Wpisy archiwalne w kategorii
Z sakwami
| Dystans całkowity: | 25323.98 km (w terenie 396.00 km; 1.56%) |
| Czas w ruchu: | 1471:35 |
| Średnia prędkość: | 17.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 69.84 km/h |
| Suma podjazdów: | 182003 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 180 (90 %) |
| Maks. tętno średnie: | 140 (70 %) |
| Suma kalorii: | 504713 kcal |
| Liczba aktywności: | 241 |
| Średnio na aktywność: | 105.08 km i 6h 06m |
| Więcej statystyk | |
Dystans133.27 km Czas07:57 Vśrednia16.76 km/h VMAX50.76 km/h Podjazdy501 m
Odcinek 196/5131. "Góry na horyzoncie".
Noc minęła spokojnie, więc sprawnie się ogarniamy i wyruszamy przy prawie 20 stopniach po 7 rano. Żegna nas pies, który tutaj jest przypisany do każdego budynku, taka natura tego kraju. Droga, to jakaś katastrofa- jedziemy do jednego z największych miast w Rumunii. Krzyżuje się tutaj wiele dróg, do tego lotnisko- musi być ruch. Za Krajovą teren zaczyna się robić pofałdowany. Znak, to, że zbliżamy się do Karpat i coraz częściej pojawiają się na horyzoncie. Pojawia się też niewielki deszcz, ale większe chmury cudem omijamy. Od 80 km zaczynamy się lekko wspinać i jest to zapowiedź celu tej wyprawy. W wiosce Negreni od razu skręcamy pod szkołę i jest to piękny strzał. Sporo trawników, jesteśmy osłonięci przed wścibskimi oczami i.....jest kran z wodą. Fantastycznie.

Wstajemy skoro świt. © miciu222145

Pies być musi. © miciu222145

Piękny to był zestaw. © miciu222145

W Krajovej. © miciu222145

Krajova, Rumunia. © miciu222145

Wstajemy skoro świt. © miciu222145

Pies być musi. © miciu222145

Piękny to był zestaw. © miciu222145

W Krajovej. © miciu222145

Krajova, Rumunia. © miciu222145
Dystans132.43 km Czas07:30 Vśrednia17.66 km/h VMAX39.78 km/h Podjazdy249 m
Odcinek 195/5130. "Flaczki".
Sama noc była spoko, dopiero nad ranem wyły jakieś syreny i ok. 5 ktoś włączył głośno muzykę. Chociaż nie, nie głośno- jebucko głośno, na pół miasta. Ogólnie lubią robić takie atrakcje, gdzie muzykę słychać przed wjazdem do miejscowości. Grzesiek miał jedyną awarię tego wyjazdu, czyli musiał zmienić powietrze na tutejsze- jeden flak. Kolejne flaki, nawet w oleju, to dzisiejsza trasa. Gorąc i droga prosta do bólu. Płaska również. Od sklepu do sklepu, tak się jeździ w upale. Na koniec dnia lądujemy w Bechet, pod szkołą oczywiście. No kolację była zajebista pizza z pobliskiej pizzerii. Kolejna noc w mieście.

Uzupełnianie energii. © miciu222145

Opuszczona dzielnica przemysłowa, Rumunia. © miciu222145

Pod sklepem w Rumunii. © miciu222145

Uzupełnianie energii. © miciu222145

Opuszczona dzielnica przemysłowa, Rumunia. © miciu222145

Pod sklepem w Rumunii. © miciu222145
Dystans115.16 km Czas06:51 Vśrednia16.81 km/h VMAX44.96 km/h Podjazdy159 m
Odcinek 194/5129. "Pogodowe niespodzianki".
Minęła kolejna spokojna noc, ale ok. 5 zaczęło padać. Przestało dopiero po 8. Zbieramy się w miarę szybko, żeby zdążyć przed kolejną chmurą. Zdążyliśmy dojechać do głównej drogi, czyli zaledwie kilka kilometrów. Zaczęło porządnie lać, a jedynym schronieniem były stragany, gdzie sprzedawano m.in. dynie. Przygarnięto nas i przeczekaliśmy najgorsze. Niestety jest już po weekendzie, więc ruch na drodze znacząco się zwiększył. Pogoda nie pozwoliła nam jeszcze opuścić Bułgarii i walnęła deszczem- godzinka spędzona na stacji benzynowej. Zaczęło się rozpogadzać jak dojechaliśmy do Ruse, czyli miasta granicznego. Byłem tutaj 9 lat temu. Podwójna kontrola i wjeżdżamy na most graniczny na Dunaju. Wąsko, a ruch straszliwy, więc znikamy stamtąd raczej szybko. W Giurgiu oczywiście źle skręcamy i dokładamy kilka km. Teraz czeka nas droga wzdłuż granicy, czyli Dunaju. Emocji brak. No może poza spotkaniem z trójką sakwiarzy zza naszej zachodniej granicy. Po ok. 60 km docieramy do miasta Zimnicea. Teoretycznie dużo miejsc na ewentualny nocleg, w praktyce- szału nie ma. Ostatecznie lądujemy na dziedzińcu jednej ze szkół. Przyszła jakaś młodzież, ale po rozmowie, powiedzieli, że nie będą nam przeszkadzać i już sobie idą. Jakieś niespodzianki tej nocy? Zobaczymy, jesteśmy w środku miasta.

Modliszka ze stacji benzynowej. © miciu222145

Śniadanko pod sklepem. © miciu222145

Modliszka ze stacji benzynowej. © miciu222145

Śniadanko pod sklepem. © miciu222145
Dystans127.44 km Czas07:28 Vśrednia17.07 km/h VMAX56.14 km/h Podjazdy777 m
Odcinek 193/5128. "Nad Dunaj".
Noc wyjątkowo spokojna, jak na centrum. Ruszamy jak zwykle po 7 i jak zwykle już jest gorąco, a będzie jeszcze gorzej. Na początek kilka podjazdów, później mocno w dół, aż nad sam Dunaj. Sporo płaskiego, dopiero później troszkę małych ścianek. Dzień minął na nawadnianiu się, leniwej jeździe i piciu kawy. Ta jest dostępna dosłownie wszędzie- od maleńkiego grajdołka, po bary, czy po prostu na każdym rogu, z automatu. Tsar Samuil, to meta dzisiejszego etapu. Jest szkoła, plac zabaw (zamknięty) i boisko. Mimo to jakoś tak nie możemy nic wybrać. Piwo z miejscowymi i po naradzie wybieramy boisko. Czasem nas ktoś odwiedzi, pogada, ogólnie nie jest źle. Ma być podobno jakaś burzliwa noc. Jaka będzie? Zobaczymy.

Tutaj się schował ten Dunaj. © miciu222145

Potężny Dunaj. © miciu222145

Obiekty sportowe w Bułgarii są wspaniałe. © miciu222145

Duży ruch na niebie, ale Bukareszt blisko. © miciu222145

Tutaj się schował ten Dunaj. © miciu222145

Potężny Dunaj. © miciu222145

Obiekty sportowe w Bułgarii są wspaniałe. © miciu222145

Duży ruch na niebie, ale Bukareszt blisko. © miciu222145
Dystans120.89 km Czas07:39 Vśrednia15.80 km/h VMAX52.89 km/h Podjazdy1095 m
Odcinek 192/5127. "Upałów ciąg dalszy".
Noc w sumie spokojna, tylko nad ranem koty strasznie darły mordę. Za to mojego namiotu całą noc pilnował pies, który wieczorem zjadł resztki mojej kolacji :) Był to kolejny gorący dzień, no i podjazdów też nie brakowało. Częste postoje, to norma w takich warunkach. Nasza trasa zakończyła się w miasteczku Alekovo. Był tam niewielki park, a w parku plac zabaw, który przejęliśmy. Wieczorem kręciły się tam jeszcze rodziny z dziećmi i jedna nas zaczepiła. Okazało się, że dziecko chciało z nami porozmawiać po angielsku, ale się wstydziło. A, że tatuś pracował w UK, to poznał język i bez wahania do nas podszedł. Pogadali, więc pora spać.

Kolejne podjazdy, kolejne widoki. © miciu222145

Na szczycie. © miciu222145

Tutaj śpimy :D © miciu222145

Kolejne podjazdy, kolejne widoki. © miciu222145

Na szczycie. © miciu222145

Tutaj śpimy :D © miciu222145
Dystans114.24 km Teren15.00 km Czas07:54 Vśrednia14.46 km/h VMAX52.37 km/h Podjazdy1452 m
Odcinek 191/5126. "Górskie szutry".
Chyba pora zacząć wracać do domu. Już po 7 przygrzewa- aż strach pomyśleć, co będzie później. Jedziemy przywitać się z Morzem Czarnym i kilka kilometrów jedziemy tuż przy nim. Odbijamy na północ i na poboczu znajdujemy maleńkiego, miałczącego rudzielca. Dookoła chaszcze i pola, więc zabieramy kitku na przejażdżkę. W pierwszej wiosce zostawiamy malucha pod sklepem- może tutaj ktoś go przygarnie. Po ok. 20 km zaczynają się góry. W miejscowości Mrijechko droga się kończy, czyli typowa sprawa. Tylko innej drogi nie widać. Wracamy podjazdem i kombinujemy jak by tu pojechać wg planu. Czeka na nas szuter, przez góry, w upale, doskonale. Z poziomu morza wbiliśmy się na 608 m. Widoki wspaniałe, ale z ulgą powitaliśmy asfalt i do tego zjazd. Niestety droga jest bardzo ruchliwa. Dystans już spory, przewyższeń jeszcze więcej. Szukając miejsca na nocleg docieramy do miasteczka Asparuhovo. Rozbijamy się w parku w samym centrum. Dostęp do wody jest, do tego masa kotów i psów. Zobaczymy jak minie pierwsza noc "na dziko".

Burgas, przywitanie z Morzem Czarnym. © miciu222145

Morze zawłaszcza teren. © miciu222145

Mały pasażer. © miciu222145

Są górki, są widoczki. © miciu222145

600 m zdobyte. © miciu222145

Wspaniałe Skały, Bułgaria. © miciu222145

Wspaniałe Skały z bliska. © miciu222145

Burgas, przywitanie z Morzem Czarnym. © miciu222145

Morze zawłaszcza teren. © miciu222145

Mały pasażer. © miciu222145

Są górki, są widoczki. © miciu222145

600 m zdobyte. © miciu222145

Wspaniałe Skały, Bułgaria. © miciu222145

Wspaniałe Skały z bliska. © miciu222145
Dystans51.77 km Czas02:43 Vśrednia19.06 km/h VMAX39.70 km/h Podjazdy215 m
Odcinek 190/5125. "Nocny początek".
Znowu nadeszła pora na dalszy wyjazd. Na początek muszę dostać się do Lublina. Muszę być na czas, a pociągi kursują różnie, przez trwające remonty. Wyruszam tuż po 3, by zdążyć na pociąg z Kolbuszowej, który odjeżdża tuż po 6. Z jedną przesiadką jestem w Lublinie po 9. Przed 12 ładujemy się do busa- przyjechał po nas ten sam kierowca, który odwoził nas kilka lat temu na inny wyjazd. O 14:20 mieliśmy wystartować, ale przez wyciek paliwa lot był opóźniony o godzinę. Do tego dodajemy kolejną godzinę po zmianie czasu i robi się 18:30 w bułgarskim Burgas. Rowery składamy pod lotniskiem i jedziemy niecały kilometr na nocleg. Już wiemy, że zimno na pewno nie będzie :D

Zaczynam podróz. © miciu222145

Zaczynam podróz. © miciu222145
Dystans92.37 km Czas05:00 Vśrednia18.47 km/h VMAX56.90 km/h Podjazdy1006 m
Odcinek 172/5107. "Gorący powrót".
Od rana gorąco, ale za to będę miał pod wiatr :D Jadę na Daliową, a tu po drodze cuda- na przełęczy miejsce z wiatami, stanowisko serwisowe dla rowerów oraz ładowarki usb z panelami, no szok, mogłem nawet tutaj się przespać. W Daliowej zaczynam podjazd przez Szklary do Rymanowa Zdroju. Później przez Haczów, Kombornię do Domaradza. Teraz już tereny bardziej zjeżdżone, czyli Konieczkowa, Zimny Dział, Hermanowa i Rzeszów. Mimo, że spałem tylko 4 godziny, to byłem w miarę wypoczęty, więc i jechało się znośnie.

Nowości w Beskidzie Niskim. © miciu222145

Podjazd z Daliowej. © miciu222145

Cerkiew w Króliku Polskim. © miciu222145

Kościół w Króliku Polskim. © miciu222145

Ruiny cegielni. © miciu222145

Haczów, największy w Polsce i w Europie drewniany gotycki kościół © miciu222145

Odpoczynek w Bliziance. © miciu222145

Nowości w Beskidzie Niskim. © miciu222145

Podjazd z Daliowej. © miciu222145

Cerkiew w Króliku Polskim. © miciu222145

Kościół w Króliku Polskim. © miciu222145

Ruiny cegielni. © miciu222145

Haczów, największy w Polsce i w Europie drewniany gotycki kościół © miciu222145

Odpoczynek w Bliziance. © miciu222145
Dystans137.94 km Teren4.00 km Czas07:08 Vśrednia19.34 km/h VMAX69.75 km/h Podjazdy1160 m
Odcinek 171/5106. "Szybki pomysł na...Beskid Niski".
Nadchodził kolejny weekend, a ja nie wiedziałem co z nim zrobić. Rano spakowałem manatki i pojechałem przed siebie w stronę południowej granicy. Prognozy się sprawdzają i jest słonecznie, ale i wieje, póki co z dobrej strony. Do Strzyżowa standardowo, czyli przez Siedliska, Wyżne, Czudec i Glinik. Później przez Gbiska i wzdłuż Wisłoka do Przybówki. Po wizycie na kawie zaufałem Googlowi i straszliwie się naciąłem :D 5km dodane. Przez Jedlicze i Łężyny docieram do Nowego Żmigrodu. Upał i podjazdy zrobiły swoje przez te 100 km, a najlepsze dopiero przede mną :D Z Kątów podjeżdżam na Przeł. Hałbowską. Do Krempnej na zjeździe świeży asfalcik, nareszcie. Ostatnie zakupy i lecę dalej- przez Polany i Mszanę do Tylawy. Jeszcze kilka km do miejscowości Stasiane- jest tam darmowe pole namiotowe Lasów Państwowych. Ludzi trochę jest, ale najazd zaczął się koło 20 i trwał do północy.

Odpoczynek od upału. © miciu222145

Przerwa po 50 km, oczywiście 0 % © miciu222145

Beskid Niski zaprasza. © miciu222145

Chyba będzie podmianka. © miciu222145

Cerkiew w Krempnej. © miciu222145

Mostek nad Wisłoką. © miciu222145

Widok z okolic Chyrowej. © miciu222145

Kemping, Stasiane. © miciu222145

Odpoczynek od upału. © miciu222145

Przerwa po 50 km, oczywiście 0 % © miciu222145

Beskid Niski zaprasza. © miciu222145

Chyba będzie podmianka. © miciu222145

Cerkiew w Krempnej. © miciu222145

Mostek nad Wisłoką. © miciu222145

Widok z okolic Chyrowej. © miciu222145

Kemping, Stasiane. © miciu222145
Dystans5.85 km Czas00:30 Vśrednia11.70 km/h VMAX20.30 km/h Podjazdy 8 m
Odcinek 106/5031. Sycylia. 11. "Aeroporto di Catania Fontanarossa".
Pora się zbierać. Pogoda wróciła do słonecznej normy, więc robimy przerwę na wiadomo co :D Z zapasem czasu docieramy na lotnisko- znowu robota z rowerami. Z niewielkimi problemami z odprawą Grześka, ale włazimy do samolotu. Ze scyzorykiem na pokładzie- ehh ci włosi. 955 km 11 dni, z czego 9, to była całodzienna jazda. Sycylia pokazało swoje dwa oblicza. Pierwsze: śmierdzący, zaśmiecony, zaniedbany kawałek ziemi pośród mórz, gdzie kierowcy ciągle się pchają i trąbią jak potłuczeni- szału można dostać. Drugie- raj turystyczny, gdzie nie popatrzeć, to piękny widok, czy zabytek. Jedzenie, knajpy i miasteczka tworzą niepowtarzalny klimat, no i mieszkańcy, co cicho być nie potrafią :D Po przylocie do Polski siedzieliśmy pod lotniskiem i w ciągu 30 minut nie zatrąbił nikt- to jakieś nienormalne. No i czystość, u nas jest jak jest, ale to jest straszliwa różnica. Jeszcze słówko o tamtejszych kolarzach/rowerzystach: chciałbym mieć tyle entuzjazmu i dobrego humoru. Już z daleka krzyczeli, witali się, mimo, że oni na szosach, my z innego świata, ale niesamowici to ludzie. Poprawiali humor momentalnie. Nawet staruszkowie koło 70 dziarsko cisnący pod górę witali się jak z dobrymi znajomymi.
Mapka
Mapka































