Wpisy archiwalne w kategorii

Rumunia 2014

Dystans całkowity:1670.89 km (w terenie 32.00 km; 1.92%)
Czas w ruchu:88:17
Średnia prędkość:18.93 km/h
Maksymalna prędkość:65.00 km/h
Suma podjazdów:10160 m
Suma kalorii:46700 kcal
Liczba aktywności:14
Średnio na aktywność:119.35 km i 6h 18m
Więcej statystyk
Dystans127.70 km Teren3.00 km Czas07:05 Vśrednia18.03 km/h VMAX42.00 km/h Podjazdy710 m
Kalorie 3300 kcal Temp.34.0 °C
Dzień 4. Upał, górki i awaria.
Zapowiada się gorący dzień. jak zwykle zbieramy się koło 9. Początek płaski, ale pod koniec dnia pojawiają się podjazdy i to konkretne. Jeden z naszych nowych towarzyszy narzeka na kolano, ale twardo jedzie dalej. Jako, że jest upalnie, to praktycznie przy każdym większym sklepie mamy postój, głównie na browara. Teren górzysty, więc ciężko znaleźć coś dobrego na nocleg. Podczas przejazdu przez łąkę zaliczam kolca z boku opony. Ściemnia się, więc chłopaki szukają dalej miejscówki, a ja zostaję sam z wymianą dętki. Tutaj pojawił się problem. Podczas zakładania koła wcisnąłem przedni hamulec- trzeba rozepchnąć klocki. Udało się, ale przesunęła się sprężynka między klockami i tarcza ją sponiewierała. Wyjąłem klocki i tym oto sposobem zostałem z jednym hamulcem. Góry i obładowany rower z tylnym hamplem, to kiepskie połączenie. Znajdujemy nocleg ze świetnym widokiem, nie mam już ochoty na naprawę.




Ruiny kościoła.

Wyścig z małym Rumunem.

Szukamy noclegu.

Awaria- początek.

Nocleg w górach.



Dystans140.80 km Teren2.00 km Czas06:58 Vśrednia20.21 km/h VMAX33.00 km/h Podjazdy110 m
Kalorie 3600 kcal Temp.30.0 °C
Dzień 3. Spotkanie na trasie.
Wyjeżdżamy koło 9. Za ciepło nie jest, do tego wieje dość mocno. Z początku mamy boczny wiatr, ale skręcamy i dmucha w plecy. Jazda jest nudna do bólu, płaskość i słoneczniki, tak wygląda krajobraz. Pod sklepem w Fehergyramat spotykamy dwóch sakwiarzy z Polski- wracają z Rumunii. Znakiem rozpoznawczym okazały się sakwy Crosso. Ruszamy dalej. Nagle doganiają nas kolejni sakwiarze- z Polski oczywiście i znowu sakwy dały znać, że jesteśmy z Polski.  Arek i Przemek jadą w tym samym kierunku, więc nasza ekipa liczy 5 osób :) Tuż przed granicą spotykamy Irlandczyka na mega starej szosie Gianta i z minimalnym bagażem. Jedzie z Bułgarii na Litwę. Robi się gorąco, gdy wreszcie docieramy do granicy. Pokazujemy dokumenty i jedziemy do Satu Mare. Tam wybieramy kasę, robimy zakupy i jedziemy dalej. Pora szukać noclegu. Jak zwykle znajdujemy łąkę pomiędzy kukurydzą w miejscowości Petin . W nocy nie daje spać ujadanie psów, których jest tu ogrom.

IMG_2584
IMG_2588
Węgierskie śliwki węgierki.
IMG_2576
Tak bardzo słoneczniki.
IMG_2589
IMG_2593
Fehergyramat
IMG_2594
IMG_2581
Ścieżka w stronę granicy.
IMG_2599
IMG_2602
Rumunia :D
IMG_2603
Na noclegu.
IMG_2607
W nocy było jasno.
Dystans138.80 km Teren1.00 km Czas07:09 Vśrednia19.41 km/h VMAX50.00 km/h Podjazdy490 m
Kalorie 3500 kcal Temp.31.0 °C
Dzień 2. Słowacja, Węgry i dzikie traktory.
Dawno nie spałem w namiocie, więc jestem mocno zmęczony po tej nocy. Na zewnątrz mgła, że świata nie widać. Dość szybko jednak zaczyna się przebijać słońce i od samego rana zaczyna przypiekać. Zaliczamy ostatnie podjazdy, bo później już jest tak płasko, że odechciewa się jechać. Chwilę zatrzymujemy się nad Velką Domasą (jezioro takie), a później to już tylko postoje na zakupy i ewentualne mycie :D Węgry są płaskie i nudne. Tokaj jedynie urzeka widokami, a tak to słoneczniki po horyzont. Nocujemy tuż przy granicy ze Słowacją w miejscowości Pacin, na skoszonej łące. Dookoła przewalają się burze i jedna nas dosięga, jest mało śmiesznie. Jednak godzina 23 przyniosła nam niespodziankę. Jakiś nadgorliwy rolnik umyślał sobie zbiórkę siana. Widok mega ciągnika jadącego na nasze namioty zostaje w głowie na długo :D Nie wiem kto był bardziej zaskoczony: rolnik, czy my. Noc strasznie kiepska- atak ciągnika i burza.
IMG_2533
Poranek

IMG_2536
IMG_2542
Wielka Domasa
IMG_2543
IMG_2550
Vranov- zamek Cicava
IMG_2549
IMG_2555
IMG_2561
Tokaj
DSC00597
IMG_2568
IMG_2570
Stąd nadjechało zło
Dystans133.40 km Teren2.00 km Czas06:49 Vśrednia19.57 km/h VMAX58.00 km/h Podjazdy1270 m
Kalorie 4000 kcal Temp.31.0 °C
Dzień 1. Podróż czas zacząć.
Dosyć późno zdecydowałem się na zaległy urlop i na szybko musiałem znaleźć jakiś fajny wyjazd. Może nad morze, a może... No właśnie, gdzie? Podróżerowerowe.info przyszły z pomocą, bo dowiedziałem się, że Grzesiek z którym byłem rok temu na Ukrainie wybiera się do Rumunii. Dwa lata temu tam byłem, mieliśmy zaliczyć wtedy trasę Transfogarską. Niestety droga była zamknięta, bo za dużo śniegu jeszcze było. Kilka dni przed wyjazdem zrobiłem niezbędne zakupy i wystarczyło poczekać do niedzieli. Z lekką obsuwą pojawił się u mnie Grzesiek z Częstochowy. Na dworcu czekał już Grzesiek z Lublina i Wło, który kawałek nas eskortował. Robiło się gorąco, bardzo gorąco. Ruszamy przez miasto w stronę Kielanówki. Zjazd do Racławówki i na Niechobrz. Podjazd pod Krzyż z sakwami, to dobre wyzwanie. Później zjazd do Czudca, Przedmieście Czudeckie i Wyżne. Wbijamy na główną drogę i niej się trzymamy. Jedziemy do Barwinka z przerwami na piciu i jedzonko. W Niebylcu opuszcza nas Włochaty i jedziemy już sami. Słońce mocno smaży, a podjazdów nie brakuje. Najgorszy, bo najdłuższy był ten w Komborni. Przekraczamy granicę i mamy cały czas z górki aż do Śvidnika. Ściemnia się więc przed Stropkovem w miejscowości Duplin zakładamy pierwszy obóz. Niby przy boisku, ale jakoś nikt nam nie przeszkadzał, no może ze dwa razy kładem przejechał ktoś.

IMG_2520
Lekko obładowany.
IMG_2519
Włochaty żre.
IMG_2522
Przed nami Beskid Niski.
IMG_2529
Można iść spać.
Póki co mam tylko moje fotki, więc szału nie ma.
© 2017 Exsom Group, LLC. All Rights Reserved. Terms of Service · Privacy Policy · DMCA · System Status