Dystans31.96 km Teren8.00 km Czas01:34 Vśrednia20.40 km/h
Pechowy wyjazd.
Najpierw
Najpierw
Pechowy wyjazd.
Najpierw działka, a później ok. 18 wybrałem się na rowerek jeszcze raz. Na mieście spotkałem Konę- Piotrka i pojechaliśmy w stronę Słociny: Słocina-lasem na Rocha-Za Górą-Magdalenka-kamienisty zjazd i przy ok. 35-40 km/h Piotrek dobija tyłem i rozcina dętkę w dwóch miejscach. Na szczęście maiłem łatki. U mnie dętka dosłownie wybuchła, więc założyłem nową, ale okazało się, że rozciąłem nową oponę :( Miała ok. 500 km przebiegu. Upchnałem kawałki dętki, żeby ta właściwa nie wyłaziła i pojechaliśmy tak: Chmielnik-Roch-Słocina/Rzeszów.


Najpierw działka, a później ok. 18 wybrałem się na rowerek jeszcze raz. Na mieście spotkałem Konę- Piotrka i pojechaliśmy w stronę Słociny: Słocina-lasem na Rocha-Za Górą-Magdalenka-kamienisty zjazd i przy ok. 35-40 km/h Piotrek dobija tyłem i rozcina dętkę w dwóch miejscach. Na szczęście maiłem łatki. U mnie dętka dosłownie wybuchła, więc założyłem nową, ale okazało się, że rozciąłem nową oponę :( Miała ok. 500 km przebiegu. Upchnałem kawałki dętki, żeby ta właściwa nie wyłaziła i pojechaliśmy tak: Chmielnik-Roch-Słocina/Rzeszów.


Dystans30.49 km Teren10.00 km Czas01:35 Vśrednia19.26 km/h
Z rana pojechałem umyć rower,
Z rana pojechałem umyć rower, a potem lajtowo: Zalesie/Serpentynka-matysówka-Roch-lasy na Słocinie-Słocina/Zalesie/dom.
kilka fotek z działki:

kilka fotek z działki:

Dystans100.30 km Teren30.00 km Czas04:37 Vśrednia21.73 km/h
Zapowiadała się upalna niedziela,
Zapowiadała się upalna niedziela, mimo tego na zawody w Sanoku nie pojechałem- zostały przeniesione na inny termin ze względu na powódź. pojechałem na rynek, a tam same koksy- w sumie było nas 7. obraliśmy kierunek na Wilcze, a oto szczegółowa trasa: Rzeszów-Budziwój-szutrem na Przylasek-szutrem do Straszydla- podjazd na Zimny Dział i tu Wojtuś upierniczył jarzemko w sztycy i czekała Go droga powrotna na stojaka przez ok. 25 km. Zostało nas już tylko 5, bo dwie osoby zrezygnowałymiędzy Przylaskiem, a Straszydlem. Jedziemy dalej przez las w stronę Blizianki-Poręby-Czarnotówki- tutaj ratuję jednego z dwóch napotkanych rowerzystów i pożyczam łatki. Jeszcze tylko podjazd i lądujemy na Patrii. Teraz czeka nas błotny zjazd przez las- uciapani docieramy do Błażowej. Przerwa pod sklepem i jedziemy dalej: Borek Nowy-Borek Stary-Tyczyn- tutaj Filip ucieka do domu i jedziemy dalej w czteroosobowym składzie: Tomek, Piotrek, Michał i ja. Hermanowa-Przylasek-Budziwój-Przyalsek :D-Budziwój-Rzeszów. Wypad był mega błotny, do tego upał dawał po tyłku, tym bardziej, że wcale się nie oszczędzaliśmy. Wieczorem pojechałem jeszcze do pracy.




Dystans8.70 km Czas00:28 Vśrednia18.64 km/h
Dystans53.08 km Teren3.00 km Czas02:07 Vśrednia25.08 km/h
Pogoda w końcu się uspokoiła,
Pogoda w końcu się uspokoiła, więc pojechałem umyć rowerek i miałem się lajtowo gdzieś przejechać, ale co było, to za chwilę: Rzeszów/Zalesie/Słocina-Malawa i tu spotkałem Azbesta i pojechaliśmy razem, jednak prędkość nie schodziła poniżej 30, a czasem 40 :D Kraczkowa-Strażów-Palikówka-Łukawiec-Terliczka-Trzebownisko-Załęże/Zalew/Lisia/dom.

Przed...

po myciu.

Wisłok szaleje- normalnie ten łuk stoi na betonowym brzegu.

Przed...

po myciu.

Wisłok szaleje- normalnie ten łuk stoi na betonowym brzegu.
Dystans6.13 km Czas00:20 Vśrednia18.39 km/h
Dystans21.74 km Czas01:04 Vśrednia20.38 km/h
Rano zimno, bo tylko 10
Rano zimno, bo tylko 10 st.: Rzeszów/Słocina/Zalesie/Drabinianka/Zalew/Lisia/praca/do domu w deszczu.
Dystans2.80 km Czas00:10 Vśrednia16.80 km/h
Dystans77.54 km Teren60.00 km Czas05:49 Vśrednia13.33 km/h
Temp.0.0 °C
19.lipca 2008 roku. Przywitał
19.lipca 2008 roku. Przywitał nas pochmurny poranek, jednak wraz z upływem czasu pogoda poprawiała się. Tego dnia ruszyliśmy na południe, a rozpoczęliśmy od wspinaczki na Pri Umretom i m.in. Diel.

Dalej jazdę mieliśmy kontynuować żółtym szlakiem, jednak źle skręciliśmy i gdy już przedarliśmy się przez las

bardzo fajną drogą,

wylądowaliśmy w miejscowości Podhorod, kilka kilometrów od ukraińskiej granicy. Krótka narada

i ruszamy do miasta Chonkovce, a tam musimy przeczekać burzę. Następne na trasie są Baśkovce i prowadząca z nich polna droga, po burzy było bardzo dużo błota

Dalej przez Jasenov

, Remetske Hamre i Potase, cały czas podjazdem do samego Morskiego Oka.

Kilka fotek i ruszyliśmy niebieskim szlakiem. Jednak znowu coś się zmodyfikowało i objechaliśmy jezioro dookoła. Musieliśmy nadłożyć sporo drogi na powrót, aż w końcu szlak się odnalazł.Niestety prowadził ostro pod górę po błotku przez Tri Table do Sninskiego Kamena

. Najgorsze było jeszcze przed nami- nie znaliśmy szlaku, a zaczęło się ściemniać.

W sumie mielismy 3 lampki, co było wynikiem bardzo skromnym, a mielismy jechać w totalnej ciemności i dziczy przez nieznaną ilość kilometrów. Zaczęliśmy jechać, ale przeważnie trzeba było uderzać z buta, a nawet targać rowery na ramieniu. Schodząc ze szczytu (1006) natrafialiśmy co chwilę na półki skalne z których podawaliśmy sobie rowery i powoli schodziliśmy dalej

. W pewnym momencie zrobiło się tragicznie- na naszej drodze pojawiła się kilkumetrowa ściana usłana korzeniami i skałami po których spływała woda. Alpinistami nie jesteśmy, ale daliśmy rade. Powoli zsuwaliśmy rowery, podając je sobie, a później sami zjeżdżaliśmy, by szczęśliwie wylądować na dole. Trzeba było jechać dalej przez nieogarnioną ciemność po kamieniach i błocie- parę glebiszczy się zdarzyło. Tak próbowaliśmy jechać, aż zgubiliśmy szlak. Dotarliśmy do rzeki i trzeba było zawrócić, na szczęście szlak był niedaleko. Jechaliśmy dalej, aż dotarliśmy do znanej nam asfaltowej drogi. Jednak czekał nas zjazd przez kilka kilometrów do Rybnik i Sniny. Było ciemno jak w d…ie, więc cały czas jechaliśmy na zaciśniętych hamplach. Już po chwili zapach palonyh klocków oznajmił nam, że Radek stracił jedyny hamulec, więc Marek pojechał prowadząc ten rower, a Radek i Artur zjechali we dwóch na klątwie- wyglądało to zajepiście. Pierwsze latarnie oznajmiły nam, że docieramy do cywilizacji. Na miejsce dotarliśmy ok. 23. Jeśli to była bajtowa traska, to strach pomyśleć jak wygląda hardkor w wydaniu Chmielika. Szybki prysznic i czekało nas grilowanko- karkówka i boczuś.

Dalej jazdę mieliśmy kontynuować żółtym szlakiem, jednak źle skręciliśmy i gdy już przedarliśmy się przez las

bardzo fajną drogą,

wylądowaliśmy w miejscowości Podhorod, kilka kilometrów od ukraińskiej granicy. Krótka narada

i ruszamy do miasta Chonkovce, a tam musimy przeczekać burzę. Następne na trasie są Baśkovce i prowadząca z nich polna droga, po burzy było bardzo dużo błota

Dalej przez Jasenov

, Remetske Hamre i Potase, cały czas podjazdem do samego Morskiego Oka.

Kilka fotek i ruszyliśmy niebieskim szlakiem. Jednak znowu coś się zmodyfikowało i objechaliśmy jezioro dookoła. Musieliśmy nadłożyć sporo drogi na powrót, aż w końcu szlak się odnalazł.Niestety prowadził ostro pod górę po błotku przez Tri Table do Sninskiego Kamena

. Najgorsze było jeszcze przed nami- nie znaliśmy szlaku, a zaczęło się ściemniać.

W sumie mielismy 3 lampki, co było wynikiem bardzo skromnym, a mielismy jechać w totalnej ciemności i dziczy przez nieznaną ilość kilometrów. Zaczęliśmy jechać, ale przeważnie trzeba było uderzać z buta, a nawet targać rowery na ramieniu. Schodząc ze szczytu (1006) natrafialiśmy co chwilę na półki skalne z których podawaliśmy sobie rowery i powoli schodziliśmy dalej

. W pewnym momencie zrobiło się tragicznie- na naszej drodze pojawiła się kilkumetrowa ściana usłana korzeniami i skałami po których spływała woda. Alpinistami nie jesteśmy, ale daliśmy rade. Powoli zsuwaliśmy rowery, podając je sobie, a później sami zjeżdżaliśmy, by szczęśliwie wylądować na dole. Trzeba było jechać dalej przez nieogarnioną ciemność po kamieniach i błocie- parę glebiszczy się zdarzyło. Tak próbowaliśmy jechać, aż zgubiliśmy szlak. Dotarliśmy do rzeki i trzeba było zawrócić, na szczęście szlak był niedaleko. Jechaliśmy dalej, aż dotarliśmy do znanej nam asfaltowej drogi. Jednak czekał nas zjazd przez kilka kilometrów do Rybnik i Sniny. Było ciemno jak w d…ie, więc cały czas jechaliśmy na zaciśniętych hamplach. Już po chwili zapach palonyh klocków oznajmił nam, że Radek stracił jedyny hamulec, więc Marek pojechał prowadząc ten rower, a Radek i Artur zjechali we dwóch na klątwie- wyglądało to zajepiście. Pierwsze latarnie oznajmiły nam, że docieramy do cywilizacji. Na miejsce dotarliśmy ok. 23. Jeśli to była bajtowa traska, to strach pomyśleć jak wygląda hardkor w wydaniu Chmielika. Szybki prysznic i czekało nas grilowanko- karkówka i boczuś.
































