Dystans67.11 km Teren46.00 km Czas05:33 Vśrednia12.09 km/h VMAX57.00 km/h Podjazdy1650 m
Temp.32.0 °C SprzętRadon ZR Litening Custom
Wypad w Bieszczady.
Dwa dni temu padła propozycja wyjazdu i do realizacji nie minęło zbyt wiele czasu.
Zbiórka o 5, a skład był następujący:Michał, Piotrek, drugi Piotrek i ja. Start nastąpił tuż przed 8 z Cisnej. Pogoda była upalna, ale ratował nas trochę cień lasu. Rozpoczęliśmy jazdę szlakiem czerwonym i już od początku było bardzo ciężko- czekała nas wspinaczka wyciągiem. Dalej było podobnie, bo spacerkiem dotarliśmy na pierwszy szczyt, którym był Hon (820 m). Tam dowiedziałem się od Włochatego, że w Rzeszowie panuje armagedon pogodowy. Chwilę później zmuszony byłem do klejenia dętki z tylnego koła. Jedziemy, czasem idziemy dalej. Poziom trudności jest wysoki, bo mokre kamienie i skały rzucają rowerem na lewo i prawo- na ostrych zjazdach jest ciekawie. Do tego dochodzi bardzo głębokie błoto, które przy dużej prędkości miota rowerem jak szatan. Powoli "zaliczamy" kolejne szczyty, tj. Osina(963 m), Berest (942 m), Sasów (1010 m) i Wołosań (1071 m). Od czasu do czasu pojawiają się piękne widoki na Bieszczady, czy Beskid Niski. Jeszcze tylko Jaworne (992 m) i docieramy na Przełęcz Żebrak. Dalszą jazdę kontynuujemy szlakiem czerwonym i po mozolnej wspinaczce docieramy na Chryszczatą. Piotrek tak cisnął, aż uszkodził bębenek w piaście DT. Dobrze, że może jechać dalej. Tam spotykamy pierwsze dusze tego dnia- pustki były straszne. Dalej było hardkorowo, bo był zjazd do Jez. Duszatyńskich. Okazji do poobijania się było mnóstwo.
Dotarliśmy bez strat w ludziach i sprzęcie, no może klocki hamulcowe ucierpiały. Powoli pojawiają się turyści, co nie napawa optymizmem, bo czeka nas ciekawy zjazd. Wreszcie docieramy do Duszatynia. Tam kupujemy napoje różnorakie i odpoczywamy, rozmawiając z turystami i miejscowymi. Nasze utytłane rowery wzbudzają zainteresowanie i podziw jednocześnie. Jako, że dalej błaota raczej nie będzie, postanawiamy umyć siebie i rowery przy pierwszym przejeździe przez Osławę. Takich przejazdów będziemy mieć jeszcze trzy. Wody po ostatnich opadach jest sporo, więc rzeka przybrała, a prąd poniewierał nami, a najbardziej mną- spychał mnie z płyt do rzeki. Buty zalane, rowery utopione- tylko czekać aż coś zacznie piszczeć. Najpierw odezwały się łańcuchy, później mój suport. W pełnym słońcu jechaliśmy szutrem przez Mików w stronę Przeł. Żebrak. Na szczycie wszyscy mieli dość, jednak dalej było sporo w dół. Docieramy do miejscowości Łubne i kończymy przygodę w terenie. Piotrek do uszkodzonej piasty dołożył centrę i rozciętą oponę- mleczko fruwało tu i tam, bo dziura była za duża na uszczelnienie. Asfaltową drogą wspinamy się serpentynami- siły nas opuściły, a nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Na szczęście do samej Cisnej droga prowadzi nas zjazdem. Dodatkową atrakcją była nadchodząca burza, która i tak poszła bokiem. Okazało się też, że z tylnego koła znowu uciekało mi powietrze, ale dotarłem bez serwisu. Był to kolejny wyjazd w Bieszczady i znowu katowaliśmy się do ostatnich sił. Do tego doszedł wyjazd z piątku, po którym w ogóle nie odpocząłem.
Przyczyna kłopotów z kołem, które miał Piotrek
Everytrail
To był najpłytszy przejazd.

Mack vs. Hope.

















Zbiórka o 5, a skład był następujący:Michał, Piotrek, drugi Piotrek i ja. Start nastąpił tuż przed 8 z Cisnej. Pogoda była upalna, ale ratował nas trochę cień lasu. Rozpoczęliśmy jazdę szlakiem czerwonym i już od początku było bardzo ciężko- czekała nas wspinaczka wyciągiem. Dalej było podobnie, bo spacerkiem dotarliśmy na pierwszy szczyt, którym był Hon (820 m). Tam dowiedziałem się od Włochatego, że w Rzeszowie panuje armagedon pogodowy. Chwilę później zmuszony byłem do klejenia dętki z tylnego koła. Jedziemy, czasem idziemy dalej. Poziom trudności jest wysoki, bo mokre kamienie i skały rzucają rowerem na lewo i prawo- na ostrych zjazdach jest ciekawie. Do tego dochodzi bardzo głębokie błoto, które przy dużej prędkości miota rowerem jak szatan. Powoli "zaliczamy" kolejne szczyty, tj. Osina(963 m), Berest (942 m), Sasów (1010 m) i Wołosań (1071 m). Od czasu do czasu pojawiają się piękne widoki na Bieszczady, czy Beskid Niski. Jeszcze tylko Jaworne (992 m) i docieramy na Przełęcz Żebrak. Dalszą jazdę kontynuujemy szlakiem czerwonym i po mozolnej wspinaczce docieramy na Chryszczatą. Piotrek tak cisnął, aż uszkodził bębenek w piaście DT. Dobrze, że może jechać dalej. Tam spotykamy pierwsze dusze tego dnia- pustki były straszne. Dalej było hardkorowo, bo był zjazd do Jez. Duszatyńskich. Okazji do poobijania się było mnóstwo.
Dotarliśmy bez strat w ludziach i sprzęcie, no może klocki hamulcowe ucierpiały. Powoli pojawiają się turyści, co nie napawa optymizmem, bo czeka nas ciekawy zjazd. Wreszcie docieramy do Duszatynia. Tam kupujemy napoje różnorakie i odpoczywamy, rozmawiając z turystami i miejscowymi. Nasze utytłane rowery wzbudzają zainteresowanie i podziw jednocześnie. Jako, że dalej błaota raczej nie będzie, postanawiamy umyć siebie i rowery przy pierwszym przejeździe przez Osławę. Takich przejazdów będziemy mieć jeszcze trzy. Wody po ostatnich opadach jest sporo, więc rzeka przybrała, a prąd poniewierał nami, a najbardziej mną- spychał mnie z płyt do rzeki. Buty zalane, rowery utopione- tylko czekać aż coś zacznie piszczeć. Najpierw odezwały się łańcuchy, później mój suport. W pełnym słońcu jechaliśmy szutrem przez Mików w stronę Przeł. Żebrak. Na szczycie wszyscy mieli dość, jednak dalej było sporo w dół. Docieramy do miejscowości Łubne i kończymy przygodę w terenie. Piotrek do uszkodzonej piasty dołożył centrę i rozciętą oponę- mleczko fruwało tu i tam, bo dziura była za duża na uszczelnienie. Asfaltową drogą wspinamy się serpentynami- siły nas opuściły, a nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Na szczęście do samej Cisnej droga prowadzi nas zjazdem. Dodatkową atrakcją była nadchodząca burza, która i tak poszła bokiem. Okazało się też, że z tylnego koła znowu uciekało mi powietrze, ale dotarłem bez serwisu. Był to kolejny wyjazd w Bieszczady i znowu katowaliśmy się do ostatnich sił. Do tego doszedł wyjazd z piątku, po którym w ogóle nie odpocząłem.
Przyczyna kłopotów z kołem, które miał Piotrek
Everytrail
To był najpłytszy przejazd.

Kolorowe piasty :D© miciu222145
Mack vs. Hope.

Na początek wyciąg.© miciu222145

Cała ekipa.© miciu222145

Wg mnie to tam.© miciu222145

Mega pro statyw.© miciu222145

Na jedeym z podejść.© miciu222145

Czasem nie było lasu, ale była trawa.© miciu222145

Kontemplacja widoku.© miciu222145

Wołosań.© miciu222145

Były też skały.© miciu222145

Na Chryszczatej.© miciu222145

Dojazd do jeziorek.© miciu222145

Jedno z jeziorek.© miciu222145

Betonik.© miciu222145

Tuż przed myciem.© miciu222145

Pucowanko.© miciu222145

Oddawaj mój rower !© miciu222145

Jeszcze jadę.© miciu222145

Zniosło mnie do rzeki.© miciu222145
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!
Komentarze
Podziwiam przewyższenia:)
Fajny wypad, Bieszczadki nieźle potrafią dać po dupie :P Pamiętajmy że jeszcze Tokarnia w tym roku do zaliczenia :)