Wpisy archiwalne w kategorii
100 i więcej
| Dystans całkowity: | 45752.60 km (w terenie 2269.00 km; 4.96%) |
| Czas w ruchu: | 2218:07 |
| Średnia prędkość: | 20.63 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 84.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 342293 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 207 (103 %) |
| Maks. tętno średnie: | 167 (83 %) |
| Suma kalorii: | 798037 kcal |
| Liczba aktywności: | 369 |
| Średnio na aktywność: | 123.99 km i 6h 00m |
| Więcej statystyk | |
Dystans105.81 km Czas07:10 Vśrednia14.76 km/h VMAX50.98 km/h Podjazdy786 m
Sezon 21. Odcinek 089/5698. Hiszpania 06. "Czar prysł".
O poranku opuszczamy nasze włości i kierujemy się na południe. Podjazdów zdecydowanie mniej, więc i więcej przejedziemy. Natrafiamy na miejsce, gdzie bociany opanowały każde drzewo, każdy słup i stację przeładunkową kolei. Czegoś takiego nie widziałem w Polsce, a jeździłem po terenach najbardziej "zabocianionych". Z Afryki, to nie miały daleko, a może w ogóle tam nie latają, bo tu mają ciepło? Jak jedziemy na południe, to musimy trafić na Gibraltar. Taki skrawek Europy pod zarządem Brytyjskim. Dla mnie miejsce trochę takie tajemnicze, które zawsze chciałem odwiedzić. Oto jestem. Sam dojazd nieco rozczarował- główne drogi, porty przeładunkowe, rafinerie. Smród i hałas, mało przyjemnie. Pora na najdziwniejszą granicę jaką przekraczałem. Na rowerkach boczkiem, szybka kontrola i wjeżdżamy na pas startowy tutejszego lotniska. Lotnisko, które jest jednym z najgorszych do lądowania na świecie- tak twierdzą piloci. Później czar pryskał jeszcze bardziej- korki, ciasna zabudowa, tłumy turystów. Rozbolała mnie głowa z tego zgiełku, ale jedziemy dalej. Może i błądzimy, może i wkurzamy wyrozumiałych kierowców, ale jedziemy skutecznie na skraj Europy. Wreszcie pojawia się Point of Europe, czyli zabytkowa latarnia morska. Jednak moją uwagę przykuwa powiewająca Polska flaga, tutaj na skraju kontynentu, z dala od domu. Wisi ona na pomniku upamiętniającym ofiary katastrofy lotniczej z 1943 roku. Zginął wtedy m.in. Gen. Sikorski. Chwila zadumy, trochę zdjęć, rzut oka na Afrykę i ruszamy w stronę Hiszpanii. Idzie nam o wiele sprawniej, a pas rowerowy na przejściu granicznym tylko przyspiesza opuszczenie Gibraltaru-można tutaj wjechać na dowód osobisty. W najbliższym mieście zatrzymujemy się na obiad i kierujemy się w stronę Estepony. 3 km strasznie głównej drogi uświadomiło nam, że będzie ciężko. Później droga była wcale nie lepsza. Kombinowaliśmy jak się da by nią nie jechać- głównie nadmorskimi deptakami, ale też chodnikami, czasem niestety nie było alternatywy. Jesteśmy na wybrzeżu- miasto za miastem, terenów pod namiot próżno szukać, więc decyzja jest tylko jedna. Grzesiek odpala Bookinga i szukamy noclegu. Znalazł się i znowu jesteśmy w samym centrum miasteczka. Wieczorem idziemy na kolację do knajpy, która jest w tym samym budynku. Pora spróbować czegoś lokalnego.

Chyba źle skręciliśmy. © miciu222145

Patodeveloperka w Hiszpanii. © miciu222145

Mało pocztówkowo, Gibraltar. © miciu222145

Skała Gibraltarska. © miciu222145

Przez pas startowy na Gibraltarze. © miciu222145

Point of Europe, Gibraltar. © miciu222145

Polski akcent na Gibraltarze. © miciu222145

Afryka na horyzoncie, Gibraltar. © miciu222145

Ostatnie spojrzenie na Point of Europe. © miciu222145

Uliczki Estepony, Hiszpania. © miciu222145

Paella z owocami morza- kraby, małże, ostrygi i krewetki. © miciu222145

Schody dla trzeźwych, lokum w Esteponie. © miciu222145

Chyba źle skręciliśmy. © miciu222145

Patodeveloperka w Hiszpanii. © miciu222145

Mało pocztówkowo, Gibraltar. © miciu222145

Skała Gibraltarska. © miciu222145

Przez pas startowy na Gibraltarze. © miciu222145

Point of Europe, Gibraltar. © miciu222145

Polski akcent na Gibraltarze. © miciu222145

Afryka na horyzoncie, Gibraltar. © miciu222145

Ostatnie spojrzenie na Point of Europe. © miciu222145

Uliczki Estepony, Hiszpania. © miciu222145

Paella z owocami morza- kraby, małże, ostrygi i krewetki. © miciu222145

Schody dla trzeźwych, lokum w Esteponie. © miciu222145
Dystans100.38 km Czas03:58 Vśrednia25.31 km/h VMAX62.00 km/h Podjazdy1071 m
Sezon 21. Odcinek 079/5688. "Góry, góreczki".
Myślę, że już czas na jakieś konkretniejsze wyjazdy :) Może i szału nie było, bo wiało i to zimnem, ale całkiem sprawnie się jechało: Rzeszów, Racławówka, Zgłobień, Nockowa, Olimpów, Bystrzyca, Nawsie. Krótkie rozpoznanie i ruszam drogą, którą jeszcze nie jechałem- ależ ona była cudna. Wiła się w dół, rozpraszając pięknymi widokami. Troszkę pod górę i docieram do Dobrzechowa. Przekraczam Wisłok i jadę do Strzyżowa. Dalej już klasycznie przez Zaborów, Czudec, Niechobrz, do Rzeszowa.

Z widokiem na Pogórze. © miciu222145

Odkryłem nową drogę(z prawej), średnio szosową. © miciu222145

Trasa widokowa. © miciu222145

Z widokiem na Pogórze. © miciu222145

Odkryłem nową drogę(z prawej), średnio szosową. © miciu222145

Trasa widokowa. © miciu222145
Dystans100.50 km Czas03:47 Vśrednia26.56 km/h VMAX54.07 km/h Podjazdy589 m
Sezon 21. Odcinek 071/5680. "Może i wiało".
Mimo to, jechało się całkiem znośnie: Rzeszów, Zaczernie, Rogoźnica, Lipie, Bratkowice, Dąbry, Krzywa, Cierpisz, Ruda, Kamionka, Sędziszów Młp., Olchowa, Będziemyśl, Błędowa Zgłobieńska, Zgłobień, Niechobrz, Racławówka, Rzeszów.

Zalew w Kamionce. © miciu222145

Okolice Zgłobnia. © miciu222145

Zalew w Kamionce. © miciu222145

Okolice Zgłobnia. © miciu222145
Dystans100.80 km Czas03:58 Vśrednia25.41 km/h VMAX50.77 km/h Podjazdy609 m
Odcinek 283/5544. "Coś nie żarło".
Miała być Dębica, ale jakoś nie szło, a właściwie nie jechało. Do Ropczyc jeszcze jako tako z fajną średnią. Później coś zdechło: Rzeszów-Bratkowice-Cierpisz-Ruda-Kamionka-Żdżary-Ropczyce-Góra Ropczycka-Iwierzyce-Zgłobień-Racławówka-Rzeszów.
Dystans128.36 km Czas04:56 Vśrednia26.02 km/h VMAX64.87 km/h Podjazdy1262 m
Odcinek 242/5503. "Uje!@ła Micia pszczoła".
Trzeba się gdzieś ruszyć, póki jeszcze jest pogoda. Wieje i to właśnie z wiatrem musiałem się zmagać przez połowę trasy: Rzeszów-Kraczkowa-Albigowa-Markowa. Jakieś ustrojstwo wleciało mi pod pasek od kasku koło brody i tak upieprzyło, że po 10 h wciąż boli, myślałem, że mi łeb urwie na początku. W Białobokach odbijam na Siennów i tak docieram do Pruchnika. Później na Helusz i wylatuję na głównej drodze w Babicach- tam odbijam nad San. Przez Wybrzeże i Bachórz docieram do stacji benzynowej w Dynowie, pora na przerwę. Teraz kilka kilometrów główną aż do zjazdu na Futomę i tak w szybkim tempie docieram do Błażowej. Potem na Borek, Czerwonki i do Tyczyna. Stąd już do Rzeszowa przez Białą. Napęd spisywał się dobrze, gdyby tylko mechanik nasmarował mi kółeczka od przerzutki, to by nie piszczały jak powalone. Reklamacja :D

Jesień niechybnie. © miciu222145

Pogórze głównie Przemyskie. © miciu222145

Zabudowa w Pruchniku. © miciu222145

San w Babicach. © miciu222145

Droga poszła swoją...drogą, czyli w stronę Sanu. © miciu222145

Kładeczka nad Sanem, Wybrzeże. © miciu222145

Jesień niechybnie. © miciu222145

Pogórze głównie Przemyskie. © miciu222145

Zabudowa w Pruchniku. © miciu222145

San w Babicach. © miciu222145

Droga poszła swoją...drogą, czyli w stronę Sanu. © miciu222145

Kładeczka nad Sanem, Wybrzeże. © miciu222145
Dystans106.18 km Czas04:04 Vśrednia26.11 km/h VMAX44.85 km/h Podjazdy554 m
Odcinek 236/5497. "Nad Nil".
Jako, że na północ rzadko się wybieram, to właśnie dzisiaj się tam wybrałem- chociaż pogoda była idealna na coś cięższego. Chłodno, czasem mżawka, całkiem milusio: Rzeszów-Rudna Wielka-Lipie-Głogów Młp.-Przewrotne-Raniżów-Kolbuszowa. To właśnie to miasteczko leży nad Nilem :D Pora wracać, a że się przeciro, to i coraz cieplej: Domatków-Cierpisz-Dąbry-Bratkowice-Rudna Wielka-Rzeszów. Nowe oponki od francuskiego producenta dały radę :)

Krokodyl nad Nilem :D © miciu222145

Krokodyl nad Nilem :D © miciu222145
Dystans128.45 km Teren1.00 km Czas04:59 Vśrednia25.78 km/h VMAX59.98 km/h Podjazdy1312 m
Odcinek 229/5490. "Na południe".
Jak zwykle wstałem za wcześnie, czyli jak do pracy. Rześkie 17 stopni zachęcało do jazdy- później podchodziło pod 34. Jak na południe, to podjazd za podjazdem, na rozgrzewkę Roch, a później Borówki z Chmielnika. Później przez Grzegorzówkę i Laskówkę do Dynowa. W przyjemnym chłodku od Sanu przez Nozdrzec do Dydni. Przerwa pod sklepem i uderzam na Wydrną. Zakazy wjazdu nie napawają optymizmem, ale zdążyli mi położyć nowy asfalt. Serpentynami do Izdebek, a na Hłudno objazdem. Kierunek mało wesoła Wesoła- wspinaczka na Ujazdy i zjazd do Błażowej. W Nowym Borku odbijam jeszcze na Czerwonki i przez Hermanową oraz Tyczyn docieram do domu.

Rzeszów z Rocha o poranku. © miciu222145

Jeździć, obserwować. © miciu222145

Hłudno- zamawiałem asfalt :D © miciu222145

Rzeszów z Rocha o poranku. © miciu222145

Jeździć, obserwować. © miciu222145

Hłudno- zamawiałem asfalt :D © miciu222145
Dystans100.18 km Czas03:43 Vśrednia26.95 km/h VMAX58.73 km/h Podjazdy790 m
Odcinek 213/5474. "Byle do przodu".
Tak nie bardzo wiedziałem gdzie jechać, więc kombinowałem na bieżąco: Rzeszów-Albigowa-Husów-Tarnawka-Szklary-Grzegorzówka-Borówki-Chmielnik-Tyczyn-Rzeszów. Zdjęć nie ma, bo jakoś nic mi w oko nie wpadło.
Dystans110.32 km Czas07:25 Vśrednia14.87 km/h VMAX40.14 km/h Podjazdy770 m
Odcinek 206/5467. Bałkany '24. 15. "Budapeszt".
Noc z tych lepszych, chociaż nad ranem zaczęło wiać i nie chciało przestać. Na szczęście głównie w plecy. Przed nami szlak Balaton-Budapeszt, więc dopóki będziemy się go trzymać, dopóty będzie jakaś infrastruktura dla nas. I jechało się całkiem fajnie, aż do jeziora Velence. Tam nieco zmodyfikowaliśmy trasę, bo szlak prowadził strasznie naokoło, a nas troszkę ograniczał czas. Jak to przed stolicą ruch bardzo duży, ale już w samym Budapeszcie zjeżdżamy nad Dunaj, gdzie odwiedzamy jakąś knajpę. Jedzenie może nie najtańsze, ale za to średnie :D Pora zmierzyć się z kolejną stolicą i zaglądnąć do centrum. Ostatnio to byłem tutaj na dworcu. Jak zwykle zamieszanie, jazda pod prąd, to na czerwonym- samo życie :D Kupujemy pamiątki i zbieramy się na dworzec, który nie wiadomo gdzie jest. Znajdujemy go jednak, a tam awaria informacji dla pasażerów. Żeby cokolwiek się dowiedzieć trzeba obskoczyć wszystkie stanowiska- piękna wizytówka przed ludźmi z całego świata. Nawet jeden francuz szukał u mnie pomocy, a ja sam nic nie wiedziałem, no szok. Autobus przyjechał 20 minut po czasie, a wyjechał jeszcze bardziej opóźniony. Jak zaczęliśmy z problemami, tak też skończyliśmy. Brak bagażnika na rowery, to pikuś, bo w luku bagażowym było miejsce. Grzesiek kupował bilet przez aplikację i nie zauważył, że aplikacja podsunęła Mu moje dane. Dlaczego? Bo wcześniej kupował bilety dla nas obu na kurs, który odwołano. Kierowcy stwierdzili, że nic się nie da zrobić i mogę jechać tylko ja. Ich zasranym obowiązkiem było po prostu sprzedać bilet, mimo, że było już po odjeździe. Nerwy, wkurwienie i samotna, nocna podróż do Rzeszowa. Dotarłem ok. 5 i z dworca pojechałem prosto do domu przespać się trochę. Co zrobił Grzesiek? Kupił bilet na autobus do Krakowa i dalej już pociągiem. Sprawa z Flixbusem w toku.
Małe podsumowanie.
Przejechaliśmy około 1530 km, w 14 pełnych dni, pokonaliśmy 11 815 m podjazdów. Odwiedziliśmy 5 krajów, z czego Macedonia i Grecja była dla mnie nowością. Albania i Macedonia, to totalna dzicz na drogach i kopcące Mercedesy w każdym możliwym wydaniu. Serbia ciut lepiej, jak małpy za kierownicą. Wszyscy ludzie na których trafiliśmy byli dla nas mili, na Węgrzech tylko na cyganów trzeba uważać. Bałkany pełne są porzuconych psów i kotów. Większość jest łagodna i chodzi, żebrając o jedzenie. Małe psy, czy koty atakują z różnych przypadkowych miejsc. Jak na tyle krajów, to wziąłem tylko Euro- w Albanii trochę wymieniłem, w Grecji nic nie robiłem. W Macedonii w pierwszym napotkanym sklepiku zapłaciliśmy albańskimi lekami, a Euro wymieniliśmy na Denary. W Serbii (Dinar) bankomat, to samo na Węgrzech (Lir). Większość zakupów opłaciłem Revolutem i jak zwykle bez problemów.

Już w Budapeszcie. © miciu222145

Nad Dunajem w Budapeszcie. © miciu222145

Wielka Hala Targowa, Budapeszt. © miciu222145

W centrum Budapesztu. © miciu222145

Niebo w ciasnych uliczkach Budapesztu. © miciu222145
Małe podsumowanie.
Przejechaliśmy około 1530 km, w 14 pełnych dni, pokonaliśmy 11 815 m podjazdów. Odwiedziliśmy 5 krajów, z czego Macedonia i Grecja była dla mnie nowością. Albania i Macedonia, to totalna dzicz na drogach i kopcące Mercedesy w każdym możliwym wydaniu. Serbia ciut lepiej, jak małpy za kierownicą. Wszyscy ludzie na których trafiliśmy byli dla nas mili, na Węgrzech tylko na cyganów trzeba uważać. Bałkany pełne są porzuconych psów i kotów. Większość jest łagodna i chodzi, żebrając o jedzenie. Małe psy, czy koty atakują z różnych przypadkowych miejsc. Jak na tyle krajów, to wziąłem tylko Euro- w Albanii trochę wymieniłem, w Grecji nic nie robiłem. W Macedonii w pierwszym napotkanym sklepiku zapłaciliśmy albańskimi lekami, a Euro wymieniliśmy na Denary. W Serbii (Dinar) bankomat, to samo na Węgrzech (Lir). Większość zakupów opłaciłem Revolutem i jak zwykle bez problemów.

Już w Budapeszcie. © miciu222145

Nad Dunajem w Budapeszcie. © miciu222145

Wielka Hala Targowa, Budapeszt. © miciu222145

W centrum Budapesztu. © miciu222145

Niebo w ciasnych uliczkach Budapesztu. © miciu222145
Dystans111.30 km Czas06:50 Vśrednia16.29 km/h VMAX38.04 km/h Podjazdy496 m
Odcinek 205/5466. Bałkany '24. 14. "Balaton".
Co było nie tak tej nocy? Otóż pod namiotem miałem kilka dziur jakiegoś zwierzątka. To właśnie zwierzątko próbowało się w nocy wydostać i skrobało w podłogę namiotu :D Kolejna noc do kitu. Ruszamy wzdłuż Dunaju do elektrowni atomowej w Paks. To by było na tyle jeśli chodzi o spokojną jazdę na dzisiaj. Dalej drogi już niekoniecznie były wyłącznie dla rowerzystów, a nawierzchnia i zachowania kierowców były bardzo słabe. Podjazdy jak były, to raczej niewielkie. Dotarliśmy wreszcie nad Balaton. Nadciągające chmury nie wróżyły nic dobrego, ale tylko pokropiło. Dostać się nad wodę, to jakiś koszmar. To jakieś tory, to dostęp ogrodzony i płatny. Plaża publiczna bidniutka, a zrujnowane ośrodki nie zachęcają żeby tutaj zostać. Chyba trafiliśmy w jakieś słabe miejsce, bo chyba nie wszędzie tak jest. Kolejny cel odhaczony, trzeba znaleźć jakieś boisko. Wjeżdżamy na szlak Balaton- Budapeszt i przy wiacie dla rowerzystów znajdujemy piękne boisko. Oczywiście jeszcze chwilowo zajęte. Mamy prąd i to w zasadzie tyle. Znwou chwilkę pada, ale to by było na tyle.

Nad Balatonem z burzami na horyzoncie. © miciu222145

Balaton zdobyty. © miciu222145

Burze poszły, zrobiło się ładnie. © miciu222145

Nad Balatonem z burzami na horyzoncie. © miciu222145

Balaton zdobyty. © miciu222145

Burze poszły, zrobiło się ładnie. © miciu222145































