Dystans73.04 km Teren30.00 km Czas03:30 Vśrednia20.87 km/h VMAX62.00 km/h Podjazdy840 m
35.7.
Taką oto temperaturą ciała dysponowałem przed wyjściem- trochę mało, ale już wiem czemu byłem słaby od rana.
Koło tunelu czekałem na Włochatego i Konę. Opóźnienie tylko 20 minutowe, ale musieliśmy się sprężać, żeby zdążyć na zachód na Wilczym. Jedziemy przez Budziwój, wspinamy się na Przylasek koło leśniczówki. Dalej zjeżdżamy do Straszydla i atakujemy Zimny dział, tym razem trochę terenowo. Wbijamy na żółty szlak na samo wilcze. zachód marny, ale cóż poradzić. Ubieramy się lepiej, zakładamy oświetlenie i lecimy do lasu. Jest fajnie, Kona smakuje regionalnej ziemi i błądzimy trochę by ominąć bagno. Zjeżdżamy do Białki i tam w bardzo głośny i spektakularny sposób, opona oraz dętka u Kony wybucha. Robimy sobie jaja z miejscowymi dzieciakami, Kona zakłada moją dętkę i jedziemy do Błażowej. Dłuższy postój pod Sparem i ruszamy na podjazd. Wylatujemy w Hermanowej, później Przylasek, Budziwój i do domu.
Temperatura idealna, towarzystwo też, a ja czuję się co raz lepiej.
10 000 km w tym roku pękło :)

Prawie wszyscy normalni.


Słabiutko z widokami.

Tak wiało, że ptakeł lewitował.


Jestę fotografę.

Kona smakuje miejscową glebę.

Dziwny ten las.

Miesiąc wytrzymało. Tak, to jest zip.

Tak bardzo naprawiamy.


Były Tatry i Góralki :D
Koło tunelu czekałem na Włochatego i Konę. Opóźnienie tylko 20 minutowe, ale musieliśmy się sprężać, żeby zdążyć na zachód na Wilczym. Jedziemy przez Budziwój, wspinamy się na Przylasek koło leśniczówki. Dalej zjeżdżamy do Straszydla i atakujemy Zimny dział, tym razem trochę terenowo. Wbijamy na żółty szlak na samo wilcze. zachód marny, ale cóż poradzić. Ubieramy się lepiej, zakładamy oświetlenie i lecimy do lasu. Jest fajnie, Kona smakuje regionalnej ziemi i błądzimy trochę by ominąć bagno. Zjeżdżamy do Białki i tam w bardzo głośny i spektakularny sposób, opona oraz dętka u Kony wybucha. Robimy sobie jaja z miejscowymi dzieciakami, Kona zakłada moją dętkę i jedziemy do Błażowej. Dłuższy postój pod Sparem i ruszamy na podjazd. Wylatujemy w Hermanowej, później Przylasek, Budziwój i do domu.
Temperatura idealna, towarzystwo też, a ja czuję się co raz lepiej.
10 000 km w tym roku pękło :)

Prawie wszyscy normalni.


Słabiutko z widokami.

Tak wiało, że ptakeł lewitował.


Jestę fotografę.

Kona smakuje miejscową glebę.

Dziwny ten las.

Miesiąc wytrzymało. Tak, to jest zip.

Tak bardzo naprawiamy.


Były Tatry i Góralki :D
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!
Komentarze
Miciu może jesteś zmiennocieplny i na zimę hibernujesz? :P
PS. Wło to miszcz samojebek (stoicka mina jakby ktoś z boku focił).
Zip to patent który uratował mi dupę na maratonie w Wierchomli, bo byłem dokładnie w połowie trasy. Warto mieć w plecaku, bo szybszy niż łatka, a lżejszy niz dętka.
Temperatura obniżona, co by zaoszczędzić na ogrzewaniu ;) Potrzebne tak bardzo.