytrail

Spacerek.
Everytrail

Fotki z wycieczki pieszej.
W drodze na Trzy Korony. © miciu222145

Trzy Korony- widok na Czerwony Klasztor. © miciu222145

Warto było tu przyjść. © miciu222145

Bł. Kinga- Zamek Pieniny. © miciu222145

Znany widok- Sokolica. © miciu222145

Wycieczka rowerowa.
Podjazd na Przeł. pod Tokarnią. © miciu222145

Coś zjechało na drogę. © miciu222145

Na zaporze w Niedzicy. © miciu222145

Zamek. © miciu222145

Trzy Korony- fotka z drogi na Słowacji. © miciu222145
© 2017 Exsom Group, LLC. All Rights Reserved. Terms of Service · Privacy Policy · DMCA · System Status