Wpisy archiwalne w kategorii

Beskid Niski

Dystans całkowity:4464.98 km (w terenie 960.00 km; 21.50%)
Czas w ruchu:239:29
Średnia prędkość:18.64 km/h
Maksymalna prędkość:69.84 km/h
Suma podjazdów:58892 m
Maks. tętno maksymalne:192 (96 %)
Maks. tętno średnie:147 (73 %)
Suma kalorii:81670 kcal
Liczba aktywności:49
Średnio na aktywność:91.12 km i 4h 53m
Więcej statystyk
Dystans216.51 km Czas08:41 Vśrednia24.93 km/h VMAX64.00 km/h Podjazdy2200 m
Kalorie 4100 kcal Temp.22.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Gdzie koła poniosą.
Ustawiłem się z Zukim i Koną na 8. Miał być wypad na Suchą Górę, może do Dukli. Było ładnie, ale cholernie wiało, mimo tego plan zmieniał się i wyszło tak jak wyszło :D Jedziemy przez Boguchwałę, Babicę i Wyżne do Połomii. Tam odbijamy na niezły podjazd w stronę Glinika Charzewskiego. Jedziemy szczytem i zjeżdżamy w Żarnowej. W Strzyżowie robimy postój- wreszcie mam co pić, bo jak zwykle czegoś musiałem zapomnieć. Teraz boczną drogą przez Markuszową aż do Frysztaka. Czeka nas kolejny konkretny podjazd, na Warzyce tym razem. Zjeżdżamy do Jasła i kierujemy się na Nowy Żmigród- droga monotonna, a i ruch duży. Później jedziemy przez Kąty do Krempnej, zaliczając Przełęcz Hałbowską. Jesteśmy w Beskidzie Niskim. Kolejny dłuższy postój- nie podobają mi się pojawiające się chmury. Jedziemy w stronę Polan i źle sobie skręcamy, chyba zmylił nas świeży asfalt. Gdyby nie koniec asfaltowej drogi, to wylądowalibyśmy na Słowacji. Wracamy i jedziemy przez Chyrową do Iwli- wreszcie mamy wiatr w plecy. Dopada mnie kryzys i uciekają mi chłopaki na drodze do Dukli. Jedziemy główną drogą i znowu przelatujemy skręt, ale zjeżdżamy kawałek dalej na Głowienkę i do Krosna. Źle się dzieje- zaczyna kropić, do tego nie możemy się wydostać z miasta. Z pomocą przychodzi gps i już po chwili w strugach deszczu wspinamy się pod zamek w Odrzykoniu. Podejmujemy decyzję, że jedziemy w deszczu, bo inaczej noc nas zastanie. Na zjeździe z Czarnorzek do Węglówki przez ten cholerny deszcz wpadam na pełnej prędkości w wyrwę w asfalcie. Wyrwało mi z rąk kierownicę, ale jakoś ją złapałem, bo nie byłoby co zbierać. W tylnym kole coś walnęło, ale kręci się, to jadę dalej. Na drodze do Krasnej kierowcy dają popis swojej głupoty, wciąż pada. Docieramy do Lutczy i jedziemy główną drogą do Niebylca. W samym Niebylcu już nie pada, więc chwilę czekamy i gadamy z napotkanym szosowcem. Ruszamy dalej- znowu pada. Przez Połomię, Wyżne do Lubeni- deszcz już tylko kropi. Na początku deszcz denerwował, później nie przeszkadzał, a na koniec był nam obojętny. Docieramy do Rzeszowa jeszcze za dnia. Dobrze, że miałem ze sobą koszulkę z długim rękawem i i Buffa, bo w tym deszczu, to mym chyba umarzł :D
Droga Jasło- Nowy Żmigród
Droga Jasło- Nowy Żmigród © miciu222145
Podjazd z Kątów z Grzywacką w tle. Kona świruje
Podjazd z Kątów z Grzywacką w tle. Kona świruje © miciu222145
Okolice Myscowej
Okolice Myscowej © miciu222145
Jest i Zuki
Jest i Zuki © miciu222145
Słowacja tuż, tuż
Słowacja tuż, tuż © miciu222145
Ze zjazdu do Chyrowej
Ze zjazdu do Chyrowej © miciu222145
Pod dukielskim muzeum
Pod dukielskim muzeum © miciu222145
Dukielskie eksponaty
Dukielskie eksponaty © miciu222145
Zło nadciaga- Czarnorzeki
Zło nadciaga- Czarnorzeki © miciu222145
Dystans91.79 km Czas03:49 Vśrednia24.05 km/h VMAX61.00 km/h Podjazdy1210 m
Kalorie 1900 kcal Temp.18.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Jak w solarium.
Kategoria Beskid Niski
Po powrocie do domu, okazało się, że bardzo ładnie mnie opaliło :D
Rano przymrozek, do tego rower pakuję bez powietrza, ogarnę to na miejscu.
Startuję tuż po 10 i już ładnie przygrzewa. Z Gorlic jadę do Szymbarku, gdzie skręcam na Bielankę. Mozolne zdobywanie wysokości jest idealne na rozgrzewkę, tylko dlaczego pod wiatr?
Na szczycie obserwuję jeszcze śnieg na wzgórzach w oddali. Zjeżdżam do Łosi i kieruję się na Ropę. Dalej odbijam na Brunary i następnie na Uście Gorlickie. Później wybieram kierunek na Wysową- nie wiem po co, bo omordowałem się tylko pod wiatr. W Blechnarce asfalt zaczął zanikać, więc wracam- wreszcie złapałem wiatr w żagle. Z Uścia Gorlickiego jadę do Kwiatonia, gdzie pod cerkwią robię sobie przerwę. Wcześniej jednak mogę podziwiać bociana czarnego- strasznie płochliwa bestia. Wracam kawałek i podjeżdżam przez Oderne do Nowicy. Po drodze dopadam liska lezącego sobie rowem- dostrzegł mnie w ostatniej chwili :D Zaliczyłem najgorszy podjazd dnia i jestem na Przełęczy Małastowskiej. Gadam chwilę z napotkanym rowerzystą i jedziemy w stronę Gorlic. Na serpentnach trochę mi dojechał, ale później byłem już tylko znikającym punktem. Cały czas powyżej 40 km/h, więc momentalnie dotarłem na miejsce skąd startowałem.

Psikus na początek
Psikus na początek © miciu222145
Okolice Bielanki
Okolice Bielanki © miciu222145
W oddali śnieg :D
W oddali śnieg :D © miciu222145
Cerkiew w Czarnej
Cerkiew w Czarnej © miciu222145
Smolony bociek
Smolony bociek © miciu222145
Cerkiew w Kwiatoniu
Cerkiew w Kwiatoniu © miciu222145
Chodzi liseł koło drogi
Chodzi liseł koło drogi © miciu222145
Widok z Przysłopu
Widok z Przysłopu © miciu222145

Dystans69.57 km Teren50.00 km Czas04:14 Vśrednia16.43 km/h VMAX51.00 km/h Podjazdy1220 m
Kalorie 2200 kcal Temp.8.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Przednia zabawa.
Kategoria Beskid Niski
Z racji na to, że jak na listopad, to zapowiadała się całkiem dobra pogoda, to można by wyskoczyć w jakieś górki. Mimo, że z rana miało padać, to na wyjazd zdecydował się Kona i Artur. Wyruszamy z Rzeszowa przed 7 w deszczu, na miejscu, czyli w Foluszu jesteśmy po 8. Już nie pada, ale mocno wieje i na błoto na pewno możemy liczyć. Kawałek jedziemy w złą stronę, ale wracamy się na niebieski szlak rowerowy w stronę Świątkowej Wielkiej. Na początek dość długi podjazd resztkami asfaltu, dobrze, że pojawiło się słońce, bo czeka nas zjazd. Bardzo fajnie się jechało po wodzie, błocie i szutrze :D W Świątkowej odbijamy w stronę Ożennej i skręcamy na Nieznajową. Błota i wody pod dostatkiem, co niezmiernie cieszyło Konę, który w amoku zabawy uszkodził sztycę i siodełko gibało się w przód i tył. Przejeżdżamy przez Wisłokę 5 razy, do tego sporo błota i mokre buty, nadal jest fajnie. Odbijamy na przeł. Długie, gdzie Kona naprawia siodełko elektrycznym pastuchem.
Chwilkę padało, ale cały czas jedziemy w stronę Grabu i Ożennej. Wbijamy do Parku i zjeżdżamy na zielony szlak. Trochę pod górę, ale ogólnie w kupie liści, które przykrywały błoto. Docieramy na Wysokie, gdzie robimy przerwę. Widoki całkiem spoko, ale zjazd jest jeszcze lepszy. Ostro w dół, po warstwie błota i śliskiej trawie. Jakoś docieramy do zmęczonego asfaltu i jedziemy do Krempnej. W Kotaniu skręcamy na Desznicę i jedziemy szlakiem rowerowym koloru czerwonego. W lesie szlak znika i musimy improwizować, a łatwo nie było. Ostatecznie docieramy do Brzezowej i jedziemy do Mrukowej. Polnymi drogami jedziemy na Folusz, ale na sam koniec droga znika i pojawia się podmokła łąka :D Wycieczka zakończona sukcesem. Po 15 jesteśmy już w drodze powrotnej.
Większe zdjęcia?  PPM->Pokaż obraz :)

Podjazd z Folusza.

Okolice Świątkowej.

Przeprawa przez Wisłokę.

Mokre buty, to za mało.

Przełęcz Długie.

Na Przełęczy Długie.

Profesjonalna naprawa.

Na zielonym szlaku.

Wysokie- panoramka.

Wysokie raz jeszcze.

Kotań i tamtejsza cerkiew.

Dystans509.73 km Czas20:48 Vśrednia24.51 km/h VMAX66.00 km/h Podjazdy4300 m
Kalorie 9400 kcal Temp.12.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Pętelka.

Jakiś czas temu znajomy, któremu Andrzej na imię, wpadł na dość karkołomny pomysł. Wyznaczył trasę 500 kilometrową i wyznaczył 24 godzinny limit na jej przejechanie. Większość trasy była nam znana, zapoznaliśmy się z nią podczas dwudniowego rekonesansu. Ostatnio się oszczędzałem, bo nie wiedziałem jak sobie poradzę z tą trasą- z życiówką 241 km nie było najlepiej.
Wróciłem z pracy i próbowałem się przespać, marne 2 godziny lekkiej drzemki- budzę się z bólem głowy. Ile dam radę, tyle przejadę. Spakowałem się i ruszyłem na Rynek- akurat załapałem się na tyły ekipy jadącej na zbiórkę. 8 osób na rowerach, reszta w dwóch samochodach, był m.in. mechanik, masażysta, reporter i kierowcy :D Wybija północ- wyruszamy w stronę Świlczy i dalej aż do Ropczyc, gdzie odbijamy na południe w stronę Wielopola Skrzyńskiego i Wiśniowej, Noc wymaga skupienia podczas jazdy, ale jedzie się dobrze. Przez Frysztak do Lubli i dalej do Jasła. Odbijamy na Nowy Żmigród, by dalej jechać do Dukli. Pojawia się mżawka, do tego jakieś 12, może 13 stopni i zaczyna wiać. Teraz przeprawa drogą na Barwinek, a później wybitnymi dziurami na Jaśliska- robi się jasno, ale i tak niewiele widać. W Komańczy opuszczamy Beskid Niski i zagłębiamy się w Bieszczady. Tutaj łatwo nie będzie, mimo tego jedzie się dobrze. Podjazdy są konkretne, ale zjazdy są równie dobre. Docieramy do Cisnej i po krótkim postoju jedziemy dalej, czeka na nas Wetlina i Połoniny- gdzieś skryły się między chmurami, szkoda. Deszcz nie daje o sobie zapomnieć, do tego marzniemy, szczególnie na zjazdach. Po pokonaniu ostatnich serpentyn docieramy do Ustrzyk Górnych. W Kremenarosie jemy zupę, która bardzo skutecznie nas rozgrzewa i daje siłę do dalszych zmagań. Tutaj podejmujemy strategiczną decyzję i rozdzielamy się- z Andrzejem atakujemy 500 km, więc jedziemy dalej swoim tempem, a reszta jedzie ile może.
Do Lutowisk jedzie się fenomenalnie, do tego pojawia się słońce. W Ustrzykach Dolnych skręcamy na Przemyśl, jednak najpierw docieramy do Kuźminy- droga niby bez wielkich podjazdów, ale męczy niemiłosiernie. Docieramy do Birczy, gdzie jeszcze nie wiedziałem, że czeka nas najgorszy odcinek wyjazdu. Na początek ostre serpentyny, a zamiast karkołomnego zjazdu wleczemy się 30 km/ h za ciężarówką, ten zjazd się nam należał! Dalej było nie lepiej, bo ciągle pod górę. Jakieś 350 km i chyba dopadł mnie kryzys, miałem dość, chociaż głowa już nie bolała. W Przemyślu postój- Grzesiek robi mi masaż karku, barków, bo już boli niemiłosiernie. Jak ręką odjął, a po rozluźnieniu nóg poczułem się lepiej. Pora jechać dalej i wcale płasko nie jest, dopiero za Radymnem jest trochę lepiej. W drodze do Jarosławia Andrzej przebija tylne koło. Jest ciemno, my zmęczeni, wzywamy wóz techniczny, a co. W Jarosławiu omijamy obwodnicę niedostępną dla rowerzystów i przez to troszkę zwiedzamy miasto. Kierujemy się na Leżajsk, który omijamy obwodnicą i lecimy na Sokołów Młp.Jest świeżo po deszczu, więc pora na mgłę. W Raniżowie robimy postój z krótką drzemką, zasypiamy podczas jazdy, a to bezpieczne nie jest. Widoczność na kilka metrów, a my po 400 km wykazujemy totalny brak koncentracji. Docieramy jednak do Kolbuszowej, gdzie wjeżdżamy na główną drogę prosto na Rzeszów. Głogów Młp., Rudna Mała, Miłocin i batonik na wjeździe do miasta- tu mnie Andrzej rozwalił. Nareszcie, jedziemy na Rynek. W czasie nie zmieściliśmy się, ale co z tego, może jakbyśmy się wcześniej urwali i jechali po swojemu, to by się udało. Na Rynku powitanie, kilka łyków czegoś mocniejszego dla uczczenia tego wydarzenia i można wracać do domu. Super ekipa i mimo, że pogoda była fatalna, to jakoś to było i się udało przejechać taki kawał drogi. Cztery osoby z ekipy ukończyły etap o długości 400 km- szacun.
Nogi, ręce, barki bolą jak diabli, ale warto było.

W stronę Cisnej
W stronę Cisnej © miciu222145
Na podjeździe
Na podjeździe © miciu222145
Przed zjazdem do Cisnej
Przed zjazdem do Cisnej © miciu222145
Dystans53.28 km Teren30.00 km Czas03:30 Vśrednia15.22 km/h VMAX61.00 km/h Podjazdy1160 m
Kalorie 1860 kcal Temp.20.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Na odludziu.
Kategoria Beskid Niski
Miałem ochotę na samotny wypad, a Beskid Niski jest do tego idealny. Ściągnąłem trasę od Seby i pojechałem. Pochmurno, ale temperatura do jazdy idealna. Wyruszam z Tylawy szlakiem żółtym.
Żółtym z Tylawy
Żółtym z Tylawy © miciu222145
Początek spoko, za to później nie poznaję tych rejonów, a przecież byłem tu parę razy. Trawa większa ode mnie, ale da się w miarę jechać. Jeszcze tylko parę strumyków, nieistniejąca wieś Wilsznia i jestem w Olchowcu.
Cerkiew w Olhowcu raz jeszcze
Cerkiew w Olhowcu raz jeszcze © miciu222145
Teraz jadę do Polan- cisza spokój, zero ludzi.
Cerkiew w Polanach
Cerkiew w Polanach © miciu222145
Wbijam na szlak żółty, rowerowy nawet. Ciągle pod Górę, ale do samej Myscowej już pięknie w dół po kamyczkach.
Zjazd do Myscowej
Zjazd do Myscowej © miciu222145
Tu wydarzyło się coś mało fajnego. Ktoś drut ogradzający pastwisko wywlókł w poprzek drogi. Okręcił się wokół kasety i przerzutki, a hak na jego końcu zawadził o ramę- mogło być nie fajnie.
Tego się nie spodziewałem
Tego się nie spodziewałem © miciu222145
Tutaj też przebijam przednie koło, ale wymieniam pod niedalekim Kościołem w Myscowej. Bocznym asfaltem jadę do Kątów, gdzie czeka mnie wspinaczka Drogą Krzyżową. Tędy nie podjeżdżałem jeszcze na Grzywacką.
Krzyż na Grzywackiej
Krzyż na Grzywackiej © miciu222145
Widok z Grzywackiej
Widok z Grzywackiej © miciu222145
Jest łagodniej, ale dużo dłużej się jedzie. Na szczycie chwila odpoczynku i jazda czerwonym.
Okolice Grzywackiej
Okolice Grzywackiej © miciu222145
Widoki z czerwonego szlaku
Widoki z czerwonego szlaku © miciu222145
W sumie szlak do samej Chyrowej fajny, chociaż czasem mocno zarośnięte łąki, czy wycinka troszkę go psują. Spotykam jedynego turystę na szlaku- chwilę sobie gadamy i jadę dalej.
Szlak czerwony do Chyrowej :D
Szlak czerwony do Chyrowej :D © miciu222145
Cerkiew w Chyrowej
Cerkiew w Chyrowej © miciu222145
Z Chyrowej dalej czerwonym, ale jest już trochę inaczej- pojawiły się kamulce i powalone drzewa.
Zjeżdżam do pustelni Św. Jana z Dukli i główną do Tylawy.
Pustelnia Św. Jana z Dukli
Pustelnia Św. Jana z Dukli © miciu222145

Dystans56.38 km Teren30.00 km Czas03:50 Vśrednia14.71 km/h VMAX68.00 km/h Podjazdy1200 m
Kalorie 2000 kcal Temp.28.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Dolina śmierci.
Kategoria Beskid Niski, Słowacja
Weekend trzeba wykorzystać do bólu, a że pogoda dopisuje, to tym bardziej. Tytuł straszny, bo i miejsce takie jest- rozgrywały się tutaj ciężkie walki podczas II WŚ, zarówno po polskiej stronie jak i słowackiej. Samochody zostawiamy na granicy w Barwinku i ruszamy w składzie: Włochatke, Konałke, Piórek, Bartek i ja. Zimno nie będzie, upalnie, na pewno :D Wracamy kawałek i wbijamy na szlak niebieski- plan jest taki by wjechać na Baranie (754). Lekko pod górę jedzie się dobrze, ale hola, hola, zgubiliśmy szlak. Nic dziwnego, bo odbija jako zarośnięta i sponiewierana ścieżynka. W lesie jest duszno i stromo- nie będzie łatwo. Szlak graniczny to typowy interwał, czyli co podjedziemy, to zjedziemy i tak w kółko. Na zjeździe, gdzie Piórek zjeżdżał pierwszy, mieliśmy małą przygodę. Tuż przed Nim śmignęło coś wielkiego, jeleniowatego, następne tuż za Nim- zabiło by chłopa. Trzecie zwierzątko samo nie wiedziało kogo atakować :D Na Baranim włazimy na wieżę widokową, chociaż mając lęk wysokości mocno się strachałem.
Pora na zjazd na Słowację. Szlak zielony jest rewelacyjny- jednak mój przedni hamulec ledwo spowalnia. Swoje przejechał, trzeba jechać wolniej i tyle. Dobijamy do szlaku czerwonego w Vysnej Pisanej. Jedziemy do Kapisovej odwiedzając czołgi rozstawione po tutejszych łąkach- jest i źródełko dla spragnionych. Sotykamy młodego liska, który ucieka między rowerami, wariat mały. Przypieka ostro, a my nie mamy wyboru i jedziemy asfaltem, odwiedzając wcześniej jakąś knajpę, żeby coś wypić. Jedziemy do Krajnej Polany- na drodze co chwilę wahadła, ale światła nas nie interesują. Odbijamy na szlak zielony i jedziemy do Prikry. Mamy jechać żółtym, ale gdzie on jest? Odnalazł się na łące z trawą mojego wzrostu :D Wjeżdżamy do lasu, a tam nie dość, że duchota, to jeszcze nie koniecznie da się jechać. Jak do tej pory było sucho, tak na czerwonym, granicznym czeka nas odmiana. Spore bagienka rozorane przez kłady- które przyłapaliśmy na gorącym uczynku. Tym razem mamy sporo w dół, tylko, że po błocie :D Wieża przed Barwinkiem zamknięta, bo była jakaś impreza. I tak oto zakończyliśmy wypad i mimo, że praktycznie bez planu, to wyszło coś całkiem fajnego. W drodze powrotnej badanie trzeźwości- Pani policjantka była zdziwiona, że przy takiej pogodzie znaleźliśmy błoto :D


Podjazd na granicę.

Baranie- widok na Słowację.

Widok na Beskid Niski i Cergową.

Jestem Konałke i będę twoim przewodnikiem.

Wszędzie czołgi.

Odpalamy i ogień!


Kwiatuszek.

Jak dzieci :D

Słowackie remonty.

Przecieranie szlaku żółtego.

Pięknie tu.

Rozkmina.

No i kto to ogarnie?
Dystans170.00 km Czas06:20 Vśrednia26.84 km/h VMAX61.00 km/h Podjazdy1920 m
Kalorie 3800 kcal Temp.18.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Był sobie plan.
Zakładał on przejechanie trasy 500 km w dwa dni. Zebrała się ekipa 9 osób na rowerach z Polski i nie tylko oraz zabezpieczenie techniczne w samochodzie. Ruszamy o 5 zaraz po starcie Ultra maratonu, cholera, nie działa mi licznik- pewnie padł kabelek. Pogoda zapowiada się dobra, więc kierujemy się do Świlczy- za szybko jak na początek, ale tak sobie lecimy czwórką aż do Ropczyc. Na skrzyżowaniu obejrzałem się za siebie- gdy popatrzyłem przed siebie, to kolega był już tuż przede mną. Ratuje się hamowaniem, lecę przez kierę i kręcę parę fikołków. Na prawej goleni urosło mi drugie kolano, wybity bark, ogólnie poobijany. Na głowie pojawił się guz, którego znalazłem dopiero wieczorem, podczas mycia głowy. Jest guz, więc kask pęknięty- jednak się przydał. Do tego przytarta empetrójka, podarta bluza, a w rowerze podarte siodło i guma na manetce się poniszczyła. Wsiadam do auta, bo mam czas, to co będę do domu wracał. W Wielopolu kupuję zimne piwo i robię okłady na nodze. Tak docieram do Jasła, gdzie podejmuję decyzję o dalszej jeździe. Ogarniam rower i ruszamy w stronę Nowego Żmigrodu i Dukli, gdzie robimy przerwę obiadową. Przed Barwinkiem odbijamy na Komańczę i dziurami jedziemy w stronę Bieszczad. W Komańczy remonty, więc światła co kawałek- rowerom jednak czerwone nie straszne. Mocniejsze podjazdy nie robią na mnie wrażenia, mimo, że na dziurach nogę mi urywa, a bark boli niemiłosiernie. Jadę po swojemu i nie wiem czemu, zawsze jestem pierwszy. Docieramy do Cisnej, a to oznacza, że czekają nas dwie przełęcze. Smerek, Połoniny, Rawki- to wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, jest pięknie. Do Ustrzyk pędzimy zamroczeni pięknym zjazdem. Śpimy w Kremenarosie. Nie sądziłem, że w takim stanie przejadę ponad 130 km :)

Po wyjeździe z Rzeszowa.






Beskid Niski koło Nowego Żmigrodu.

Bieszczady tuż, tuż.

Przed Cisną.

Bieszczady :)

Na Połoninach śnieg.

Dystans105.61 km Teren2.00 km Czas04:12 Vśrednia25.15 km/h VMAX55.00 km/h Podjazdy1350 m
Kalorie 3800 kcal Temp.24.0 °C SprzętRadon R1- ten szybszy.
Polsko- słowackie szosowanie.
Długo zastanawiałem się, gdzie pojechać i po krótkiej wymianie wiadomości padło na Beskid Niski. Carina gotowa, to jadę po Magdę. Jednak panowie Policjanci postanowili zając mi trochę czasu- Miciołke tak bardzo trzeźwy :D Dojeżdżamy do Nowego Żmigrodu bez przygód, mamy do dyspozycji nawet otwarty sklep. Pogoda idealna, słońce, trochę chmur i ożywczy wiatr. Jedziemy w stronę Kątów i wspinamy się na Przeł. Hałbowską. Na górze spotykamy rowerzystę z Krakowa, który jedzie na Rajd Połoniny. Zjazd do Krempnej- Kotań-Świątkowa Wielka-Grab i Ożenna gdzie przekraczamy Granicę. Cudny zjazd do Niżnej Polianki i muzyka ze szczekaczek :D Później Vysna Polianka i..... koniec asfaltu. Jechałem tędy, ale nie pamiętam tego odcinka. Najpierw pod górę po upierdliwych kamieniach, później w dół, ale była alternatywna, polna droga. Jest i asfalt :) Becherow i w Koniecznej przekraczamy granicę i lądujemy w woj. Małopolskim. Zdynia i podjazd na Przł. Małastowska- poszło bardzo sprawnie. Spotykamy rowerzystę z Biecza i dosyć długo sobie rozmawiamy. Zjeżdżamy do Małastowa i w Sękowej odbijamy na Wapienne. Tylko lekko pod górę, ale jedzie się kiepsko. Rozdziele- skręcamy na główną drogę i tniemy prosto na Żmigród. Bardzo fajnie spędzony dzień, jazda bez napinki, no i te widoki. IMG_2374
Przecież byłem grzeczny.
IMG_2377
Kąty- widok na Grzywacką.
IMG_2379
Szerszy plan.
IMG_2380
Zdobywanie Przeł. Hałbowskiej.
IMG_2384
Podjazd pod granicę.
IMG_2386
Jest i Magda.
IMG_2388
Gdzieś wcięło asfalt.
IMG_2390
Konieczna- powrót do kraju.
IMG_2392
Dystans51.64 km Teren30.00 km Czas03:38 Vśrednia14.21 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy1250 m
Kalorie 1800 kcal Temp.18.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Nogi urywa, czyli Beskid Niski.
Kategoria Beskid Niski
Skusiłem się na wyjazd w Beskid Niski- zabrał się ze mną Seba, który zaplanował już trasę. Ruszamy z Ropy. Słonko ładnie świeci, a my po 0,5 km zaczynamy podjazd, ponad 4 km podjazdu. Seba zdycha, mi jedzie się nadzwyczaj dobrze. Skręcamy na szlak niebieski, tam apokalipsa- po wycince warunki tragiczne. Kombinujemy ostro, żeby się nie utopić. Po kilku kilometrach dobijamy do asfaltu- jest dobrze. Jednak szlak prowadzi nas znowu w teren. Wspinamy się na wzgórza ciągnące się wzdłuż Jeziora Klimkówka. Wspinamy = leziemy z buta :D Później robi się fajnie i można zdrowo śmigać aż do szlaku żółtego. Ten jest tak stromy, że ledwo da się zejść. Na ratunek przychodzi nam droga do zwózki, która docelowo prowadzi nas tam gdzie chcieliśmy, czyli do Uścia Gorlickiego. Małe zakupy i żółtym szlakiem wspinamy się do Odernego. Znowu lądujemy w terenie, właściwie, to jedziemy podmokłymi łąkami, a później singielkiem przez las. Atakujemy schronisko i kręcimy na Magurę Małastowską. Teraz mamy nagrodę za wszystkie podjazdy- szlak zielony :D Było trochę kłód i błota, ale można się było wyszaleć. Dla takich tras jedzie się w góry. Docieramy do szlaku żółtego i robi się jeszcze lepiej- duża stomizna, kamienie, liście i na końcu rzeka :D Oczywiście ląduję po kostki w wodzie. Plan obejmował dalszą jazdę żółtym, ale po obejrzeniu mapy stwierdzamy, że tam padniemy jak muchy. Nic, jedziemy asfaltem. Pod górę, a jakże. Mięśnie płoną, ale jedziemy przyzwoicie. Z Łosi zjeżdżamy fajnym zjazdem i jedziemy do Ropy. Muszę przyznać, że po takim weekendzie jestem ostro sponiewierany. IMG_2065
Kiepski początek.
IMG_2066
Na niebieskim szlaku.
IMG_2070
Uście Gorlickie- cerkiew.
IMG_2071
Oderne- Kościół.
IMG_2074
Chwila odpoczynku.
IMG_2075
Szlak żółty z Odernego.
DSC03296
Szlak żółty- gleba :D
IMG_2080
Schronisko na Magurze Małastowskiej.
IMG_2079
Miziaj mnie miziaj.
IMG_2084
Po kamyczkach przez Bielankę.
Dystans66.42 km Teren36.00 km Czas04:17 Vśrednia15.51 km/h VMAX60.00 km/h Podjazdy1300 m
Kalorie 2100 kcal Temp.20.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Jesień w Beskidzie Niskim.
Kategoria Beskid Niski
Plan na dzisiaj: start w Foluszu i ogień po Beskidzie Niskim. Najpierw jedziemy 10 km asfaltem do Rozdziela. Odnajdujemy szlak niebieski. Dopóki się da, to jedziemy, później kamienie i liście uniemożliwiają jazdę. Docieramy do szlaku zielonego. Jedziemy przez Ferdel i Barwinok, by dotrzeć do Rezerwatu Kornuty. Odwiedzamy skałki i jedziemy dalej przez Wątkową i Magurę już na szlaku czerwonym. Jedzie się ciężko z racji niespodzianek ukrytych pod grubą warstwą liści- jest dreszczyk emocji :D Dalej jedzie się bardzo fajnie i dopiero za Ostryszem odbijamy na szutrówkę do Desznicy. W Kątach robimy przerwę i zaczynamy podjeżdżać karę, czyli szlak czerwono- zielony na Grzywacką. Słońce przypieka jak w lecie- usmażyć się można. W końcu jest, jesteśmy pod wieżą widokową, która buja się jak prom na wzburzonym morzu. Odpoczywamy przy pięknych widokach 360 stopni- górki, góry i góreczki. Zjeżdżamy zielnym do Nowego Żmigrodu- jest ogień. Szukamy znowu szlaku zielonego- jest tak wszystko zamotane, że szok, ale odnajdujemy go.... by znowu go zgubić :D Wylatujemy w Samoklęskach i jedziemy do Mrukowej, tam znowu znowu wbijamy w teren.Polnymi drogami docieramy do Folusza, gdzie czeka na nas Artur, który był zmuszony wrócić z trasy. Co do samej trasy, to była mega fajna, są liście- są emocje :D Mimo małych pomyłek przy nawigowaniu, to wyszło całkiem fajnie. No i bez mandatu ....


Tykam Artura patykiem.

Na szlaku zielonym.

Kornuty.

Może pieczątkę ?

To jak jedziemy ?

Wracając na szlak.





W stronę Grzywackiej.

Piękne widoki.

Wieża na Grzywackiej.

Na wieży.

Tak się odpoczywa.

Gdzieś w polu.
© 2017 Exsom Group, LLC. All Rights Reserved. Terms of Service · Privacy Policy · DMCA · System Status